Partyjni koledzy Donalda Tuska, zdają się coraz częściej zapominać, jakie podejście do gospodarki prezentuje oficjalnie. Słowom, zaczynają przeczyć czyny. Najpierw, w ramach walki z kryzysem, liberałowie gospodarczy chcieli podnieść podatki, ale w końcu opamiętali się w swoich zamierzeniach, czy było to wynikiem sięgnięcia do klasyków leseferyzmu, chłodnej analizy stanu gospodarki, czy kalkulacji wyborczych Donalda Tuska, pozostanie pewnie do końca tajemnicą naszego rządu, a nam pozostaną domysły. Rząd jednak nie pozostaje bierny w walce z kryzysem i szuka oszczędności, tym razem w ulgach dla studentów. Czyżby „Liberałowie” potrzebowali kolejnej lekcji na temat zasad wolnego rynku?
„Dlaczego za pieniądze podatników studenci z zamożnych rodzin mają sobie jeździć na wakacje?” – pyta naczelny organ prasowy salonu w materiale przedstawiającym najnowszy pomysłszefa Komisji Polityki Społecznej Sławomira Piechoty (PO).na oszczędności. W dalszej części artykułu dowiadujemy się, że nie jest sprawiedliwe, aby studenci których rodzice są zamożni, mieli takie same ulgi jak ich biedniejsi koledzy. Za pieniądze podatników bogaci studenci, jeżdżą sobie na wakacje na Mazury i nad Morze.
Tak więc, wkrótce będziemy mieli dwie kategorie polskich żaków. Tych biednych i tych bogatych, którzy zostaną podzieleni w imię sprawiedliwości społecznej.
W imię sprawiedliwości społecznej, część studentów, będzie płaciła więcej, aby ich koledzy mogli płacić mniej. Tym samym wrócimy do podziału na złych kułaków, których należy karać, za to że są przedsiębiorczy, lub mają zamożnych rodziców, oraz uprzywilejowanych przedstawicieli klasy „biedniejszych”.
Jest to zamysł nawiązujący do klasyki gospodarki socjalistycznej, który bez trudu jest wstanie skrytykować każdy liberał gospodarczy, za jakiego uważa się miedzy innymi, miłościwie panujący nam premier Donald „gdański liberał” Tusk.
Zabranie ulg dla studentów najbogatszych, przyczyni się do wspomnianych już podziałów studenckiej braci, da sygnał części z niej, że należy im się więcej niż innym, co przyczyni się tylko do umocnienia postawy roszczeniowej w Polskim społeczeństwie.
Co gorsza jednak, taki zamysł, świadczy o tym, że obecna władza nie ma pojęcia o realiach w jakich żyją polscy studenci, a podobno Platforma tak świetnie rozumie potrzeby młodzieży.
Otóż, czy studenta, można uznać za bogatego na podstawie dochodów rodziców? Czy ktoś weźmie pod uwagę to, że owszem część studentów jest na garnuszku rodziców, ale część niezależnie od statusu finansowego jaki panuje w domu rodzinnym, dąży do usamodzielnienia i stara się sama utrzymywać.
Jak uwzględnić też, dochody samych studentów, z których spora część, pracuje na czarno. ( oficjalnie nie ma dochodów), sam byłem niedawno studentem, więc wiem jakie oferty pracy czekają na żaków np. w pubach. Zresztą propozycja zniesienia ulg dla bogatych, zachęci tylko studentów, do ukrywania prawdy o swoich zarobkach.
Trudno znaleźć w propozycji działacza Platformy jakiś element korzystny, dla polskiej gospodarki, owszem, może przyczyni się do wzrostu oszczędności, ale w dłuższym wymiarze czasu przyczyni się tylko do pogłębienia patologii, które już teraz stanowią zaciśnięty hamulec na kole rozwoju gospodarki naszego kraju.
Polska scena polityczna widziała już wiele, ale może w ramach rozrostu biurokracji, do której między innymi przyczyni się wyżej opisana propozycja, w ramach walki z kryzysem funduje nam rząd, warto by było pomyśleć o specjalnych egzaminach dla parlamentarzystów i ministrów z doktryn politycznych i ekonomicznych. Pozwoliłoby to uniknąć w przyszłości kuriozalnych sytuacji, w których zdeklarowani liberałowie, zaskakują nas coraz bardziej socjalistycznymi pomysłami.
W pewnym sensie, zaczynam jednak rozumieć lewicowe odchylenia liberalnego rządu.
Komuniści, to doskonałe case study z zakresu propagandy, widocznie lektura Lenina i innych klasyków, zaczyna się przekładać nie tylko na zagadnienia związane z PR.
Osobiście, szczególnie w dobie kryzysu, Lenina, proponowałbym zamienić na Miltona Friedmana.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)