Mój kawałek historii jest skromny. Urodziłem się zbyt późno by w latach 80 - tych mieć jakiś udział, czy byś świadkiem większej części historii. Ale chciałem tu powiedzieć o jej małym kawałku a zarazem podziękować. Kiedy byłem dzieckiem i wychowywałem się bez ojca moja w gronie przyjaciół mojej mamy znalazł się Aleksander Gleigewicht. Olek przez krótki czas odmienił moje życie w ten sposób, że po prostu się mną zajmował. Bardzo potrzebowałem w tym czasie kontaktu z jakimś dorosłym człowiekiem innej płci niż moja matka. Kogoś, kto potraktuje mnie jak chłopaka. I właśnie to robił Olek. Zabierał mnie nad odrę, kupił mi łuk (Janosik) i strzały. Były zakończone metalowymi grotami - mama w życiu by mi takich nie dała. Zrobiliśmy jakąś tarczę...
Nie pamiętam wszystkiego, ale pamiętam, że był dla mnie bardzo dobry i chyba nawet bardzo ważny. Chciałem wtedy wziąć spóźniony chrzest i Olek był naturalnym kandydatem na ojca chrzestnego, ale niestety zdaje się, że bezpieka go zamknęła :-(
Za to, co pamiętam i za wszystko, czego nie pamiętam Bardzo Ci Olku dziękuję!
Mam nadzieję, że nie będzie niczym złym jak opowiem pewną anegdotę.
Olek brał ślub w parafii na Bujwida. Udzielał mu go Orzech - ksiądz Orzechowski. Przed tym ślubem chodził po znajomych i zapraszał na uroczystość.
Do naszego domu trafił, kiedy mnie i mojej mamy nie było. Był za to mój dziadek, który niewielu rzeczy tak nie cierpiał jak alkoholu i pijanych ludzi. No a Olek, zanim do nas trafił, zdążył już zaprosić parę osób i każda z nich pragnęła uczcić radosną wiadomość z przyszłym Panem Młodym tradycyjnym kieliszkiem. Skoro do nas dotarł to znaczy, że nieźle trzymał się jeszcze na nogach, ale...
Mój dziadek opowiadał później, że Olek był pierwszym człowiekiem, który, mimo że pijany, wzbudził jego ogromną sympatię.


Komentarze
Pokaż komentarze