Waldorf and Statler Waldorf and Statler
606
BLOG

Profesor rozebrany do rosołu

Waldorf and Statler Waldorf and Statler Gospodarka Obserwuj notkę 0

Loża Szyderców
ma zaszczyt zaprosić Państwa na
tragifarsę
w doborowej obsadzie
pod tytułem:


Nowe szaty profesora


Starring/gwiazdorzą:

  • Koźmiński Andrzej, profesor, specjalista, przewodniczący, PAN-członek -jako mędrzec,
  • Chądzyński Marek, redaktor, Dziennik Gazeta Prawna - jako katalizator mędrca,
  • Chór Wujów z Loży Szyderców - jako efekt połowicznego rozpadu mądrości mędrca.

Akt pierwszy-lepszy

Redaktor (R): Ile ekonomicznych dogmatów obalił trwający kryzys?

Profesor (P): Wszystkie. Bo ani monetaryści, ani keynesiści nie są w stanie sobie z nim poradzić. Coś tam majstrują, ale robią to metodą prób i błędów. Okazało się, że trzeba odkurzyć zapomniany i źle kojarzący się termin „ekonomia polityczna”. Politycy mają dziś niesłychanie silny wpływ na to, co się w gospodarce dzieje. Poza tym kryzys pokazał jeszcze jedno: słabość instytucji regulacyjnych. Widać to zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych. Ale i w Europie też mamy do czynienia z bardzo nieudolną regulacją, i to nie tylko w sektorze finansowym. Z drugiej strony kłopoty, w jakie wpadła globalna gospodarka, dowodzą, jak bardzo ta regulacja jest potrzebna.

Loża Szyderców (LS): Monetaryści i keynesiści coś tam majstrują a austriacy tylko siedzą w kącie i się śmieją... Faktycznie, jedyne czego nam jeszcze potrzeba to globalna, nieudolna regulacja. To się musi udać! Keynesiści i monetaryści coś tam zmajstrują!

R: Czy jest jakaś instytucja, która jest w stanie jeszcze zapanować nad tym, co się dziś dzieje w światowej gospodarce?

P: Zgadzam się z szefem NBP Markiem Belką, który twierdzi, że dziś gospodarkami w gruncie rzeczy sterują banki centralne. Poza nimi nie ma żadnych podmiotów, które miałyby wpływ na całość systemu. To nie jest dobra sytuacja, bo bankierzy centralni dysponują ograniczonym zestawem instrumentów, a obszar ich działania też nie jest szeroki – ich głównym celem jest walka z inflacją i pilnowanie stabilności kursu walutowego.

LS: Dlatego mając na uwadze globalną szczęśliwość ogólnoludzką należy natychmiast poszerzyć zakres działań banków centralnych na wszystko i dać im nowe instrumenty do majsterkowania (z keynesistami i monetarystami). To się musi udać!

R: Co z wiarą w wolny rynek?

P: Kryzys spowodował fundamentalne przewartościowanie. Doktryny ekonomiczne upadły i w ekonomii zapanował agnostycyzm: jest mnóstwo różnych diagnoz sporządzonych post factum, jest Nouriel Roubini, jest Edmund Phelps, jest sporo ciekawych rzeczy. Ale propozycji rozwiązań niewiele. A nowego papieża nie widać.

LS: To przez ten siwy dym nic nie widać. Poza tym nigdzie nie ma wolnego rynku ergo: on nie działa.

R: To czego pan uczy studentów?

P: Staramy się ich uczyć rozumienia świata.

LS: A majsterkowania?

R: To, co robią dziś banki centralne i rządy niektórych krajów, nazywa pan majsterkowaniem. Czy to majsterkowanie było konieczne?

P: Gdyby Mario Draghi, szef Europejskiego Banku Centralnego, nie przekroczył uprawnień i nie przeforsował pożyczek z EBC dla banków komercyjnych, dzisiaj kryzys w Europie byłby znacznie głębszy. Podobnie należy ocenić działania Fed, który zresztą mógł pójść jeszcze dalej. Dziś z perspektywy czasu można powiedzieć, że gdyby we wrześniu 2008 r. ktoś wyciągnął pomocną dłoń do Lehman Brothers (upadek tego banku dał początek krachowi – red.), kryzys mógłby mieć mniejszy zasięg.

