Łukasz Bardziński Łukasz Bardziński
39
BLOG

Słabość i dylemat Tuska

Łukasz Bardziński Łukasz Bardziński Polityka Obserwuj notkę 1
Zmiana konstytucji, zaproponowana przez Donalda Tuska, nie musi być wyrazem chęci, umocnienia pozycji premiera w kraju, impuls do rozpoczęcia debaty nad konstytucją, mógł być zupełnie inny. Słabnie Platforma, słabnie Donald Tusk, trzeba było więc coś zrobić...
 
 
Donald Tusk, pozostaje wciąż liderem przyszłorocznych wyborów prezydenckich, jednak jego pozycja nie jest już tak niepodważalna jak jeszcze kilka miesięcy temu, dają o sobie znać skutki afery hazardowej i stoczniowej. Podobnie PO, zaczyna odczuwać skutki ostatnich miesięcy. Po roszadach w rządzie Grzegorz Schetyna nie jest już najbliższym przyjacielem ( z boiska) premiera, zaczynają się pojawiać zgrzyty i słowa krytyki adresowane do premiera. Nawet Palikot na swój sposób zaczyna sugerować, że Donald Tusk nie powinien startować w wyborach prezydenckich. Twierdząc, że większa władze posiada premier. I kto wie, czy słynący dotychczas z wypowiedzi bulwersujących, polityk, tym razem nie podsunął szefowi partii, pomysłu genialnego. Otóż zwycięstwo w wyborach prezydenckich, oznaczać będzie dla Tuska utratę szefostwa w Platformie, dotychczas mówiło się, że będzie on nadal szefował i partii i rządowi z tylnego siedzenia umiejscowionego w pałacu prezydenckim. Niestety ten plan wobec ostatnich wydarzeń, może się nie powieść. Premier nie darzy Schetyny już takim zaufaniem jak wcześniej, kto też wie, czy choćby Marszałek Komorowski, nie zechce zacząć realizować swoich ambicji. Dotychczas wszelkie walki frakcji w partii były na rękę Tuska, który mógł realizować zasadę dziel i rządź, jednak kiedy sam stał się jedną ze stron pełzającego w PO konfliktu, poprzez usunięcie z rządu tych, którzy wydawali się nieusuwalni. To co było dotychczas dobrodziejstwem dla Tuska stało się przekleństwem. Po wyborach prezydenckich może już nie być mowy o nieformalnym przywództwie partyjnym, co też może oznaczać z czasem całkowitą utratę kontroli nad partią ( kto wie, czy nie zazdrości on teraz Lechowi Kaczyńskiego brata bliźniaka, któremu mógłby zaufać, bez obaw o zdradę). 
 

Obecny premier chciał zjeść ciastko i mieć ciastko, niestety przy obecnych zasadach gry okazało się to niemożliwe, więc jedynym rozwiązaniem dla ambitnego "liberała" okazała się zmiana zasad gry. Tusk, marzy o najważniejszej funkcji w państwie, którą konstytucyjnie pełni prezydent. Taka rola może oznaczać utratę kontroli nad partią - potężną machina propagandowa, która może w przyszłości będzie jedynym pomysłem na zapewnienie reelekcji, czy sprawowanie innej istotnej funkcji, zaspokajającej ambicje jego ambicje. Przezorny Tusk postanowił więc umniejszyć rolę głowy państwa i najważniejszą osobą w państwie uczynić premiera - co zapewniłoby jemu odpowiedni splendor, bez ryzyka utraty władzy w partii. Plan politycznie bardzo sprytny, niestety pojawił się problem - i wcale nie związany z parlamentarną arytmetyką, sondaże pokazują, że społeczeństwu wcale nie podoba się pomysł jaśnie oświeconego premiera. Wobec tego znów stoi on przed dylematem zrobienia dobrze wyborcom, czy własnym potrzebom? Dylemat w warunkach polskiej polityki, aspirujący do hamletowskiego, na szczęście dla rządu puki co wynika jeden pozytyw - nikt już nie martwi się podsumowaniem 2 lat rządów miłości. 

urodzony w roku 1984, marzy o świecie będącym przeciwieństwem książki Orwella, z której tytułem jego urodziny się zbiegły. Politolog, przez monarchistów uznany za przedstawiciela romantyzmu politycznego. Uwielbia poznawać świat i odkrywać pozapolityczne aspekty romantyzmu. Pisze i czyta w dużych ilościach. Najlepiej przy akompaniamencie dobrego rocka w tle.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka