Polskie media często informują o prześladowaniu dziennikarzy za wschodnią granicą. Ukrywanie prawdy i łamanie wolności słowa to problemy jakim na co dzień muszą stawiać czoła reporterzy w krajach takich jak Białoruś czy Rosja. Przyjrzyjmy się więc informacja prasowym umieszczanym na temat mediów w krajach byłego ZSRS:
Rada Europy potępiła w piątek "prześladowanie" i "zastraszanie" niezależnych dziennikarzy i działaczy społeczeństwa obywatelskiego na Białorusi. W oświadczeniu opublikowanym w Strasburgu komisja prawna Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy potępiła także represje wobec Związku Polaków i mediów polskojęzycznych. "Komisja potępia systematyczną i coraz gwałtowniejszą kampanię zastraszania i prześladowań, która jest prowadzona przeciwko niezależnym dziennikarzom i działaczom społeczeństwa obywatelskiego w Republice Białorusi" - głosi oświadczenie.
(http://wyborcza.pl/1,75477,2920205.html)
W minionym tygodniu białoruskie KGB i milicja dokonały rewizji, zatrzymań i konfiskaty sprzętu u kilkunastu dziennikarzy różnych niezależnych mediów, m.in. finansowanej przez rząd polski telewizji Biełsat, a także Radia Racja - nadających z Polski.
(http://www.rp.pl/artykul/114712.html)
To już totalny koniec wolności słowa w naszym kraju - alarmują Rosjanie. Duma Państwowa zmienia ustawę o mediach - teraz władze bez trudu będą mogły zamknąć niepokorne gazety, stacje radiowe czy telewizyjne. Wystarczy, że Kreml uzna, iż jakieś medium opublikowało oszczerstwo.
(http://www.dziennik.pl/swiat/article162791/Tak_Kreml_knebluje_media.html)
Wczoraj kilka godzin przed audycją Głażewski przyjechał do Radia Olsztyn z pismem, które złożył w sądzie. Domagał się w nim zablokowania audycji. Chciał też, by sąd zabezpieczył materiały zgromadzone na jego temat przez Pawła Warota.
(http://www.rp.pl/artykul/141207.html)
Jak to się stało, że w ostatnim fragmencie jest mowa o polskim mieście i polskich władzach? Pan Gałażewski to wiceprezydent Olsztyna, pełniący funkcje prezydenta po aferze z poprzednim włodarzem tego miasta.
Czy to jakaś pomyłka, chochlik drukarski?
Niestety nie. Jak się okazuje polskie standardy demokracji nie odbiegają od tych na Białorusi czy w Rosji.
Głażewski, zablokował audycję w Radiu Olsztyn, podczas której miała być mowa o jego przeszłości. Audycja w której miano mówić na temat wiceprezydenta, to co tygodniowy cykl „ Z archiwum IPN” prowadzona jest przez dziennikarza Łukasza Adamskiego (współpracownik m.in. „Gazety Polskiej” i „Frondy”) i Pawła Warota ( historyk IPN). We wspomnianej audycji ujawniono już wcześniej współpracę z bezpieką między innymi byłych rektorów ART w Olsztynie (obecnie UWM) prof. Stefana Smoczyńskiego i Andrzeja Hopfera oraz dziekana Wydziału Teologii UWM ks. Prof. Cypriana Rogowskiego.
Jednak Tomasz Głażewski pełniący obowiązki prezydenta Olsztyna i szef olsztyńskiej Platformy Obywatelskiej, uznał, że o nim nie niezależny dziennikarz i historyk IPN nie maja prawa mówić na antenie lokalnej rozgłośni. Złożył pozew do sądu o wstrzymanie audycji, pozwy otrzymali prowadzący program, jak i Radio Olsztyn o „naruszenie dóbr osobistych”.
W pozwie można również przeczytać, że autorzy programu kierując się niskimi pobudkami, z inspiracji politycznej, mogą doprowadzić do destabilizacji w mieście, którego sytuacja po aferze z prezydentem Małkowskim jest i tak ciężka.
W państwie prawa, państwie demokratycznym taka sytuacja wydaj się nie do przyjęcia. Bo jak można karać dziennikarza, za coś czego publicznie nie powiedział, w dodatku, jeżeli opiera on swoja wiedzę na dokumentach zgromadzonych w IPN. Podkreślam, że dokumentach zgromadzonych w IPN, a stworzonych przez SB, z rozróżnieniem czego mam wrażenie miał problem autor pozwu ( zainteresowanych odsyłam do audycji).
W państwie które jest członkiem NATO i UE, nie powinno dochodzić do sytuacji kiedy to, blokuje się audycje radiowe, ze względu na subiektywnie pojmowane dobro miasta.
Bo czym może być dobro miasta? Dla większości mieszkańców może być to budowa basenu na miarę miasta wojewódzkiego, to może być moim zdaniem jakieś obiektywne dobro dla Olsztyna. A i pewnie z tym nie wszyscy się zgodzą. Ochrona miasta przed destabilizacją, poprzez ukrywanie prawdy o prezydencie, to już raczej typowo subiektywna opinia, tym bardziej, ż pochodząca z ust samego zainteresowanego. Nadmieńmy zresztą, że często ku chwale, dla dobra… . to wykonywano różne rzeczy w PRL.
Ironicznie jeszcze tylko dodam, że moim zdaniem dla miasta Olsztyn bardzo dobre i wpływające na stabilizację, będzie ostateczne rozliczenie z dawnymi aparatczykami i TW, zresztą nie tylko dla Olsztyna ale i dla każdego miasta.
Jak widać sprawa jest bardzo poważna, bo oto osoba sprawująca władzę w mieście dopuszcza się cenzury prewencyjnej. Atakuje niezależnego naukowca i dziennikarza. Przy czym nie skorzystała z propozycji Pani Prezes Radia Olsztyn Wioletty Machniewskiej aby wysłuchać wcześniej audycję ( nie jest ona nagrywana na żywo). Czyżby więc prezydent Głażewski wiedział co zawierają mawiane w audycji dokumenty?
Na temat tej sprawy pojawiły się pojedyncze artykuły miedzy innymi w serwisach „Rzeczpospolitej” i „Dziennika”, dowiedziałem się również, że sprawą zainteresowała się telewizja TVN. Czy jednak będziemy mieli z tego powodu aferę, która nie zniknie przez przynajmniej tydzień z pierwszych stron gazet i wspomną o niej media w Unii Europejskiej, szczerze wątpię.
A upatruje to w trzech przesłankach. Dwie pierwsze to problem jakim są prowadzący audycje.
Łukasz Adamski, to publicysta takich czasopism jak „Gazeta Polska”, czy „Fronda”, jego artykuły można było przeczytać również w „Najwyższym Czasie” i „Opcji na prawo”. Co innego gdyby był on dziennikarzem Gazety Wyborczej i naczelnym obrońcą demokracji z pod znaku Michnika. Ale przecież pracuje dla pism, którym bliżej jest do PiSowskich dyktatorów niż „jedynych słusznych demokratów”.
Paweł Warot natomiast to pracownik Instytutu Pamięci Narodowej, przez niektórych określanego jako instytucja prawicowa, a więc określona politycznie. Co innego, gdyby był on „niezależnym” autorytetem moralnym, który poucza premiera Kaczyńskiego i jego współpracowników na wiecach partyjnych, używając przy tym języka nazbyt wyszukanego.
W dodatku Paweł Warot jako historyk IPN, niejako utożsamiany jest od razu z grupą zbrodniarzy i bluźnierców, którzy przez ujawnienie prawdy próbują zniszczyć naczelny symbol i autorytet naszego kraju, czyli Lecha „Bolka” Wałęse.
Trzeci powód, to Pan Głażewskim, członek partii, która wybawiła naród od Kaczyzmu, tak więc niejako wybawiła kraj od dyktatury i zagrożenia wolności słowa. Więc nie za bardzo przystoi chyba mówić, że Pan Głażewski, członek jakże zasłużonej dla polskie demokracji partii, sam dopuścił się cenzury. Sytuacja jest o tyle ciekawa, że pomysł oddania mediów lokalnych w ręce samorządów jest forsowany przez PO. A tu jej działacz pokazał, co będzie się działo kiedy władze lokalne zwiększą znacznie swój wpływ na lokalne media. Zaznaczmy, że zrobił to w warunkach obowiązywania starej ustawy, a co by mógł zrobić gdyby pomysły PO weszły w życie? No cóż na wschód od polski zamykanie rozgłośni, gazet i telewizji to standard, a wiadomo, że najłatwiej zamknąć media odcinając im fundusze.
Z powyższego powodu zastanawiam się również, czy za taką „demaskację” platformerskiej ustawy medialnej Głażewski nie pożegna się z karierą w PO. Tak więc cieszmy się, ze sprawa w ogóle jest poruszana w mediach (jeszcze, bo nie wiadomo co się stanie kiedy PO zrealizuje swoje pomysły).
Osobną kwestią może być sprawa tak zwanego „układu olsztyńskiego” (http://www.wprost.pl/ar/126679/Uklad-olsztynski/), czyli nieformalnych powiązań w skład których wchodzili zarówno przedstawiciele lewicy, jak i PO. Czyżby „układ” czuł się tak silny, że postanowił wrócić do praktyk prezydenta Małkowskiego z okresu jego kariery w PRL?
Cała sprawa rzuca światło również na inny problem polskiego społeczeństwa. A mianowicie upolitycznienie. Pan prezydent Głażewski zarzucił autorom audycji działanie z politycznej inspiracji. Niektórym trudno zrozumieć, że jeżeli ktoś mówi coś niewygodnego dla nich, czy niezgodnego z nich światopoglądem, to robi to wyłącznie na podstawie własnych refleksji. Zaraz pojawiają się posądzenia o działanie polityczne. A na szczęście polityka i upartyjnienie jeszcze nie zawładnęły każdym umysłem.
Na szczęście są jeszcze wolne, niezależne umysły w naszym kraju.
A to czego najbardziej boją się ludzie upolitycznieni to właśnie niezależność. W Olsztynie, długo panował monopol medialny, mający na celu wychwalanie pod niebiosa byłego cenzora i jednocześnie włodarza miasta Małkowskiego. Sytuacja zmieniła się wraz ze zmianą władz w Radiu Olsztyn, oraz powstaniem konserwatywnego pisma „Debata”, które pozostaje niezależne od wpływów partyjnych. „Debata” podobnie jak Radio Olsztyn zajęła się kwestią przeszłości lokalnych elit i jako dodatek zaczęła umieszczać artykuły historyków IPN.
Było to wstrząsające dla lokalnych elit, osobiście nawet usłyszałem „klasyczny” zarzut pod adresem publicystów, zarzut o „oszołomsto”. A jednak „Debata” z tego co zaobserwowałem trafiła na biurka osób, które z samego systemu wartości i przeszłości nie były jej przychylne. Czy było to nagłe nawrócenie na konserwatyzm, np. pod wpływem dorastającej córki jak w wypadku Tuska, czy może strach? Strach przed tym, że niezależnemu wydawcy nie można zarzucić, że wszystko co robi to polityczna inspiracja i dba o interes jakiejś partii.
I to kolejny problem Panów Adamskiego i Warota, są niezależni, a to bardzo niebezpieczne, można próbować rzucać w nich łatkami partyjnymi, ale to raczej nic nie da i dlatego to co mówią będzie szczególnie niewygodne.
Można mieć za sobą rząd i media, można mieć władzę, ale nie można posiąść patentu na prawdę. Bo mając media, rząd i władzę, co najwyżej możemy niewolić społeczeństwo. A to i tak zrodzi opór, człowiek z natury pragnie być wolnym, a jak wiadomo to „prawda nas wyzwoli”. Również prawda o przeszłości naszych elyt!!!
Zainteresowanych odsyłam do audycji w Radiu Olsztyn z 5 czerwca 2008, w której przedstawiono fragmenty ocenzurowanej audycji.
http://www.ro.com.pl/article/audycje/z_archiwum_ipn/index.php/id_item_tree/5cbc0495


Komentarze
Pokaż komentarze (1)