Polski rząd sprzeciwia się ustanowieniu Europejskiego Dnia Przeciwko Karze Śmierci. Tę decyzję naszych władz można skwitować krótko - kuriozum.
Za ustanowieniem dnia sprzeciwu wobec kary śmierci opowiadają się wszystkie państwa Unii Europejskiej. UE na swoim terytorium nie toleruje bowiem tzw. kary ostatecznej, mocno angażuje się też na rzecz zniesienia tej kary w państwach, które jej nie zakazują. O tym, jak głęboki jest sprzeciw unijnych władz wobec kary śmierci, świadczy fakt, że każde państwo składające akces do Wspólnoty musi podpisać Europejską Konwencję Praw Człowieka, zakazującej - pod sankcją usunięcia z UE - stosowania tej kary. Można powiedzieć, że kara śmierci jest probierzem, miarą określającą poziom rozwoju danego państwa. Ktoś powie, że przecież w USA - państwie na wskroś nowoczesnym - wykonuje się kilkadziesiąt wyroków śmierci rocznie. Owszem, jest tak. Z tym, że niektóre amerykańskie stany wycofały się z karania w ten sposób, a na dodatek USA są państwem o specyficznej kulturze - kładącej nacisk na indywidualizm, wolność wyboru i odpowiedzialność za niego - stąd też kara śmierci jest dla wielu Amerykanów czymś naturalnym. Stany Zjednoczone nie są jednak pod tym względem monolitem. Zaś cały cywilizowany świat, nazwijmy go umownie światem Zachodu, z kary śmierci się wycofał, uznawszy ją za niegodną i - co tu dużo mówić - barbarzyńską.
Kraje UE chciały poprzez ustanowienie Europejskiego Dnia Przeciwko Karze Śmierci podkreślić swoją ideową i aksjologiczną tożsamość. W kontekście wielu analiz, wskazujących rozchwianie Unii na polu wyznawanych wartości, takie święto byłoby bardzo wskazane, bo pomogłoby w wytyczeniu wspólnej ścieżki aksjologicznej dla państw członkowskich. Tymczasem Polska znów staje okoniem, na siłę prezentując swoją odmienność. Polscy negocjatorzy (rzecz jasna, po konsultacjach z rządem) postawili ultimatum - albo Europejski Dzień Obrony Życia albo koniec rozmów i nie ma o czym rozmawiać. Takie stanowisko Polski może przeszkodzić w ustanowieniu dnia przeciw karze śmierci, bo decyzję o wprowadzeniu go do unijnego kalendarza państwa UE muszą podjąć jednogłośnie.
Polska wiele mówi - czasem wręcz krzyczy - o potrzebie wewnątrzunijnej solidarności. Nasze władze wielokrotnie napominały większe kraje UE, że choćby stosunki na linii Europa - Rosja powinny być kształtowane wspólnotowo, a nie zgodnie z interesami - często sprzecznymi - poszczególnych krajów. I tę solidarność dostawała, choćby w sporze z Rosją o embargo na dostawy polskiego mięsa. Tymczasem kiedy mowa o stworzeniu czegoś wewnątrz Unii, choćby dnia sprzeciwu wobec kary śmierci, który mógłby jasno pokazać światu, że Europa ma silne korzenie wspólne dla swoich państw - Polska mówi "nie".
Może więc niech nasze władze powiedzą UE wprost - chcemy od was pieniędzy, bo przecież to wy jesteście winni temu, że po drugiej wojnie światowej wpadliśmy w łapska Sowietów. Ale do budowy czegoś wspólnotowego ręki nie przyłożymy. Wtedy wszystko będzie jasne.
Za ustanowieniem dnia sprzeciwu wobec kary śmierci opowiadają się wszystkie państwa Unii Europejskiej. UE na swoim terytorium nie toleruje bowiem tzw. kary ostatecznej, mocno angażuje się też na rzecz zniesienia tej kary w państwach, które jej nie zakazują. O tym, jak głęboki jest sprzeciw unijnych władz wobec kary śmierci, świadczy fakt, że każde państwo składające akces do Wspólnoty musi podpisać Europejską Konwencję Praw Człowieka, zakazującej - pod sankcją usunięcia z UE - stosowania tej kary. Można powiedzieć, że kara śmierci jest probierzem, miarą określającą poziom rozwoju danego państwa. Ktoś powie, że przecież w USA - państwie na wskroś nowoczesnym - wykonuje się kilkadziesiąt wyroków śmierci rocznie. Owszem, jest tak. Z tym, że niektóre amerykańskie stany wycofały się z karania w ten sposób, a na dodatek USA są państwem o specyficznej kulturze - kładącej nacisk na indywidualizm, wolność wyboru i odpowiedzialność za niego - stąd też kara śmierci jest dla wielu Amerykanów czymś naturalnym. Stany Zjednoczone nie są jednak pod tym względem monolitem. Zaś cały cywilizowany świat, nazwijmy go umownie światem Zachodu, z kary śmierci się wycofał, uznawszy ją za niegodną i - co tu dużo mówić - barbarzyńską.
Kraje UE chciały poprzez ustanowienie Europejskiego Dnia Przeciwko Karze Śmierci podkreślić swoją ideową i aksjologiczną tożsamość. W kontekście wielu analiz, wskazujących rozchwianie Unii na polu wyznawanych wartości, takie święto byłoby bardzo wskazane, bo pomogłoby w wytyczeniu wspólnej ścieżki aksjologicznej dla państw członkowskich. Tymczasem Polska znów staje okoniem, na siłę prezentując swoją odmienność. Polscy negocjatorzy (rzecz jasna, po konsultacjach z rządem) postawili ultimatum - albo Europejski Dzień Obrony Życia albo koniec rozmów i nie ma o czym rozmawiać. Takie stanowisko Polski może przeszkodzić w ustanowieniu dnia przeciw karze śmierci, bo decyzję o wprowadzeniu go do unijnego kalendarza państwa UE muszą podjąć jednogłośnie.
Polska wiele mówi - czasem wręcz krzyczy - o potrzebie wewnątrzunijnej solidarności. Nasze władze wielokrotnie napominały większe kraje UE, że choćby stosunki na linii Europa - Rosja powinny być kształtowane wspólnotowo, a nie zgodnie z interesami - często sprzecznymi - poszczególnych krajów. I tę solidarność dostawała, choćby w sporze z Rosją o embargo na dostawy polskiego mięsa. Tymczasem kiedy mowa o stworzeniu czegoś wewnątrz Unii, choćby dnia sprzeciwu wobec kary śmierci, który mógłby jasno pokazać światu, że Europa ma silne korzenie wspólne dla swoich państw - Polska mówi "nie".


Komentarze
Pokaż komentarze (18)