Według sondażu przeprowadzonego przez GFK Polonia dla Polaków mężem stanu jest Kazimierz Marcinkiewicz. Kiedy czytam informację na ten temat zastanawiam się, czy to dobry znak? Bo w końcu pojawia się ktoś raczej świeży, wnoszący nową jakość do polityki. Jednak w tych rozważaniach zaczynają przeważać czarne myśli. Dlaczego naród wskazał w takim rankingu na polityka, który stoi z boku od ponad roku? W Londynie zajmuje się gospodarką i co prawda reprezentuje nasz kraj, ale przecież tak naprawdę nikt nie wie, co Marcinkiewicz uczynił dla Polski. On sam zresztą nawet na swoim blogu o tym nie mówi, czyli możemy wnioskować, że zrobił niewiele.
Obawiam się, że w rankingu na zwycięstwo Marcinkiewicza wpłynął nie tylko jego PR, który przecież stracił „siłę rażenia”, kiedy Marcinkiewicz pożegnał się z fotelem premiera.
Oczywiście Marcinkiewicz przypomniał o sobie wydając książkę, ale tak prawdę mówiąc Polacy nie czytają namiętnie. Miał też kilka antypisowskich akcji Marcinkiewicz, ale to też nie to samo co wystąpienie premiera.
Poza tym gdyby chodziło tylko o PR, to z pewnością Tusk miały lepszy wynik, bo w kwestii marketingu Donald ewidentnie idzie drogą Marcinkiewicza.
Asem Marcinkiewicza było to, że był politykiem ugodowym, utożsamiany ze spokojem, w dodatku odpowiedzialność za błędy, kiedy rządził spadała raczej na Jarosława Kaczyńskiego.
Myślę, więc że wynik rankingu może wskazywać na oczekiwania Polaków. Nie chcą oni już wojen i są znudzeni wzajemnymi oskarżeniami PiSu i PO.
Powinien być to sygnał dla przedstawicieli wszystkich partii, że pora przejść do ciężkiej pracy dla dobra kraju a topory wojenne zakopać. Bo jak widać, Polacy wolą kogoś, kto biernie stoi z boku, od tych którzy dominują w mediach.
Bo wynik byłby z pewnością bardziej budujący gdyby wygrał go Marcinkiewicz np. na początku 2006 roku jako premier, obecnie natomiast zmusza do refleksji, której puenta nie jest budująca.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)