ŁukaszEm ŁukaszEm
34
BLOG

Głupota w Polsce? Zawsze w cenie

ŁukaszEm ŁukaszEm Polityka Obserwuj notkę 2

Aleksander Bocheński napisał kiedyś książkę pt. "Dzieje głupoty w Polsce". Tytuł tego dzieła jest ponadczasowy, a o dopisywanie kolejnych rozdziałów dbają zwłaszcza nasi politycy. W weekend podczas partyjnych konwencji spisali się szczególnie, sypiąc grubymi i - co tu dużo mówić - idiotycznymi hasłami.

Chyba największego słownego cepa użył premier Jarosław Kaczyński. Na konwencji PiS w Rzeszowie lider tej partii oświadczył ni mniej, ni więcej, jak tylko, że "koalicja PO i LiD po wyborach jest pewna, a to oznacza, że będziemy mieli powtórkę z 13 września 1981 roku". Czyli Kaczyński zagroził Polakom, że zwycięstwo wskazanych partii doprowadzi do wprowadzenia w naszym kraju stanu wojennego.

Mniejsza o ocenę tych słów pod kątem kultury politycznej premiera, bo ocena byłaby miażdżąca, a "jechanie" na PiS i Kaczyńskich stało się wręcz modne i nie ma co iść na łatwiznę. Powiedzmy tylko, że jeśli rządzący premier sugeruje, że zwycięstwo partii opozycyjnych doprowadzi do użycia w Polsce wojska - to jest to skandal. Tym bardziej, jeśli w szeregach PO jest wielu działaczy, którzy współtworzyli "Solidarność" i za walkę z komunistami siedzieli w więzieniach.

Także sugestia, że koalicja PO i LiD jest pewna, to kłamstwo i ustawianie przeciwnika do bicia. Żadne koalicyjne deklaracje nie padły, a Platforma rządowej współpracy z lewicą boi się jak diabeł święconej wody. Wielu działaczy PO, sytuujących się na prawym skrzydle ugrupowania, mówi tej koalicji twarde "nie". Lider Platformy Donald Tusk mocno się waha, w którą stronę pójść po wyborach. Także dlatego, że sojusz PO z LiD będzie dla PiS wymarzoną okazją, by bić w taki rząd jak w bęben za rzekomą restaurację postkomunizmu i zgniłej III RP.

Premier Kaczyński mówiąc o pewnej koalicji wprowadza zatem wyborców w błąd. Czy szefowi rządu, który do władzy doszedł na haśle "rewolucji moralnej" wypada kłamać, do tego publicznie?

Donald Tusk także popisał się talentem do plecenia bzdur. Na konwencji PO w Łodzi oświadczył:

- Statystyki mówią same za siebie: to obraz koszmaru w polskich rodzinach. Od 2005 na polskich drogach zginęło blisko 13 tysięcy ludzi. Rządzący zafundowali nam drogi rodem z Azji. Mamy drogi niczym w Mongolii, a ruch na nich niczym w Niemczech: to musi doprowadzić do tragedii. Za polskie drogi odpowiadają ofermy, a nie menedżerowie. Zwykłe ofermy, których nieudolność powoduje tragedie w polskich rodzinach.

Komentowanie takich wypowiedzi jest bardzo niewdzięcznym zadaniem. Bez owijania w bawełnę ciężko się obejść, ale i procesy o naruszenie dóbr osobistych są sporym wydatkiem...

Ale już bez żartów. Kampania wyborcza kampanią. Mieliśmy już czas się przyzwyczaić, że przed wyborami politycy obiecują nam wszystko, co się da. Gdyby mogli, to pewnie zadeklarowaliby, że pod ich rządami pogoda w Polsce będzie jak na Bahamach. Przecież dwa lata temu obiecali nam budowę 3 milionów mieszkań w cztery lata. Więc wszelkie deklaracje czy słowa rzucane podczas kampanii można brać w nawias absurdu czy groteski.

Tylko czy liderowi największej partii opozycyjnej wypada oskarżać rządzących o to, że przyczyniły się do śmiertelnych wypadków drogowych. Przecież w Polsce dróg nie ma (i chyba długo nie będzie) dróg. Są tylko pasy asfaltu, które tylko pod wpływem wyjątkowego optymizmu można nazwać drogami. Ale ten stan rzeczy obarcza wszystkie bez wyjątku polskie rządy od 1989 roku. Więc słowa Tuska, jakoby była to wina PiS, to bzdura, bzdura i jeszcze raz bzdura.

ŁukaszEm
O mnie ŁukaszEm

Zaliczyłem kilkuletnią przygodę z dziennikarstwem. Wystarczająco długą, by zmądrzeć i poszukać innych zajęć, które pozwalają zmieniać rzeczywistość. Wierzę w rozum i racjonalne spojrzenie na fakty, choć do ich oceny częściej używam lewego oka.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka