Rolnicze gangi robią regularne pirackie wypady na państwowe grunty podlegające Agencji Nieruchomości Rolnych (...) Od okolicznych rolników albo z ogłoszeń w internecie zdobywają informacje o wolnych gruntach, po czym zasiewają zbożem nienależące do nich tereny i występują o unijne dopłaty.
Jak to możliwe? - Okazuje się, że nie trzeba mieć na własność ziemi, aby brać unijne dopłaty. Nie trzeba też pokazywać żadnych dokumentów, że grunt się np. wydzierżawiło.
ARiMR nie potrafi powiedzieć, ile osób w całej Polsce pobiera pieniądze za nie swoją ziemię. Jedno jest pewne – żyć z tego można, i to całkiem nieźle. Za 1 ha można dostać ok. 1 tys. zł dopłaty. Przy 100 ha to 100 tys. zł.
No, niestety nie jesteśmy bezpretensjonalni i mamy jednak takie malutkie pretensje do unijnych biurokratów, że w ogóle trzeba coś zasiewać. Zupełnie jakby Unia słuchała słów Ojca Tadeusza: "siać trzeba, siać". Zgroza!
A ile by to spraw uprościło, ile ludzkich dramatów ukróciło gdyby taką dopłatę dostać na przysłowiową "gębę". A u nas słowo droższe pieniędzy...
Kto wie, może by się nasz areał cudownie powiększył - jak w Grecji - do obszaru większego niż obszar kraju. Może byśmy wszyscy wrócili:
Do tych pól malowanych zbożem rozmaitem,
Wyzłacanych pszenicą, posrebrzanych żytem;
Gdzie bursztynowy świerzop, gryka jak śnieg biała,
Gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała.
Oczywiście przechodząc przez obowiązkowe stadia: inteligent -> robotnik -> chłopo-robotnik by stać się ostatecznie jako "ta" Boryna.
Na pochwałę natomiast zasługuje ARiMR - za dyskrecję, za niewściubianie nosa tam gdzie król chodzi piechotą.
I osobna pochwała dla ANR - za to że jest. Gdyby nie ona i jej grunty...
O ile nam wiadomo Unia dopłaca również za rezygnację z pewnych upraw. I to jest piękne! I aż się chce powiedzieć Kochanowskiemu, Szymonowi (od wiców) czy Rejowi:
"Co Ty kurna wiesz o sielance?"
Skiba - efekt wypadu rolników


Komentarze
Pokaż komentarze