Co można powiedzieć, o chęci premiera do wzięcia udziału w dobiegającym już końca kongresie PiS?
Myślę, że mniej więcej tyle miejsca powinna zając dokładna analiza tego wydarzenia. Bo tak naprawdę o czym tu dyskutować? O chyba pierwszy przypadku w historii kiedy premier pragnie brać udział w kongresie partii opozycyjnej?
O tym dlaczego premier wpadł na taki pomysł? Czy był to przejaw polityki miłości?
Myślę, że dość mamy już analizy PR w mediach, może pora przejść do konkretów?
Bo czy ktoś w największych mediach, wpadł na pomysł, aby poddać analizie program PiS?
Ale kogo to obchodzi, skoro taki katolicki PiS, odmawia gościny premierowi na swojej imprezie, nie chce specjalnie dla niego zmieniać programu konferencji i oferuje tylko mało atrakcyjne spotkanie po kongresie z klubem parlamentarnym i być może innymi działaczami partii. Przecież to nie po chrześcijańsku tak traktować przywódcę partii miłości.
Tak więc, znowu nie mamy konkretów, a tematem najważniejszym jest niegościnność PiSu względem człowieka, który nagle odkrył, że w Krakowie nie zbiera się wataha karłów moralnych, których należy dobić i którzy w dodatku nie mają pojęcia o ekonomii, a partia, która może przedstawić alternatywę dla jego rządów, co gorsza alternatywę merytoryczną, a nie PRowską, co względem rządów koalicji PO – PSL nie jest bardzo trudne.
A jaka jest naprawdę odpowiedź programowa PiS, myślę, że dowiem się dopiero jak osobiście przeczytam program, bo na relacje dziennikarzy na temat programu, nawet tych wrogo nastawionych PiSowi przestałem już liczyć.


Komentarze
Pokaż komentarze