Pewne wydarzenie, które wstrząsnęło ostatnio opinią publiczną skłoniło mnie by powrócić do tematu, do którego popełniłem już kiedyś tekst. Wydarzenie, które skłoniło mnie do ponownej refleksji nad polską młodzieżą, ale i „elitami” naszego społeczeństwa to ujawniona ostatnio donosicielska przeszłość profesora Aleksandra Wolszczana. Jego słowa, mające na celu umniejszenie jego winy, czy wręcz całkowite uniewinnienie zwróciły moja uwagę na fakt, że przecież wielu Polskich studentów czy uczniów myśli bardzo podobnie. Niejako są więc duchowymi dziećmi profesora.
Otóż Aleksander Wolszczan stwierdził, że jego donosy nikomu nie zaszkodziły, oraz że współpraca z SB była czymś naturalnym w PRL. Po pierwsze, o tym czy jego donosy nie były szkodliwe powinny się wypowiedzieć osoby, na które donosił, a nie on sam. Drugą kwestią i chyba najważniejszą jest sprawa donoszenia, jako naturalnego krajobrazu PRL, jak to w poetycki sposób ujął polski naukowiec. Otóż rozumując w ten sposób można ocenić, że w prześladowaniu żydów w III Rzeszy nie było nic złego, bo antysemityzm był naturalnym krajobrazem ówczesnych Niemiec. W dodatku przecież było to wszystko unormowane przez ustawy norymberskie. Sposób myślenia profesora przekłada się jednak na postawę większości polskich uczonych, którzy mieli epizod współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa. Część z nich w ramach naturalnego krajobrazu PRL budowali swoja karierę naukową na donosach na zdolniejszych kolegów, z drugiej strony osoby takie jak profesor Wolszczan, które niewątpliwie wykazały się talentem w swojej dziedzinie i zasługują na uznanie jako naukowcy, uznali, że ta naukowa aureola ma tak silny blask, że przyćmi wszelkie błędy w innych dziedzinach jakie popełnili, nie wykluczając kwestii postawy moralnej.
Skutkiem tego mamy w obecnej Polsce silnie zakonserwowane skamienieliny po PRL na większości uczelni. I podczas gdy w dziedzinach takich jak astronomia i inne nauki ścisłe mimo wszystko są oni wstanie przekazywać wiedzę merytoryczną o tyle w dziedzinach humanistycznych można spotkać indywidua, które konflikt Tajwański opisują od wycofania się rządu Chang Kai Szeka na Tajwan, pomijając wszystko to co wcześniej robił Mao. I nawet nie kryją swojej sympatii do ZSRR, ale czemu się dziwić, skoro z ZSRR kojarzy im się młodość spędzona na zagranicznych podróżach. Mając na Uniwersytetach i innych szkołach wyższych bardzo przyjemne miejsca gdzie mogą dotrwać do emerytury, przekazują swoją wizję świata reszcie studentów, którzy często wcale nie silą się na weryfikację wiedzy przekazywanej im przez pryncypałów. Co zresztą również jest efektem postawy jaką zaprezentował profesor Wolszczan. Bo czy ściąganie i wszelkie próby ułatwiania sobie życia na uczelni, byle tylko zaliczyć przedmiot, a nie martwić się czy zdobędzie się jakąś wiedzę, nie jest naturalnym krajobrazem naszych uczelni. Oczywiście nie chcę podważać dorobku i wiedzy wybitnego astronoma, którym jest niewątpliwie profesor Wolszczan, ale pragnę wykazać jedynie szkodliwość jego wypowiedzi w kwestiach etyki, do której mam nadzieję profesor nie będzie sobie rościł roli autorytetu. Otóż, postawa taka jest dość powszechna i nie tyczy się człowieka, który mimo wszystko osiągnął sukces i przyczynił się do rozwoju polskiej nauki, ale również wielu przeciętnych, jeśli nie miernych naukowców, dla nich też donoszenie było częścią systemu PRL. Tylko czy tak powinno być? Czy szeregi autorytetów, które mniej lub bardziej zasługują na to miano, które zwykłym konformizmem tłumaczą swoje złe uczynki, nie przyczyniają się tym samym do moralnego usprawiedliwania się młodzieży ze swoich grzechów. Jeżeli młody człowiek słyszy od uznanego naukowca, ze donoszenie, jest częścią pewnej rzeczywistości, to dlaczego ma mieć wyrzuty sumienia co do swoich grzechów. A Polski student ma ich wiele, owszem są wyjątki, ale z reguły studencka moralność pozostawia wiele do życzenia. Korzystanie ze ściąg to według co niektórych ciężka praca, związana z ryzykiem, ale często opłacająca się w postaci dobrej oceny. Stosowanie gotowców, natomiast można usprawiedliwić złym podejściem wykładowcy. Bo jeżeli wykłady polegają na czytaniu ustawy przez prowadzącego zajęcia, to z jakiej racji student ma się wysilać i rzetelnie pracować. Owszem, zdarzają się tacy, którzy powiedzą, że mierność drugiej osoby, nie jest usprawiedliwieniem dla ich postępowania, ale niestety z tego co obserwuję są oni rzadkością. Ktoś, pewnie zapyta, a czy autor tego artykułu był takim wzorowym studentem, że teraz resztę swojej braci krytykuje?
Otóż, nie byłem ideałem, mój index był przekrojem wszystkich ocen, a piątki nie były w nim dominujące, raczej zaliczałem się do przeciętnych. Ale teraz mogę z dumą spojrzeć w lustro, bo ani razu nie ściągałem, brzydziłem się tym i nawet nie umiałem tego robić. Może dla niektórych byłem nieudacznikiem, ale dla mnie jest ot powód do zadowolenia, bo przynajmniej mam świadomość, że zasłużyłem na mój tytuł magisterski. Mam też satysfakcję z tego powodu, że moi najbliżsi przyjaciele z okresu studiów mieli w tej sprawie podobne poglądy. Ale skończmy z osobistymi dygresjami.
Kondycja naszych przyszłych elit będzie słabnąć wraz z kolejnymi negatywnymi przykładami dawanymi przez autorytety. Nikt nie jest idealny, człowiek może popełniać błędy, ale musi umieć też stanąć z nimi twarzą w twarz i przyznać się do swoich błędów i powiedzieć przepraszam. Nie można swoich grzechów chować pod blaskiem dokonań naukowych.
Tym bardziej, że największym odkryciem każdego człowieka, nie jest odkrywanie odległych planet czy galaktyk, a poznanie prawy o samym sobie. Często to nam przychodzi najtrudniej


Komentarze
Pokaż komentarze (5)