Wpadła mi w ręce po kilku latach od ukazania się książka Tomasza Jachimka "Handlarze czasem". W okresie jesiennym, gdy pracy dużo, a dzień krótki, pomysł Jachimka jest jak znalazł.
Autora z pewnością Państwo dobrze znają: albo z kabaretu, albo z telewizji, albo z prasy. Jego twarz na długo zapada w pamięci. Teraz z rozmachem wkroczył na ścieżkę literacką ze współczesną powieścią. Jej bohaterami są członkowie zwykłej rodziny, na łonie której kwitnie niedoceniany, jak to w rodzinie, wynalazca. Poruszający się na wózku wuj Franciszek w swoim maleńkim warsztaciku w tajemnicy przez wszystkimi konstruuje epokowy wynalazek – maszynę do handlu czasem. Ci, którzy mają go w nadmiarze, na przykład bezrobotni – mogą go sprzedać choćby pracoholikom, dla których każda doba jest za krótka. Wynalazek zdecydowanie zaprowadza rewolucję nie tylko na całym świecie, ale też w łonie rodziny.
Jaki efekt przynosi ta szokująca, przecząca prawom fizyki maszyna, musicie przekonać się sami i sięgnąć po książkę, która napisana jest ze swadą właściwą stand-upowym monologom, w których mnóstwo jest prześmiesznych wątków pobocznych i dygresji, zawierających wyjątkowo trafne spostrzeżenia na temat współczesnego świata. Do moich ulubionych zaliczam określenie wielbicielki dyskotek jako „carycy umpa-umpa” oraz że „można wymyślić maszynę do handlu czasem, ale samych czasów zmienić się nie da.”



Komentarze
Pokaż komentarze