Łukasz Bugajski
Ekspert ds. Bezpieczeństwa. Obserwator przy misji ISAF w Afganistanie. Właściciel Kancelarii Priva.
0 obserwujących
1 notka
29k odsłon
407 odsłon

Nowa zimna wojna – możliwy spektakl trzech aktorów?

Wykop Skomentuj2


„Człowiek jest nieszczęśliwy tylko dlatego, że nie wie, iż może być szczęśliwy”. Fiodor Dostojewski, Biesy


To pewne, że świat po pandemii koronawirusa będzie wyglądał inaczej. Już teraz, pomimo wczesnej fazy kryzysu, można zaobserwować przyspieszenie geopolitycznych procesów. Zmiany zachodzą właściwie na naszych oczach i choć próba przewidzenia sytuacji nawet o kilka tygodni przypomina wróżenie z fusów, to można dostrzec pewną długodystansową tendencję. Świat ponownie dąży do modelu, w którym scena geopolityczna zostaje zawłaszczona przez dwóch głównych aktorów. Tym razem naprzeciw Stanów Zjednoczonych stają Chiny. Nasuwa się pytanie: „Co wobec tego z Rosją?”.

Wydać by się mogło, że wobec takiego obrotu spraw część rosyjskich elit poczuła ulgę – w końcu to na Pekinie, a nie na Moskwie, skupi się wywiadowcza soczewka Waszyngtonu. Nic bardziej mylnego. Stany Zjednoczone nie tylko nie odpuszczą Rosji. Mają pełną świadomość, że rywalizacja z Chinami z czasem będzie przybierać na tempie. To idealny moment, by maksymalnie osłabić Rosję, a następnie przerzucić wszystkie siły na front nowej „zimnej wojny”.

Więc co z tą Rosją? Czy w ciągu kilkunastu lat całkowicie wypadnie z gry toczącej się na planszy globalnej polityki? Choć trudno to sobie wyobrazić, istnieje takie ryzyko. Aby uniknąć wchłonięcia przez chińską strefę wpływów, Rosja powinna dążyć do takiego ukształtowania układu sił, aby opierał się on nie na dwóch biegunach, lecz na tercecie państw.

Jedynym rozwiązaniem jest dla Moskwy zacieśnianie stosunków z Pekinem, co zagwarantuje Rosji solidną pozycję nawet w przypadku pogorszenia stosunków z Zachodem. Rosyjsko-chińska współpraca opiera się bowiem nie tylko na obecność wspólnego rywala w postaci Stanów Zjednoczonych. To także relacja zbudowana na wzajemnych korzyściach i suwerennej równości, utrzymywana w duchu niezawodnej, gwarantującej elastyczność zasady: „nigdy przeciwko sobie, nie zawsze ze sobą”.

Pandemia koronowirusa wystawiła na próbę stosunki chińsko-rosyjskie. Zarówno w przypadku Moskwy, jak i Pekinu górę wzięły obawy o bezpieczeństwo narodowe. Oba państwa zamknęły granice bez wcześniejszych konsultacji. Doszło do kilku zgrzytów: Chiny wyraziły niezadowolenie z powodu traktowania chińskich obywateli przebywających w Rosji, a Rosjanie skarżyli się, że Chińczycy nie udostępnili im kompleksowych informacji na temat wirusa.

Ostatecznie jednak napięcie udało się rozładować. Rosyjskie media chwaliły chiński model reakcji na pandemię. Oba państwa wysłały sobie także wzajemnie symboliczną pomoc humanitarną w postaci materiałów oraz zespołów medycznych.

Klin pomiędzy Rosję i Chiny próbowały wbić Stany Zjednoczone, które obwiniają Chiny o wybuch epidemii i żądają wszczęcia międzynarodowego śledztwa. Rosyjscy urzędnicy w kurtuazyjnym geście potępili „upolitycznienie” sprawy przez Amerykanów. Władimir Putin popełniłby wielki błąd, gdyby połknął haczyk Donalda Trumpa i przyjął antychińską narrację, ryzykując pogorszeniem stosunków z sąsiadującym mocarstwem.

Moskiewska administracja nie może także doprowadzić do sytuacji, w której współpraca rosyjsko-chińska miałaby się opierać wyłącznie na socjuszu militarnym. Jest to rozwiązanie uzasadnione jedynie w przypadku, w którym miałoby dojść do amerykańskiej inwazji na oba kraje. Na taki scenariusz się jednak nie zanosi. Tym bardziej Rosja powinna skorzystać z wielowektorowych chińskich modeli gospodarczych – dostosować się do rzeczywistości XXI wieku, w której nie ma miejsca na sny o potędze militarnej ani na unoszenie się honorem.

Czy kapitał ma narodowość? Wydaje się, że mimo wszystko ma, co nie zmienia faktu, że wymaga także otwartości. I to kolejna rzecz, której Rosjanie mogą nauczyć się od Chińczyków. Warto bowiem zaznaczyć, że Chiny nie przyłączyły się do amerykańskich sankcji nałożonych na Rosję. Robią interesy z każdym – i świetnie na tym wychodzą.

Dywersyfikacja ekonomiczna byłaby dla Rosji możliwa do uzyskania także poprzez wyciągnięcie dłoni do innych – również mniejszych – graczy na scenie geopolitycznej. Naturalnym kierunkiem wydaje się Europa. Na przykład Niemcy, które najlepiej w Europie poradziły sobie z kryzysem i umocniły pozycję w Unii Europejskiej. Rosyjsko-niemiecka współpraca nie może jednak zakładać wykluczenia państw Europy Wschodniej. Niemcy nie zaryzykują jedności UE.

Kolejny potencjalny partner to Francja. Współpracę francusko-rosyjską mogłoby rozpocząć porozumienie w kwestii ustabilizowania sytuacji na Bliskim Wschodzie oraz w Afryce Północnej. Rosja mogłaby w dalszej perspektywie wypracować kolejne porozumienia z partnerami europejskimi: z Włochami w sprawie Libii czy z krajami skandynawskimi w sprawie Arktyki. Wymagałoby to jednak złagodzenia polityki zagranicznej. Zwrot w relacjach europejsko-rosyjskich byłby w stanie dokonać nowego otwarcia. Co w ramach niego? Może próba szczerego rozwiązania konfliktu z Ukrainą? 

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka