skan okładki
skan okładki
Lubomir Baker Lubomir Baker
377
BLOG

Oszołomy - powieść w imieniu opluwanych

Lubomir Baker Lubomir Baker Kultura Obserwuj notkę 0

Martyna Ochnik, Oszołomy

Zysk i S-ka

Wiek XIX jest szczegółowo i pięknie opisany w powieściach o charakterze społeczno-obyczajowym. Dwudzieste stulecie odeszło od obrazowania w tak rozległy sposób. Większość powstałych wówczas dzieł tego gatunku to powieści kryminalne, fantastyczno-naukowe i sensacyjne, które stworzyły dość ograniczony, daleki od kompletności obraz życia społecznego. Pojawiały się nawet głosy nawołujące do tworzenia dzieł epickich, które w historii literatury pozostaną pomnikami tego czasu i ludzi.

Odpowiedzią na wołanie o zamknięcie aktualności w formie powieściowej jest książka „Oszołomy” Martyny Ochnik. Już sama okładka nie pozostawia wątpliwości, że mamy do czynienia z literaturą o nastawieniu patriotycznym. Wyzwisko użyte w tytule także jasno wskazuje, o kim opowiadana jest historia. Ale nie bójcie się, to nie „moherowe babcie” są bohaterkami książki, ale grupa młodych, mniej więcej trzydziestoletnich ludzi. Maciek jest tłumaczem – freelanserem, marzy o wyjeździe z Polski do Londynu, żyje w wolnym związku z Sarą, która pracuje jako fotograf wiodącej gazety. On i jego koledzy są doskonale obojętni wobec polityki z wyjątkiem Kuby, który ma wyraziste, patriotyczne poglądy i pozornie niezaangażowanego politycznie Darka, działającego niczym agent wpływu Salonu (i nie mam tu, bynajmniej, na myśli Salonu24).

Wszyscy oni zostają zderzeni z katastrofą smoleńską, której skutki okazują się ważne nie tylko dla „politycznych oszołomów” pilnujących krzyża pod pałacem prezydenckim oraz ich oponentów. Polityka brutalnie wkracza w życie młodego pokolenia, które, jak Maciek, ma serdecznie dość wiecznego, polskiego rozdrapywania ran i odgrzewania historii; które chce żyć po europejsku, cokolwiek to określenie oznacza. Gdy otrzymuje mailem zdjęcie wraku prezydenckiego samolotu i dwóch postaci, z których jedna mierzy do drugiej z pistoletu, sam nie wie, co z nim zrobić i co myśleć. Początkowo próbuje zignorować tę fotografię, potem anonimowo wpuszcza ją do sieci.

Jako bohaterowie drugiego i trzeciego planu powieści pojawiają się członkowie rodziny Maćka i Sary. Ich postacie są o tyle ważne, że obrazują różnorodne postawy Polaków wobec katastrofy smoleńskiej i prób jej wyjaśnienia.

Autorka napisała powieść bardzo emocjonalną, należałoby też określić ją jako tendencyjną. Postaci negatywne są rozpoznawalne bez trudu – posługują się nawet innym, dość śmiesznym językiem, który osiągnął swoje apogeum w rozmowie Reżysera i Redaktora, decydującej o tonie, w jakim społeczeństwo będzie informowane o dochodzeniu w sprawie katastrofy. To jest zdecydowanie najbardziej kulawy fragment książki. Z tendencyjności powieści nie chciałbym jednak czynić zarzutu. Czytelnik od początku jest uprzedzony, z jaką tezą ma do czynienia, a to uważam za intelektualnie dopuszczalne. Tępiłbym taką postawę, gdyby teza wyjściowa była zakamuflowana, gdyby autorka sugerowała, że pisze książkę występując z pozycji neutralnej. Tak często się zdarza, gdy mamy do czynienia z powieściami propagującymi polityczną poprawność, jak na przykład w wielu kryminałach skandynawskich.

Na koniec chciałbym przypomnieć słowa pani Elżbiety Zapendowskiej, które skierowała do młodego człowieka śpiewającego piosenkę Andrzeja Rosiewicza pt. „Pytasz mnie”. Specjalistka od śpiewu wyraziła się na antenie polskiej telewizji, że: „takie bogoojczyźniane patriotyzmy to coś okropnego”. W kontekście książki Martyny Ochnik mam nadzieję, że się pomyliła. Nawet jeśli „Oszołomom” daleko do wiekopomnej literatury, to mam pewność, że przywracając dobre imię kontestatorom ustaleń MAK i komisji Millera, znajdzie wielu czytelników. 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura