Dziś chciałbym wyrwać Państwu około tygodnia z życiorysu, bowiem prezentuję dwie mniej więcej ośmiusetstronicowe pozycje wydawnictwa MAG, których autorem jest Joe Abercrombie. Pierwszą z nich jest historia pod wiele mówiącym tytułem "Zemsta najlepiej smakuje na zimno".
Generał Monza Murcatto ma prawdziwie dobry powód, by zaprzysiąc zemstę władcy, któremu do tej pory wiernie służyła, oraz siedmiu jego wspólnikom. Dobiera sobie bardzo dziwną drużynę, w której znaleźli się najwybitniejszy truciciel, rainman – osiłek, północny wojownik, który chce być dobry i mistrzyni tortur. Ich śladem rusza bezwzględny zabójca – bezwzględnie najlepszy w swoim fachu. Wyprawa mścicieli powoduje zawirowania polityczne na wielką skalę. Jeśli chcecie wojny, zemsty, krwawych pojedynków bez przebaczenia, okrucieństwa – wszystko dostaniecie w tej powieści. Dowiecie się też, jak wiele twarzy może mieć zdrada oraz czym bywa lub nie bywa dobro i zło.
Książka liczy 800 stron i po pierwszych dwóch rozdziałach przestraszyłem się, że zaraz nastąpi nudny ciąg opowieści, w których drużyna zabija kolejne ofiary z listy proskrypcyjnej. Ale autor mnie nie rozczarował. Do ostatnich stron nie wiadomo, kto jest naprawdę kim, z kim trzyma i za co się mści.
Akcja „Bohaterów” toczy się chronologicznie po książce „Zemsta smakuje najlepiej na zimno”, ale obie powieści można czytać całkowicie osobno. O ile w „Zemście” najsmakowitsze historie dotyczyły kwestii zdrady, o tyle tu najważniejsza jest walka i honor. I wierzcie mi, że na prawie ośmiuset stronach autor opisał imponującą ilość odmian toczenia boju oraz honorowych i niehonorowych wydarzeń. Moim ulubionym bohaterem jest Curden Gnat, imienny, dowódca dwunastki, która nigdy nie liczy dwunastu osób i często zmienia skład. Marzy, by porzucić wojnę i wrócić do stolarstwa. W jego drużynie walczy m.in. szalony Whirrun z olbrzymim mieczem, który półnagi rusza na opancerzonych wrogów i nie boi się śmierci, bo wie, kiedy zginie. Jest wreszcie książę Calder – przebiegły kłamca i tchórz, syn władcy, mający piękną, ambitną żonę. Wymieniając wszystkich wartych poznania bohaterów, napisałbym recenzję odpowiadającą objętością książce. Powiem więc krótko, że w precyzyjnej, pisanej techniką trzydniowej operacji wojskowej powieści nic nie jest tak proste, jak się wydaje, więc jeśli lubicie wojenne przygody, walkę, mięso i krew, a do tego finezyjny pomysł, to sięgnijcie bez wahania po Abercrombiego.



Komentarze
Pokaż komentarze