"Obiecuję wam krew, pot i łzy" - to zdanie Winstona Churchilla przyszło mi do głowy, gdy skończyłem czytać "Najdłuższy tydzień" Davida Reida.
Książka opowiada o szkoleniu, jakiemu podlegają jedne z najbardziej elitarnych w świecie jednostek wojskowych do spraw niemożliwych. Mówi się, że ich nazwa - Navy SEALs wzięła się od trzech zakresów działań, w których zdolni są wykonywać zadania: morza (SEa), powietrza (Air) i ziemi (Land). Szkolenie na SEALsa trwa pięć lat, ale by zostać do niego dopuszczonym, trzeba przetrwać okres przygotowawcz y i hell week. O tym etapie traktuje ta książka. Szkolenie jest nie tylko wyczerpujące fizycznie, ale też psychicznie i tak właśnie instruktorzy próbują złamać szkolonych żołnierzy. Hell week - pięć dni prawie bez snu, przy fizycznych zadaniach bardziej przypominających tortury niż jakikolwiek trening, z jedzeniem, które można spożyć wyłącznie np. pozostając w pozycji do robienia pompek. To wykańcza wielu, zwłaszcza że w każdej chwili wolno się poddać i zrezygnować; zamiast leżeć nago na lodzie na brzego oceanu, można wrócić do ciepłego pomieszczenia. Wielu rezygnuje, zdarzają się ofiary śmiertelne.
Tortury, którym dobrowolnie pozwalają poddawać się szkoleni żołnierze, są naprawdę wyrafinowane. Gdy myślą , że już nic gorszego ich nie spotka, najczęściej bardzo się mylą. Przyznam, że czytałem tę książkę prawie na jednym oddechu, z napiętymi mięśniami i zaciśniętymi zębami, z podziwem dla determinacji oraz fizycznej i psychicznej siły SEALS-ów.
Nie chcę wdawać się w szczegóły i opisywać technik, jakimi instruktorzy łamią kandydatów na SEALsów - najlepiej zrobił to sam autor, który zresztą przeszedł to mordercze szkolenie, więc doskonale wie, o czym pisze.
Wydaje mi się, że pewnym niezaplanowowaym przez Reida efektem książki może stać się wzrost, przynajmniej przez jakiś czas, odwiedzin na siłowni. Sam mam ochotę choć w minimalnym stopniu zbliżyć swoją sprawność do tego niedoścignionego wzorca. Warto też zauważyć, że dotychczas o SEALsach nie słyszało się wiele. Zmieniło się to po wytropieniu przez amerykańskich żołnierzy kryjówki Osamy bin Ladena - byli to właśnie SEALsi. Teraz nadzedł czas na konsumpcję ich medialnego comming outu.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)