Jak donosi „metro” Platforma Obywatelska rozważa wprowadzenie funkcji posła zawodowego, z zakazem łączenie mandatu z pracą zawodową, poza funkcja wykładowcy akademickiego. Zastanawia mnie czym sobie posłowie – profesorowie zasłużyli na taki przywilej i dlaczego studenci mają za to płacić. Tak się składa, że byłem studentem u pewnego profesora – posła, co wyniosłem z tych wykładów, otóż to, że jak już szanowny wykładowca się pojawił, to raczył studentów opowieściami o tym jakie kraje osobiście odwiedził, szczycił się znajomością z Zapatero i opowiadał dowcipy z podtekstem, jakoś nie dostrzegałem w tym przekazie informacji, która mogła zostać wzbogacona o doświadczenia praktyczne z zakresu konfliktów międzynarodowych.
Oczywiście, nie można wszystkich oceniać na podstawie jednego przypadku, ale prawdą jest, że połączenie obowiązków poselskich z praca naukową jest bardzo trudne i może odbić się na poziomie przynajmniej jednej z wykonywanych prac.
Czytając „Rozważania o rewolucji we Francji”, można natknąć się na fragment mówiący o tym, że człowiek zasiadający w parlamencie chcący dysponować odpowiednią do swojego stanowiska wiedzą, nie może tracić czasu na pracę. Chcę wierzyć, że miedzy innymi refleksje Edmunda Burke wpłynęły na pomysłodawców projektu o „posłach zawodowych”, a nie populistyczne hasła ograniczenia źródeł dochodu. Nie zależnie jednak od tego jakie idee przyświecały temu pomysłowi, nie widzę powodu dla którego wykładowcy uczelni wyższych mieli by być tymi uprzywilejowanymi.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)