LS: Prawda.Żeby żałować papieru na dodruk?W końcu to były przecież dobre banki. Tylko świat był zły. I społeczeństwo było złe. I podwozie... podwozie... podwozie też było złe...

P: Kryzys dotknął nas znacznie słabiej niż inne kraje. Ale i u nas mieliśmy majsterkowanie, zwłaszcza w wykonaniu poprzedniego ministra finansów Jacka Rostowskiego.

R: O czym konkretnie pan mówi?

P: O odejściu od dogmatycznie restrykcyjnej polityki fiskalnej w odpowiednim momencie. Rostowski rozumiał, że nie wolno zabić wzrostu gospodarczego, że utrzymanie go to absolutna podstawa. Chodziło o to, żeby na krótką metę stymulować wzrost impulsami fiskalnymi, np. poprzez wzrost wydatków publicznych czy obniżkę podatków. A do ograniczania deficytu wrócić później i rozłożyć to na dłuższy czas.

LS: O tak! Pamiętna obniżka podatków Jacka Rostowskiego wszystkim ulżyła lepiej niż lewatywa.

P: Państwo powinno dysponować wielkim aparatem, który zajmuje się np. opieką nad ludźmi starszymi czy wspierającym rodzinę. Po pierwsze, to samo w sobie stworzy miejsca pracy. Po drugie, pozytywnie zadziała na inne dziedziny gospodarki, bo sektor publiczny wcale nie musi być bezproduktywny. Kobiety, które mają zapewnioną dobrą opiekę nad dziećmi, są bardziej efektywnymi pracownikami. To jest wymierna korzyść.

LS: W ogóle państwo to powinien być jeden wielki aparat. Kontroli i przymusu ale i animacji społecznych i wczasów zakładowych.

R: Ale to oznacza drogie państwo z wysokimi podatkami.

P: Jest takie powiedzenie: tanie mięso psy jedzą. Jak ktoś chce mieć tanie państwo, będzie miał państwo byle jakie. Cała sfera społeczna wymaga dużej liczby dobrze przygotowanych ludzi. I od tego nie uciekniemy. Wobec tego zapomnijmy o tym, że nagle wszystkim obniżymy podatki. Tym bardziej że stwierdzenie, iż w Polsce podatki są wysokie, jest mitem.

LS: Nareszcie jakiś głos rozsądku! Nareszcie ktoś docenił służbę urzędniczą w tym kraju! A przecież ona pozwala ludziom prowadzić biznesy! Więc zrozumcie w końcu, że nie będzie taniego mięsa! Na tanie mięso zgody nie ma! Tylko najlepsze mięso ze znaczkiem jakości Q-mać!

R: Czy pańskim zdaniem ludzie o wysokich dochodach powinni płacić wysokie podatki?

P: Oczywiście. Bogaci powinni dzielić się z innymi. To naturalne. W Stanach Zjednoczonych człowiek, który się wzbogaca, uważa, że musi oddać część społeczeństwu. Niekoniecznie w formie podatków, to może być fundacja charytatywna. Niestety nasi milionerzy i miliarderzy mają raczej ograniczoną skłonność do dzielenia się. Skoro tak, to trzeba ich do tego skłonić.

LS: Ad vocem: Z czasów okupacji i późniejszego braterskiego wyzwolenia pamiętamy, że najskuteczniej działa skłanianie ołowiem bezpośrednio na ośrodek woli. I to nie muszą być nawet jakieś duże dawki!

R: A nie martwi pana, że mimo przyspieszenia wzrostu gospodarczego nadal mamy tak niską inflację? Nie ma zagrożenia deflacyjnego?

P: Inflacja w końcu zacznie rosnąć, bo pojawi się presja płacowa, zwiększony popyt na rynku. Choć rzeczywiście sytuacja deflacyjna dla gospodarki jest wyjątkowo szkodliwa. Mam nadzieję, że unikniemy tego nieszczęścia.

LS: Wszyscy kibucujemy inflacji w tym odwiecznym starciu z deflacją! Przecież nie może być tak, że ludzie kupią więcej za mniej! Dlaczego inflacja nie chce rosnąć? Może Belka za słabo ją podlewa? Za słaby dodruk nawozów Narodowego Banku Polskiego?

 

LINK: Tuzy i tuski ekonomii są wśród nas

TOP ONE Nowy numer Uważam Rze - SPIS TREŚCI

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka