No i stało się. Rząd Donalda Tuska zrobił słuszny krok. I mimo, że niedawno dokonałem krytyki polityki zagranicznej wspomnianej ekipy, to dzisiaj ze spokojnym sumieniem mogę dokonać pochwały. Ubolewam tylko nad tym, że zachowanie statut quo w kwestii żądań homoseksualistów to temat na który powiedziano już bardzo wiele, a nie chcę czytelników zanudzać. Dlatego pozwoliłem sobie również na krótką refleksję nad kilkoma innymi sprawami
Rząd Donalda Tuska zabrał głos w sprawie żądań gejów. Stanowisko rządu potwierdziło, że jednak frakcja konserwatywna ma w tej partii coś do powiedzenia. Na uargumentowanie stanowiska rządu przywołano wyniki badań tak zwanej „opinii publicznej”, która zdecydowanie opowiada się przeciwko zrównywaniu związków homoseksualnych z rodzinami. Czy taka decyzja wynikała z czystego populizmu ( skoro tak mówi większość, to nie przeciwstawiajmy się jej), czy też była efektem silnego stanowiska konserwatystów trudno oceniać. Mam nadzieję, że to wpływ Jarosława Gowina i osób podzielających jego poglądy miał tutaj decydujący głos.
Faktem pozostaje, jednak że lobby homoseksualne naciskało na rząd Tuska od pierwszych dni jego powstania.
Homoseksualni aktywiści złożyli bowiem projekt ustawy o związkach partnerskich, a później grozili sądem, gdy premier zwlekał z ustosunkowaniem się do ich pomysłu.
Była również propozycja z „Tęczowym podręcznikiem” Roberta Biedronia, który chciał homoedukacji polskiej młodzieży.
Myślę, że zwłoka jaką podjął rząd Tuska mogła właśnie wynikać z dyskusji jaka mogła toczyć się w tej sprawie wewnątrz partii. Z jednej strony mamy bowiem w PO Janusza Palikota, który zakłada koszulkę z hasłem „jestem gejem”, a z drugiej skrzydło konserwatystów, czy Stefana Niesiołowskiego, który oprócz „płomiennych przemówień”, znany jest ze swoich poglądów na temat homoseksualistów. Zresztą, kto inny jak nie profesor biologii może w tej sprawie się wypowiadać (pomijając fakt, że Niesiołowski zajmuje się muchówkami).
Mimo zwłoki rząd podjął jednak decyzję słuszną, za co należy się pochwała.
Nadzieję, środowisk gejowskich związane z nowym premierem legły w gruzach.
Ostatnim obrońca interesu homoseksualistów zostanie więc LiD, a poseł Palikot być może postanowi zmienić partię, chociaż ostatnio się gejami nie zajmuje, bo nowym hobby stały się ataki na Radio Maryja.
Posłowie Lidu nie raz już pokazali, że do homoseksualistów bardzo im blisko, szczególnie, że są oni dla nich potencjalnym elektoratem. W tej sytuacji myślę, że jeszcze nie raz usłyszymy o akcjach homosiów podczas tej kadencji sejmu. LiD będzie próbował odbudować swój elektorat, niestety hasła socjalne w okrojonej wersji pod hasłem solidarności zostały przejęte przez PiS i PO. Inteligencja i liberałowie gospodarczy również skupili się wokół PO, natomiast nie będący w kręgu zainteresowań lewicy konserwatyści i antykomuniści wokół PiS (oczywiście w dużym uproszczeniu przedstawiam ten podział i skupiam się na największych partiach). W tej sytuacji dla LiDu naturalnym elektoratem stają się mniejszości seksualne i wszelkiego innego rodzaju, oraz wymierająca część społeczeństwa, która z sentymentem wspomina PRL. Pytanie tylko czy taki elektorat wystarczy na odbudowanie lewicy? Myślę, że może wystarczyć na utrzymanie bytu parlamentarnego (pod warunkiem, że ordynacja wyborcza nie ulegnie zmianie).Co do kształtu parlamentu uważam, że w tej chwili zmiana ordynacji wyborczej na mieszaną lub większościową, pozwoliłaby ostatecznie wyklarować scenę polityczną i utworzyć w Polsce system przynajmniej 2,5 partyjny z silną dominacją PiSu i PO. Nasuwają się jednak pytania czy PO starczy odwagi aby wspólnie z PiS podjąć się reform koniecznych dla państwa. Na razie oczywiście nie ma o tym mowy. Warto jednak pamiętać, że w wielu sprawach PiS i PO maja wspólny interes. A PSL nie będzie do końca grzecznie trwać przy PO. Ludowcy są niezbędni aby PO miała większość i to jest ich siłą, jednocześnie jako mała partia parlamentarna PSL nie będzie obojętny wobec utraty elektoratu i utraty wyrazistości jako dodatek do partii rządzącej. Czy więc PO będzie chciała utrzymać za wszelką cenę koalicję, czy też jako rząd mniejszościowy do spółki z PiSem przy pierwszym poważnym kryzysie parlamentarnym dokona znaczących zmian w ordynacji i przy kolejnych wyborach dojdzie do krystalizacji sceny politycznej? Myślę, że wiele tutaj zależy od odwagi Tuska, ale również od tego co zaplanuje i jakie będzie miał priorytety Jarosław Kaczyński, który nie raz pokazał, że jest mistrzem gry politycznej.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)