Idąc za ciosem poprzedniej recenzji chciałbym polecić Państwu książkę, która wspaniale obrazuje życie codzienne współczesnej Rosji i jej obywateli – życie, które przed cudzoziemcami jest starannie ukrywane przez propagandę.
Boris Reitschuster to niemiecki dziennikarz, który przez długi czas mieszkał w Moskwie. Wydał wówczas książkę „Ruski ekstrem?”, a teraz ukazał się nowy zbiór jego reportaży i felietonów pt. „Ruski ekstrem do kwadratu”. Na wstępie tego wydania autor wyjaśnia, jak zmienił swój stosunek do tego kraju. Początkowo deklarował, że z jednej strony jest świadom niedostatków i wypaczeń w Rosji, z drugiej jednak deklarował wielką do niej sympatię. Wreszcie, przebywając w Warszawie został zapytany, jak może kochać kraj, który w rzeczywistości jest tak okropny? Zdał sobie wówczas sprawę, że istotnie na miłość nie ma tu miejsca. Aktualnie wrócił do Niemiec, zaś jego „Ruski ekstrem do kwadratu” nosi podtytuł „Co zostało z mojej miłości do Moskwy?”.
Czytając felietony Reitschustera raczej nie ubawią się Państwo do łez, choć autor zabiega, by jego styl był lekki i pozornie żartobliwy. Z rozbawieniem pisze więc o formularzach wjazdowych do Rosji, które wypisane są dla cudzoziemców cyrylicą, o tym, jak właścicielka salonu fryzjerskiego dokonała samosądu na złodzieju przy pomocy viagry, by równocześnie dać obraz rozpasania rządzących, propagandy Putinowskiej, obejmującej wszystkie obszary życia obywateli, straszliwych korków i samowoli urzędników jeżdżących pod prąd, przeładowania metra, ogłupiającej biurokracji, wszechwładnych sił porządkowych itp. Niczym pigułki wtłoczone do jednej buteleczki, relacje Reitschustera upchnięte są ciasno w okładkach książki.
Wyraźnie widać też, zderzenie z jakimi faktami odsłoniło przed autorem prawdziwe oblicze Rosji i jej władcy. By zakrzyknąć, że król jest nagi, niemiecki dziennikarz musiał dowiedzieć się, że cudzoziemscy reporterzy są tak długo mile widziani w Rosji, jak długo pokazują jej oblicze zgodne z wizerunkiem akceptowanym przez Kreml. Gdy jednak próbują zobrazować Rosję niezgodnie z życzeniem Politbiura, może się okazać, że pobiją ich nieznani sprawcy, mogą się też pożegnać z życiem. Po tym odkryciu, wstrząsającym dla wychowanego w praworządnych Niemczech dziennikarza, Rosja straciła cały swój urok.
Wniosek, jaki wyciągnąłem z lektury tej książki, jest następujący. Rosja, niczym utalentowana i sprytna kobieta lekkich obyczajów, wabi ogłupionych jej urodą klientów. Ci przez pewien czas żyją w złudzeniu, że posiedli dziewicę o niezwykłych talentach. Dopiero spotkanie z alfonsem przywraca im wzrok. Niektórzy wzroku nie odzyskują nigdy (jak Wolter i trwająca z pokolenia na pokolenie formacja francuskich rusofilów), niektórzy nigdy nie dali się zwabić w jej sidła ( jak Adolf de Custine czy Ferdynand Ossendowski). Reitschuster przebył zaś drogę od miłości do … zdziwienia, że mógł kiedyś kochać.



Komentarze
Pokaż komentarze