Dzisiejszą recenzję "Mocarstwa" Marcina Wolskiego poprzedziłem kilka notek wcześniejszym opisem "Wallenroda", który wprowadza czytelników w alternatywną historię Polski i świata. Polska sprzymierzona z Hitlerem wygywa w niej wojnę z Rosją, Francją i Anglią, by stać się tytułowym mocarstwem.
Akcja nowej powieści toczy się w latach 80-tych XX wieku. Jej bohaterem jest Marek Kopiński - człowiek zupełnie niczym się niewyróżniający, bo trudno za szczególną dystynkcję uznać nieudane życie uczuciowe. Przed groteskową ucieczką z mieszkania niedoszłej kochanki i pościgiem w wykonaniu hojnie obdarzonego przez naturę siłą fizyczną narzeczonego Kopińskiego ratuje mgła, która przenosi go do alternatywnej rzeczywistości. Tam odkrywa piękną, silną Polskę, a jego życie uczuciowe wyraźnie zyskuje na uroku. Niestety, los zmusza go do służby państwu i wikła w szpiegowsko-terrorystyczną aferę. Konstrukacja akcji ma w sobie coś z powieści Iana Fleminga. Czyta się to, jak to Wolskiego, przyjemnie i lekko. Nie chcę zdradzać za wiele, aby nie pozbawić Państwa przyjemności lektury, ale powiem tylko, że pojawia się motyw katastrofy prezydenckiego samolotu a rebours.
Rozbawił mnie podziw autora dla stworzonej przez siebie wizji mocarstwowej Polski posunięty tak daleko, że nawet teściowa głównego bohatera zyskała w niej na uroku.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)