Łukasz Bardziński Łukasz Bardziński
177
BLOG

Bóg jako fundament dobrego prawa

Łukasz Bardziński Łukasz Bardziński Polityka Obserwuj notkę 22

 Człowiek, stworzony na podobieństwo Boga, obdarzony przez niego wolnością, nie jest pozbawiony słabości. W swojej naturze jest ułomny i skłonny do błędu - Errare humanum est.

Dlatego zawieranie w preambułach praw tworzonych przez ludzi, odwołań do Boga nie wydaje mi się jedynie aktem mającym podkreślić przywiązanie danej społeczności do religii, a symbolika takich odwołań ma znaczenie, znacznie głębsze.

 

Bóg od starożytności odgrywał wielka role z polityce, wystarczy wspomnieć choćby biblie, która jest zapisem najdawniejszych losów narodu wybranego i opisuje również dylematy władców Izraela i prowadzoną przez nich politykę.  W starożytnej Grecji, o przebiegu wojen mieli decydować bogowie, a przed ważnymi decyzjami radzono się kapłanów i składano ofiary bóstwom. Podobnie było w starożytnym Egipcie, w którym kapłani posiadali jedną z najważniejszych pozycji w państwie. Również na dalekim wschodzie religia stanowiła ważny element życia politycznego, o czym świadczyły choćby narady przed wojną, które w starożytnych Chinach odbywały się w świątyniach.

Przykładów przenikania się religii i polityki, można by wciąż mnożyć, a każdy z tych przykładów mógłby być tematem osobnego opracowania naukowego, dlatego ograniczyłem się do krótkiego zarysowania takiej koegzystencji, która miała miejsce.

Element Boski, w polityce miał umacniać legitymizację władzy, co prowadziło również do umacniania się świeckiej władzy przywódców duchowych, czego znakomitym przykładem były średniowieczne wojny cesarstwa z papiestwem.

Warto się zastanowić, co władcy, prawodawcy dawało wsparcie religii. Z pewnością miało to element socjologiczny. Społeczeństwo, które wyznawało jedną religię, łączył je wspólny światopogląd, było posłuszne (oczywiście do pewnego stopnia), władcy który posiadał „wsparcie niebios”, bo któż odważyłby się sprzeciwić woli bożej.

Obecność Boga w polityce, ma jednak i inne znaczenie, nie tak często zauważane.

Otóż człowiek, jako z natury skłonny do błędów, nie jest wstanie stworzyć czegoś co jest idealne, tak więc i prawo ludzkie jest ułomne. Dlatego każdy lud chciałby mieć takiego przywódcę jak Mojżesz, który przyniósł prawa, otrzymane od Boga, lub Salomon, którego sądy wsparte były Bożą mądrością.

Umieszczanie w preambułach do konstytucji i innych praw odwołań do religii, do Boga, może mieć dość głęboki sens. Otóż powołując się na Boga, bezpośrednio dajemy znak, że w naszym postępowaniu bardzo duże znaczenie mają prawa boskie, a zatem również prawo tworzone przez nas opiera się na zasadach boskich, co pozwala minimalizować ludzkie błędy.

Wszystko to oczywiście w teorii, bo prowadzić to może do wykorzystywania „bożej pieczy” nad prawem, które nie koniecznie musi być zgodne z nauka Boga.

O takiej sytuacji można mówić na przykład w prawie islamu. Szarłat, który polega często na dosłownym odczytywaniu wersetów z Koranu, może stanowić doskonałe zaplecze dla zwiększania wpływów radykalnych ugrupowań terrorystycznych na społeczeństwo.

 

Nasuwają się zatem pytanie czy odwołanie do Boga, ma sens, skoro często staje się listkiem figowym, dla zbrodniczych systemów prawnych?

 

Myślę, że w cywilizacji judeochrześcijańskiej, w której tradycja prawna wywodzi się ze starożytnego Rzymu, odwołania do Boga są jak najbardziej uzasadnione i konieczne.

Przede wszystkim ze względu na wspomniane już nawiązywanie do prawa bożego, które można również nazwać naturalnym, czy zwyczajnie moralnością. Czegoś, co jest zachowane niejako w naszej tradycji, posiada legitymację bożą, poprzez związek z dekalogiem.

Oczywiście Bóg, jako prawodawca poprzez dekalog, prawo naturalne i poczucie moralności, które zawsze w jakimś stopniu było rozwinięte w społecznościach ludzkich, nie będą przekonujące dla postępowców i ateistów, którzy coraz częściej tworzą normy prawne sprzeczne z prawem bożym. Często też zasady wywodzące się z religii są też traktowane wręcz wrogo. I w tym miejscu przechodzimy od teorii do praktyki.

 

Wszystko co napisałem wcześniej pozornie staje się nieaktualne w zderzeniu z dzisiejszym światem. Światem, w którym reklamy na autobusach ogłaszają, że prawdopodobnie Boga nie ma i należy się oddać przyjemnością.

Tworzone jest prawo wrogie religii chrześcijańskiej, a mające ułatwić maksymalnie życie człowieka. A tak naprawdę niszczące cała cywilizację stworzoną dotychczas przez człowieka białego. Rozwój aborcji, eutanazji, antykoncepcja dla dzieci, legalizacja homoseksualnych związków, niszczenie rodziny, to wszystko prowadzi to przemian cywilizacyjnych, które prowadzą nas do cywilizacyjnego kresu i końca świata jaki znamy. Z jednej strony jest to naturalne, że cywilizacje mając swój okres wzrostu i upadku, ale czy należy samemu się do tego przyczyniać. Ryzykując, jednocześnie zdominowanie nas przez wrogą chrześcijaństwu cywilizację Islamu, która puka już od dawna do naszych bram?

Jeżeli chcemy przetrwać, chcemy aby w panoramie naszych miast znajdowały się nadal wieże średniowiecznych katedr musimy przypomnieć sobie o Bogu jako prawodawcy.

Tworzymy prawo niedoskonałe, pełne błędów, ale jeżeli w zamyśle będzie ono miało być choć zbliżone do boskiego ideału, to na pewno nie będzie to prawo złe.

 

urodzony w roku 1984, marzy o świecie będącym przeciwieństwem książki Orwella, z której tytułem jego urodziny się zbiegły. Politolog, przez monarchistów uznany za przedstawiciela romantyzmu politycznego. Uwielbia poznawać świat i odkrywać pozapolityczne aspekty romantyzmu. Pisze i czyta w dużych ilościach. Najlepiej przy akompaniamencie dobrego rocka w tle.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (22)

Inne tematy w dziale Polityka