Dziennikarka Anna Wojtachawyrusza tam, gdzie rozpoczyna się konflikt zbrojny. Relacjonuje wojnę, stojąc często kilka metrów od jadącej kolumny wojska, czy tuż przy taśmie, którą strefę zagrożoną wybuchem odgrodziły siły porządkowe. My – widzowie oglądamy góra kilkuminutową relację. Tymczasem, by ją przygotować, dziennikarka przebywa na wojnie przez dłuższy czas: ona i towarzyszący jej operator kamery. O tym właśnie Anna Wojtacha – pisarka opowiada w „Kruchym lodzie”. Dzięki jej relacji poznajemy kulisy pracy korespondentów wojennych.
Opisuje, jak dostała się do zamkniętego Tbilisi, gdy Rosja zaatakowała Gruzję i jak nagrywała relację, gdy za jej plecami sunęła kolumna rosyjskiej armii, zdążająca w kierunku gruzińskiej stolicy. W kolejnym rozdziale przenosimy się do Bombaju w 2008 roku, gdzie w serii zamachów terrorystycznych zginęło blisko 200 osób. Tam właśnie autorka doświadczyła kobiecej i zawodowej zazdrości, gdy widziała brytyjską dziennikarkę, która relacjonowała wydarzenia wychodząc z klimatyzowanego wnętrza samochodu i pozostając pod opieką stylistki i makijażystki. Wojtacha zaś nagrywała relację po wielogodzinnym koczowaniu w upale pod płotem. Kolega z ekipy pocieszył ją, że ona wypadła bardziej wiarygodnie.
Dla mnie szczególnie ważnym fragmentem książki jest relacja z Izraela, gdy dziennikarka opisuje ofensywę na Autonomię Palestyńską. Śpi w zasięgu palestyńskiego ostrzału, chowa się przed wybuchami, głuchnie, ma wszelkie objawy stresu bojowego. A potem z przerażeniem odkrywa, że to nie wojna tylko rzeź dokonywana z premedytacją przez silniejszą izraelską armię. Wstrząsający jest rozdział o tymczasowej opiece, jaką Polska zapewniła kilkunastu palestyńskim sierotom, które chowają się na widok helikoptera przelatującego nad Warszawą i zawsze chowają jedzenie po kieszeniach. Jest to materiał przejmujący, bo Wojtacha nauczona zawodowo po prostu relacjonować i w książce trzyma się tej dziennikarskiej zasady. Tak samo opowiada o losie afgańskich kobiet podpalanych przez mężów, choć tu akurat czuć dławiące, bezsilne łzy.
W „Kruchym lodzie” bez wielkich słów wypowiadane są wielkie prawdy. Także prawda o niej samej – kobiecie uzależnionej od wojny, ubranej w kamizelkę kuloodporną, pijącą wódkę z kolegami, żeby nie myśleć. Książkę warto przeczytać, bo rzadko w telewizji kadry są tak szerokie, byśmy mogli zobaczyć całe ważne tło.



Komentarze
Pokaż komentarze