Operacja Argo, to świetny film, który godny polecenia. Świetny temat opowiedziany w taki sposób, że chociaż widz zna zakończenie od początku, przez blisko dwie godziny cały czas utrzymywany jest w napięciu, co zauważył Piotr Gociek w serwisie wnas.pl. Ale film pokazuje również doskonale świat służb specjalnych i doskonale pokazuje, że to co w naszym kraju uchodzi za oszołomstwo, w USA jest uznawane za coś normalnego.
Film Afflecka opowiada o wielkiej mistyfikacji, jaką uczyniły służby specjalne dla ratowania obywateli USA, ukrywających się w Iranie. Chociaż przedstawione tło polityczne może budzić wątpliwości, co do polityki USA względem Iranu, to wraz z rozwojem akcji, widz nie ma już wątpliwości, kto jest w tej opowieści tym dobrym, któremu kibicujemy, a kto tym złym. Grany przez Afflecka bohater, to człowiek, służący swojemu narodowi, biorący odpowiedzialność, za życie innych ludzi, ratujący ich z piekła irańskiego. Dlatego, wielką mistyfikację, jaką jest kręcenie filmu s-f usprawiedliwiają tutaj szczytne cele, widzowi nawet do głowy nie przyjdzie, że coś tutaj jest złego, że cel po prostu uświęca środki. Zresztą ciężko, byłoby tutaj skrytykować autorów tej operacji służb specjalnych, to w końcu ich fach, oni posługując się słownictwem, z ostatniego, chyba najlepszego w historii Bonda, pracują w cieniu. Ale to nam powinno uświadomić na czym polega specyfika pracy takich służb, że mistyfikacja, oszustwa, to dla nich chleb powszedni i zdążyć się może, że realizują interesy, których w przeciwieństwie do Operacji Argo, moralnie usprawiedliwić nie sposób. W filmie Afflecka pada też stwierdzenie, że nic lepiej nie uwiarygodni kłamstwa niż prasa (współcześnie czytaj media). Spójrzmy, z tej perspektywy na Polskę Anno Domini 2012, czy naprawdę wszystkie wydarzenia o których się dowiadujemy, mogły mieć miejsce bez udziału służb specjalnych? Oczywiście mogły, ale nagromadzenie historii z Bomberami, historiami o trotylu w tupolewach i ekspertyzami o wybuchowych namiotach, sprawia, że nasz kraj, staje się krainą absurdów, lub po prostu ma złego reżysera tych newsów. Teza o zamachu 10 kwietnia, jest jedną z podstawowych jakie stawiałby profesjonalny ekspert od bezpieczeństwa już 10 kwietnia 2010 roku, w Polsce teza ta jest nieustannie wyśmiewane, drwi się z ludzkiej inteligencji. Czy mam uwierzyć, że w Izraelu, gdzie zagrożenie atakiem bombowym jest bardzo realne, stosuje się również bardzo zawodne urządzenia, które reagują na kosmetyki? Poziom absurdu, jaki płynie z przekazu jaki otrzymuje polski widz, nasuwa refleksję, czy po prostu ktoś tego nie inspiruje w imię interesów swojego środowiska, mocodawcy, czy obcego mocarstwa, robi to jednak niezbyt udolnie, albo po prostu bardziej nie musi się starać, skoro większość odbiorców daje się na takie medialne haczyki złapać.Lekcja którą, płynie z Operacji Argo, jest dla nas brutalna, nie wszystko co mówi “Pani” czy “Pan” w telewizji jest prawdą. Zresztą, na szczęście, jeszcze mamy na tyle pluralizmu, że można przy odrobinie wysiłku dostrzec przynajmniej, że przekaz mediów nie jest jednolity, że nie wszyscy kreują dla nas świat w ten sam sposób. Jeszcze.
241
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze