0 obserwujących
100 notek
42k odsłony
205 odsłon

Demoralizacja polityki brytyjskiej

Wykop Skomentuj12

W zeszłym tygodniu w Wielkiej Brytanii odbyły się wybory do tamtejszego parlamentu. Po raz pierwszy od 70 lat nad państwem zawisło widmo rządów mniejszościowych. Partia Konserwatywna otrzymała 306 mandatów, Partia Pracy 258, a Liberalni Demokraci 57. Zgodnie z wieloletnimi konwenansami konstytucyjnymi, królowa Elżbieta II powierzyła misję tworzenia rządu liderowi Konserwatystów - Davidowi Cameronowi. Jak pokazały kolejne dni, rządu mniejszościowego nie będzie. Warto jednak przyjrzeć bliżej partiom, które postanowiły wejść ze sobą w koalicję. Na pierwszy rzut oka może wydawać się, że ich programy są od siebie odległe, jednak jest to wyłącznie pozór.

Współczesna Partia Konserwatywna jest tylko cieniem swojej historycznej odpowiedniczki. Niemal całkowicie zatraciła swoją prawicowość. Radykalne zmiany w programie zostały wprowadzone po tym, jak w 2005 roku jej przewodniczącym został David Cameron. Do jego postulatów można zaliczyć rezygnację z obniżki podatków, ograniczenie finansowania partii ze źródeł prywatnych, czy silne postawy proekologiczne charakterystyczne zwykle dla lewicy. Zwrot dotyczył nie tylko kwestii gospodarczych. Objął również sferę moralną. Nie tak dawno temu Polskę obiegła wiadomość, że przedstawiciele Partii Konserwatywnej chcą wysłać swojego członka geja, żeby uświadamiał przedstawicieli Prawa i Sprawiedliwości w kwestii homoseksualizmu. Daje to jasny obraz. Wypaczono tam całkowicie idee konserwatyzmu.

Najlepszym dowodem na zanik jakichkolwiek historycznych wartości Partii Konserwatywnej jest właśnie koalicja z Liberalnymi Demokratami, których postulatami są podwyżka podatków, wprowadzenie patologicznej ordynacji proporcjonalnej, zdecydowane poparcie dla aborcji, a także rejestracji związków homoseksualnych. Słowo "liberalni" odnosi się tutaj niemal wyłącznie do liberalizmu moralnego. Istnieje tam wprawdzie liberalne (w teorii) gospodarczo skrzydło, ale nie ma ono zbyt wielu zwolenników. Należy przypomnieć, że dawna Partia Konserwatywna nigdy nie zawiązałaby koalicji z ugrupowaniem, które opowiada się za zdecydowanym interwencjonizmem gospodarczym. Prawdopodobnie liderzy Konserwatystów uznali, że należy zmienić definicję samego konserwatyzmu tak, żeby bardziej odpowiadała ona utrzymaniu współczesnego stanu rzeczy w Wielkiej Brytanii. Liberalni Demokraci różnią się od Partii Konserwatywnej praktycznie jednym elementem - poglądami na integrację europejską. Ci pierwsi są największymi euroentuzjastami ze wszystkich ugrupowań na Wyspach. Drudzy to przeciwnicy euro i zwolennicy referendów w najważniejszych sprawach związanych z Unią Europejską. Jak widać nie stanowiło to jednak żadnych przeszkód na drodze do zawiązania koalicji, bo pozostałe elementy programu są zaskakująco zbieżne.

W Wielkiej Brytanii wszystkie trzy główne partie postulują niemalże to samo. Różnica polega na ubraniu tych poglądów w nieco inną terminologię w taki sposób, aby wyborcy nie zorientowali się, że ich wybór nie ma żadnego znaczenia. Margaret Thatcher musi być szczerze przerażona tym, co stało się z jej dawną partią. Spora grupa zwolenników Żelaznej Damy widziała już dawno, co się szykuje i postanowiła założyć własne ugrupowanie, czyli Partię Niepodległości Zjednoczonego Królestwa. Pośród członków Partii Konserwatywnej zostało niewiele osób ze starej gwardii. David Cameron za priorytet obrał sobie naśladowanie Tony'ego Blaira, co nieuchronnie zbliża go do zostania jedynie pomocnikiem Partii Pracy. Nie zdziwiłbym się, gdyby za jakiś czas Nick Clegg (lider Liberalnych Demokratów) stwierdził, że nie chce rozmawiać z "pomagierem", czyli Cameronem i zdecyduje się na współpracę z jego "szefową", czyli nową liderką Partii Pracy - Harriet Harman.

Podobne tendencje można zauważyć na terenie całej Unii Europejskiej, zwłaszcza po ostatnim kryzysie gospodarczym. Niezależnie od tego czy w danym państwie u władzy jest partia prawicowa, czy też lewicowa, pod pretekstem walki z kryzysem, stosowany jest interwencjonizm gospodarczy na szeroką skalę. Środowiska opierające się za zupełnie innym modelem gospodarczym, są niemalże całkowicie marginalizowane przez media. Często celowo tworzy się także fałszywe mity o ich działalności politycznej. Przykładem jest wypowiedź Moniki Richardson, która występowała pewnego dnia w TVN24 w roli eksperta od sytuacji politycznej w Wielkiej Brytanii (już samo to jest śmieszne). Stwierdziła ona z uśmiechem na ustach, że Nigel Farage, jeden z liderów Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa, nie zdobył żadnego mandatu, a jego partia jest partią - uwaga! - faszyzującą. Widocznie pani ta jest całkowicie pozbawiona jakiejkolwiek wiedzy o klasyfikacji ideologicznej poszczególnych ustrojów, albo wiedzy o samej partii Farage'a. Oczywiście możliwy jest też wariant pierwszy i drugi jednocześnie. Wypada w takim razie zapytać, dlaczego występuje w roli eksperta politycznego? Na tym nie koniec. Po chwili stwierdziła, że Wielka Brytania jest bardzo konserwatywnym krajem. Cóż, wygląda na to, że dla niektórych wyłącznym miernikiem konserwatyzmu jest obecność monarchii.

Wiele haseł głoszonych przez Partię Pracy jest bardzo nośnych, przez co popularność tracą partie postulujące coś przeciwnego. Cameron uznał widocznie nie ma szans przebić się przez krzyk Laburzystów i postanowił przyłączyć się do nich. Jest to bardzo niepokojące zjawisko, które nie tylko pozbawia pluralizmu debatę publiczną, ale także zbliża Wielką Brytanię i całą Unię Europejską w kierunku wariantu greckiego. Warto się otrząsnąć, bo za kilkanaście lat może być za późno i przelana zostanie krew niewinnych ludzi na ulicach.

Wykop Skomentuj12
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale