Urzekła mnie translacja na rodzimy język dokonana na oczach widzów przez prezenterkę tivi. Miła pani tłumaczyła w rozmowie z zaproszonym do studia gościa to co mówił z "miastowego" na Polski. Facet, bodaj artysta, był z miasta. Miasto w wolnym tlumaczeniu to Warszawa. Może raczej z warszawki. Pan mówił gdzie był i z kim, i co robil, a miła pani wyjaśniała, slang żeby widzowie spoza śródmieścia rozumieli anegdotki. Ot, taki ograniczony niewielkim zasięgiem metra mózg.
Fajnie było, pan mówił nie zauważając zakłopotania, jakie wywołał, pani tłumaczyła kryjąc zakłopotanie, w którą ją rozmówca wprawiał. Dawno to było, ale utkwiło mi w pamięci. Stolica ma już ulice brukowane asfaltowane i co tam jeszcze, jednak szalenie łatwo ugrząznąć w niej. Wpaść głęboko w świat ograniczony realiami, które nijak mają się do rzeczywistości kraju, na który wydarzenia miasta stołecznego mają taki wpływ. Jak ów pan, kóry nawet nie wiedział, że mało kto poza studiem go rozumie.
Pal licho, kiedy grzęźnie jakaś gwiazdka przerw między programami publicznej tivi. Grzęzną dziś w nim głównie przybysze spoza stolicy. Najgłębiej, ci delegowani przez demokratyczny (no bo jaki) naród. Jak gwiazdy pop, stając na scenie wykrzykują swoje przesłanie, raz na jakiś czas wyruszają z nowym programem estradowym na tourne po kraju. Gościnne występy przygotowują im menadżerowie i biura firm wydających ich płyty. Wpadają, tabun klakierów pokazuje im drogę na scenę, ktoś wciska do rąk mikrofon, wreszcie dają skrócony program. Kwiatki, prezenty, jakieś nożyczki do cięcia wstęg i garść próśb od fanów dla pewności wręczanych menadżerom trasy na piśmie. Obiad, konferencja prasowa, na której z powodu braku dziennikarzy z czolowych wydawnictw muzycznych, gwiazdy zamiast śpiewać nowe nuty, powtarzają ziewając gamę, licząc na dobre zdjęcie. Wreszcie hotel, raut z organizatorami trasy i kolejna miejscowość, występ, scena i mikrofon, czasem nawet... autograf, często wspólne foto.
Niestety, piosenki ograne i - nawet, jeśli to nowy program - śpiewane dla otaczającego gwiazdy targetu. Statystycznie gwiazda najwięcej przebywa w Warszawie. Martwi się korkami na jej ulicach i widzi ludzi idącymi nimi. W przeglądzie prasy obok informacji krajowych dzienników, które problemy podwórka, z którego ich wysłano do stolicy, zauważą tylko jeśli przyczynią się do kolejnej roszady w zarządzie koncernu płytowego.
Nie pozbywszy się kompleksu swego podwórka, nasza gwiazda czerpie wiedzę o otaczającym go świecie z "Życia Warszawy", no bo co ma czytać, jak w stolicy mieszka? Gazetki powiatowej, która nie wiedzieć czemu (razem z kilkoma innymi osiedlowymi mediami, których mikrofony oglądają mieszkańcy Polski na sejmowych korytarzach) wciąż jest cytowana w ogólnokrajowych stacjach, którym trzeba wierzyć na słowo, że takie pismo istnieje, bo próżno go szukać w kioskach całego kraju. Jednak, stołeczni co i rusz, trafiają na biurka redaktorów dokonujących przeglądów prasy, a za nimi do biur prasowych naszych gwiazd. Kółko się zamyka. Albo bagno nad naszą gwiazdą zamyka się, wciąga ją, zatykając uszy i oczy na wiadomości z jej starego podwórka. Fajnie jest, jak wypluje z powrotem i można popatrzeć, jak stoi na środku podwórka ociekając z resztek błota.



Komentarze
Pokaż komentarze