Na imię mam Nikt. Dzień moich urodzin nigdy oficjalnie nie nastąpił, chociaż, jestem i czuje.
Choć nie wiem, czy moje uczucia są podobne do tych jakie czują ci wszyscy, którzy żyją na ziemi. Bo czy mogę widzieć, co znaczy kochać, skoro ojca nie znam, podobno odszedł od matki gdy tylko się o mnie dowiedział. Nie miałem i nie będę miał możliwości, tak jak on, dorastać, biegać, bawić się mieć marzenia. Spotkać piękna dziewczynę, zakochać się, zaręczyć, i spłodzić syna i uciec ,bo nie było się na to gotowym? Czy to normalne, czy to jest miłość, nie wiem, nigdy tego się nie dowiem. A moja matka? Ona też nie pozwoliła mi nauczyć się miłości, osamotniona, pozostawiona sama sobie i w swoim żalu do całego świata, nienawidząca mnie, który byłem jej częścią. Podobno na takich jak ja, mówi się owoc miłości, no cóż, ja byłem zgniłym owocem, przeszkadzającym i niepotrzebnym widocznie. Tak przynajmniej postrzegały mnie osoby, które powinny być mi najbliższe.
Wobec tego czy je nienawidzę? Za to że odebrały mi możliwość smakowania życia, radowania się każdym uśmiechem, ale też smakowania bólu, łez, smutku i znowu radości gdy przyjedzie nowy dzień pełen nadziei.
Jak mogę nienawidzić moich rodziców, skoro nie znam również miłości w ludzkim rozumieniu. To dwie przeciwności, które są niejako istotą życia, emocje którymi tak często żywi się kierują, są mi całkowicie obce. Nie żyłem na świecie ani sekundy, więc i grzech jest mi obcy, ale czy mogę być świętym, skoro nie dane mi było zostać nawet ochrzczonym, jednak umierałem wierząc, wierząc w życie jako dar boski, przynależny każdej istocie, która z woli Boga jest poczęta. Moje małe dłonie, już szykowały się by poznawać świat, by dotykać dłoni najdroższych osób, poznawać co znaczy ciepłe, a co zimne, czym różni się puch, od kamienia, chciały złapać piłkę i rzucać ją. Moje nóżki, poznały tylko wilgotne środowisko, nie dane im było biegać po trawie, kopać piłkę, by potem usta moje roześmiały się wesoło po strzelonej bramce. A oczy, one widziały tylko ciemność, nie ujrzały bliskich, nie mogły czytać tysięcy fascynujących książek, ani podziwiać dzieł sztuki. Nie zauważą nigdy uroczej, filigranowej brunetki, w której oczy zaglądałbym później niczym w zwierciadło duszy, pełen nadziei na piękne życie i wspólną starość, z dreszczem w sercu. W sercu, które jakże małe i kruche przestało bić w chwili kiedy szczypce, zaczęły miażdżyć brutalnie dopiero co kształtujące się moje ciało.
Taki był wybór, moja matka była za wyborem, do którego ja nie miałem prawa. Ale czy nie wolno mi wołać o moje prawa? Skoro nikt mnie nie usłyszy, mój krzyk jest milczeniem, ciszą, którą spotyka się na cmentarzach, miejscach, gdzie spoczywają, ci którzy byli wśród żywych i odeszli. Tam, dla nienarodzonych miejsca nie ma…
Nikt, nie zaświeci dla mnie znicza, nikt nie uroni łzy. Może kiedyś gdy matka zrozumie co mi uczyniła, przypomni sobie może wtedy ożyję na nowo w jej pamięci. Ale czy dziecko powinno być wspominane przez matkę z perspektywy łez, cierpienia i wyrzutów sumienia?
Dlaczego odebrano mi prawo, do bliskości rodziców, do matczynego pocałunku, słuchania kołysanek, ubrudzonej buzi, widoku ojca, niezdarnie, ale z przejęciem zmieniającego pieluchę, matki troskliwie badającej temperaturę wody przed kąpielą.
Byłem powołany do życia z miłości dwojga ludzi, tylko czy ich miłość była dojrzała? Tego nie mnie sądzić przyjdzie, a Bogu.
Wiem, jedno, ja też byłem stworzony do tego by kochać, ale odebrano mi prawo do tego. Nad prawem do miłości postawiono prawo w do wyboru „wyboru” i „postępu”. Tylko czy takie prawo można stawiać ponad prawem miłości, prawem danym nam od Stwórcy?
Nie wiem, czy potrafię kochać i nienawidzić, skoro są mi to uczucia których poznać na ziemskim padole mi nie pozwolono, ale w moim sercu, które spoczywa gdzieś na śmietniku, tlić się może żal, żal że nie dano mi szansy aby poznać smak życia. Dowiedzieć się czym jest miłość i nienawiść, czym smutek, czym radość. Mój dramat tylko jest tym większy, że nie znam nikogo do kogo mój żal mógłby być skierowany, nie znam nawet motywów mojej matki i ojca. Mój morderca nie potrafił bowiem spojrzeć mi w twarz i powiedzieć, dlaczego odmawia mi prawa do życia.
Czy w taki sposób gdyby potrafiło, zwróciło by się do nas dziecko, któremu odmówiono prawa do życia? Oczywiście nie mam pewności, według mnie słowa takie mogły by brzmieć właśnie tak jak przedstawiłem powyżej, zapewne, będą tacy, którzy stwierdzą, że mogły by być to inne słowa, lub, że były by jeszcze bardziej dramatyczne. Zapewne nie potrafiłem oddać dramatyczności takiej mowy. Może nawet nie potrafię wyrazić tego co moglibyśmy usłyszeć od dziecka, któremu nie pozwolono poznać smaku życia.
Jednego jestem jednak pewien, nie wolno nam zapominać o tych, którym nie dano możliwości poznania czym jest życie. Są to istoty niewinne i bezbronne, a każdy z nas mógł być na ich miejscu.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)