Łukasz Bardziński Łukasz Bardziński
66
BLOG

Pomścić dziadka i poprzeć Kaczyńskiego

Łukasz Bardziński Łukasz Bardziński Polityka Obserwuj notkę 4

 Pomścić dziadka i poprzeć Kaczyńskiego

Donald Tusk, podejmując decyzję o nie kandydowaniu w wyborach prezydenckich, nie tylko przyćmił informacje o przesłuchiwaniu Mira, czy wypowiedź Mariusza Kamińskiego o lobbingu w CBA, ale również wyświadczył ogromna przysługę PR-owcą swojej partii. Jednocześnie należy brać pod uwagę, że za jego decyzją może stać chęć ofiarowania prezydentury kandydatowi PiS.
Czy dziadek zostanie pomszczony?
Jeżeli chodzi o tegoroczne wybory prezydenckie w zasadzie wszystkie karty zostały odsłonięte, znamy kandydata lewicy, znamy aspiracje panów Nałęcza i Olechowskiego, ogłoszenie kto będzie kandydatem, PiSu wydaje się tylko formalnością. Jedynie nad kandydatem Platformy pojawia się wielki znak zapytania i to może być największym atutem partii rządzącej. Jak w każdej kampanii musimy się spodziewać walki na haki, ładniej określanej jako czarny PR i z pewnością nad tym elementem również pracują sztabowcy poszczególnych partii. Tylko nad kim mają pracować w Prawie i Sprawiedliwości. Wiadomo, że powinni się skupić na najpoważniejszym rywalu, tylko kto nim będzie – Komorowski?, Sikorski?, a może Cimoszewicz? Nie wiadomo  o kim zbierać informacje. Tymczasem PO, może spokojnie obmyślać strategie na Lecha Kaczyńskiego i innych kandydatów. Tym bardzie, że zawsze w szeregi sztabowców można zaprząc nie tylko ABW, ale i odzyskane CBA.
 
Po wyborach w 2005 roku, wielu wypominało PiSowi zagranie „dziadkiem z wermachtu”. Porażce prezydenta Tuska miał być winny, grający nie fair, Kurski. Nikt tymczasem nie chciał zauważyć, ze w całej sprawie najgorzej wypadł Tusk, który posunął się do kłamstwa, zaprzeczając faktowi znanemu już wówczas na Pomorzu. Tym roku Donald Tusk umiejętnie uniknął wyciągnięcia kolejnych „dziadków” czy afery, w której mógł ostrzegać kolegów, wystawiając na „strzał” PR owców  któregoś ze swoich kompanów.  Dzięki temu sztabowcy Platformy zyskują przewagę czasową nad przeciwnikiem i mogą spokojnie myśleć czym by tu zagrać przeciwko Kaczorom. Czy możemy się zatem spodziewać czegoś więcej ze strony Platformy niż prymitywne dowcipy? W końcu  dobry PR owiec na każdego coś znajdzie, parafrazując Stalina, dajcie mi człowieka, a znajdę na niego haka. Możemy sobie tylko wyobrazić ludzi Platformy, namiętnie szperających po nagraniach z udziałem prezydenta, szukających jakiś wpadek, lub knujących, jakby tu sprowokować nowe „spieprzaj dziadu”.
 
Pięć lat temu sztabowcy PO dokładnie prześwietlili Cimoszewicza, co ułatwiło eliminację go z gry o Pałac Prezydencki. Później okazało się, że oprócz Cimoszewicza prezydenturze Tuska skutecznie może zagrozić Lech Kaczyński. W tym roku ma być inaczej, to rywale muszą niemal na ślepo zacząć przygotowania do wali z PO. Jednak, czy marketingowcy PO będą myśleć nad tym jak wygrać wybory prezydenckie, a może nad tym jak je przegrać, bez straty poparcia dla Donalda Tuska i samej partii w niemal równoległych wyborach samorządowych..
 
Tusk wspiera Kaczyńskiego
Zagranie Tuska, ma jednak również minusy i to poważne. Niezależnie kto zostanie wybrany do walki o prezydenturę, stanie się niepisanym liderem partii. To na niego będą obliczone wszelkie PRowskie zagrania jak również polityka rządu. z którą będzie musiał się utożsamiać. I nie wiadomo czy Słońce Peru będzie umiało się odnaleźć w sytuacji, w której to on nie jest najważniejsza. 
Druga sprawa to casus Marcinkiewicza. Czy ktoś może zagwarantować Tuskowi, że jego Delfin ( choćby na początku był najwierniejszym), nie uwierzy w pewnym momencie, na wyrost w swoje zdolności przywódcze i zacznie się usamodzielniać ( w końcu to on będzie głową państwa). Może dojść również do sytuacji, że wokół potencjalnego prezydenta z PO zacznie się tworzyć niezależne do władz Platformy środowisko. Takie zdarzenia po wygranych wyborach są bardzo realne i z pewnością nie są Tuskowi na rękę.
Cóż zatem skłoniło Tuska do tak pokerowej zagrywki? Czy człowiek pewny zwycięstwa posuwałby się do takich zagrań? Myślę, że nie, i powoływanie się na patriotyzm tego nie tłumaczy. Moim zdaniem na decyzję Tuska złożyło się kilka powodów:
Pierwszy z nich to fakt, że zwycięstwo kandydata PO nie jest wcale takie pewne. Kto wie, czy „opinii publicznej” nie zszokują kolejne afery, nie wiadomo jak zakończy się afera hazardowa,  Biorąc to pod uwagę Tusk,  chce uniknąć osobistej porażki i wystawia innego kandydata. Tusk może bać się również o utratę wpływu na partię w przypadku wygranej. Tak jak triumfujący w wyborach kandydat PO, mógłby zacząć organizować własne środowisko, tak premier samo nowy premier, czy Grzegorz Schetyna w przypadku zwycięstwa Tuska mógłby pozbawić nowego prezydenta wpływu na partię. Na koniec należało by również wziąć pod uwagę teorię spiskową. Tusk, przekonawszy się, że realna władza jest w tak zwanym małym pałacu, zamarzył o kolejnej kadencji na fotelu premiera. Wiedząc, że w chwili wygranej w tegorocznych wyborach kończy się wymówka, że rząd nic nie robi, no poza dbaniem o interesy różnej maści Sobiesiaków, bo prezydent przeszkadza w rządzeniu. Mało tego zdobycie wszystkich przyczółków władzy przez PO znacznie utrudni straszenie społeczeństwa powrotem braci Kaczyńskich do władzy, a wówczas nawet parasol ochronny mediów może zostać zdjęty z Platformy i nikt w 2011 już nie nabierze się na cuda Donalda. Czyżby zatem w PO uznano, że aby zachować wpływy w rządzie i samorządzie na następne lata, trzeba pałac prezydencki odstąpić PiS, bo innej koncepcji na sprawowanie władzy niż krytyka Kaczyńskich, nadal w szeregach Platformy nie została stworzona?
 

urodzony w roku 1984, marzy o świecie będącym przeciwieństwem książki Orwella, z której tytułem jego urodziny się zbiegły. Politolog, przez monarchistów uznany za przedstawiciela romantyzmu politycznego. Uwielbia poznawać świat i odkrywać pozapolityczne aspekty romantyzmu. Pisze i czyta w dużych ilościach. Najlepiej przy akompaniamencie dobrego rocka w tle.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka