457 obserwujących
693 notki
3935k odsłon
  8623   0

Polska jest jedna - polemika z RAZ-em

Karłowicz (którego diagnoza charakteru i dążeń Polaków jest moim zdaniem bardzo celna) opisuje w tym fragmencie moje własne, główne zastrzeżenie do zwolenników budowy „równoległego państwa”, do którego Ziemkiewicz także się nie ustosunkował: niebezpieczeństwo przeniesienia swojej niechęci, złości i sprzeciwu z ludzi na państwo jako takie. To się już zresztą dzieje. I wszystko jest bardzo logiczne: skoro złe są same instytucje państwa, to nie ma sensu o nie walczyć. Nie ma po co wygrywać wyborów, aby zyskać wpływ na realną politykę, bo sami zrobimy sobie własne państwo wewnętrzne.

I znów cytat, tym razem z mojego własnego tekstu, napisanego na podstawie referatu na konferencję OMP:

 

Podstawowy wybór, przed jakim stają dzisiaj środowiska w szerokim rozumieniu konserwatywne, przypomina nieco – przy zachowaniu proporcji, rzecz jasna – wybór XIX-wieczny: zdecydować się na całkowitą kontestację systemu oficjalnego i budowę systemu równoległego czy też uczestniczyć w systemie oficjalnym jak długo i jak mocno się da? W wersji XIX-wiecznej był to spór pomiędzy powstańcami a lojalistami (oczywiście w uproszczeniu, pomijając odcienie obu tych orientacji). W wersji współczesnej ten konflikt odżywa w przypadku takich konfliktogennych sytuacji jak los dziennika „Rzeczpospolita” czy spór pomiędzy publicystami pozostającymi w głównym obiegu a środowiskiem „Gazety Polskiej”.

W tym współczesnym sporze opowiadam się zdecydowanie po stronie zwolenników uczestniczenia w oficjalnym systemie, odnosząc to siłą rzeczy głównie do mediów, ale nie tylko.

Po pierwsze – dlatego, że jest to w istocie jedyny system, jakim dysponujemy i będziemy dysponować. Budowa „równoległego” czy też „alternatywnego” państwa nie może się udać, bo nie da się zbudować państwa w państwie, być może poza szczególnymi okolicznościami okupacji – bo w takich warunkach istniało Polskie Państwo Podziemne podczas II wojny światowej. Zwolennicy budowy państwa alternatywnego często zresztą przedstawiają obecną sytuację jako quasi-okupacyjną, prawdopodobnie dlatego, że w innych warunkach ich koncepcję trudno byłoby uzasadnić. Jest to jednak gruba przesada. Niezależnie od tego, jak bardzo jesteśmy krytyczni wobec obecnego mechanizmu medialnego, mechanizmów kontroli społecznej i mechanizmów demokratycznego wyboru, nie możemy uznać, że mamy do czynienia z okupacją czy państwem stricte  autorytarnym.

Prawda jest taka, że innego państwa niż oficjalne państwo polskie z jego oficjalnymi instytucjami nie mamy i rebus sic stantibus mieć nie będziemy. Wszystko, co uda się wytworzyć w tak zwanym drugim lub równoległym obiegu, będzie od tego państwa zależne. Wynika z tego, że – po drugie – tworzenie struktur równoległych jako alternatywy dla „oficjalnego” państwa jest o tyle pozbawione sensu, iż to „oficjalne” państwo ze swoimi strukturami – prokuraturą, policją, służbami specjalnymi, aparatem skarbowym itd. – wyznaczy granice działania tych alternatywnych struktur.

Gdyby zatem przyjąć wariant budowy „państwa równoległego”, oznaczać by to musiało odpuszczenie sobie prób zdobywania wpływu na struktury państwa rzeczywistego, ale przestrzeń wolności na budowanie „państwa równoległego” wyznaczałoby cały czas „oficjalne” państwo, na które nie mielibyśmy wpływu mocą własnej decyzji.

Po trzecie – zamiarem i celem wielu środowisk politycznych i społecznych jest wypchnięcie konserwatystów z głównego obiegu, odebranie im głosu i prawa do głoszenia swoich poglądów w mediach głównego nurtu. Decydując się na postawę antysystemową, konserwatyści sami przenosiliby się do getta, które chcą im urządzić oponenci, delegitymizując ich poglądy. Trudno znaleźć powodów, dla którego konserwatyści mieliby w tych działaniach pomagać swoim przeciwnikom. Przeciwnie – celem powinno być jak najszersze uczestnictwo we wszelkich możliwych oficjalnych inicjatywach, pod warunkiem wszakże, że nie oznacza to rezygnacji z głoszenia własnych poglądów. Bez spełnienia tego warunku taki udział nie ma sensu.

Miały już miejsce sytuację, kiedy niektórym środowiskom zarzucano, że wchodzą w rzekomo „hańbiącą” współpracę z obecnymi władzami. Moim zdaniem, jeśli nie wiąże się to z koniecznością naginania swoich poglądów lub przemilczenia jakichś istotnych kwestii – nie tylko nie wolno czynić z tego zarzutu, ale przeciwnie – należy takie działania wspierać.

Po czwarte – zamykanie się wyłącznie w alternatywnym obiegu sprawi, że stracimy możliwość docierania do osób, które mogą się okazać podatne na ważne dla nas idee. Istnieje jakaś liczba obywateli, którzy akceptują obecny stan rzeczy nie ze złej woli czy nawet nie dlatego, że odpowiada to ich rozumieniu roli państwa albo polityki, ale dlatego, że brakuje im rzetelnego i spokojnego wykładu alternatywnego spojrzenia lub pojęć, aby opisać własne krytyczne odczucia wobec rzeczywistości. Z niektórych sondaży można również wywnioskować, że znaczna liczba Polaków to naturalni konserwatyści, czyli osoby, które są konserwatystami z przekonań i praktycznych wyborów, choć tego nie wiedzą i zapewne nigdy by się tak same nie określiły – podobnie jak Molierowski pan Jourdain nie zdawał sobie sprawy z tego, że mówi prozą. Naszym zadaniem powinno być docieranie do tych ludzi i pomaganie im w ubieraniu ich naturalnych, instynktownych odczuć – np. sprzeciwu wobec powiększania roszczeń środowisk homoseksualnych czy rozmywaniu roli państwa – w odpowiednie pojęcia. To zaś jest możliwe jedynie pod warunkiem uczestnictwa w głównym nurcie. Długotrwałe pranie mózgów dało bowiem niestety taki efekt, że opisane wyżej osoby często reagują na niektóre tytuły, nazwiska, desygnaty alergicznie bez żadnego powodu. Po prostu dlatego, że taką reakcję wdrukowano w ich umysły. Może nas to oburzać, może się nie podobać, ale żeby to pranie mózgów choćby częściowo odwrócić, musimy przemówić do nich tak, aby zaczęli słuchać.

W punkcie czwartym piszę o kolejnej kwestii, którą RAZ się nie zajął. Środowiska myślące po rymkiewiczowsku (Polska „wolnych Polaków” odwrócona plecami od reszty i jej nie potrzebująca) są, jako się rzekło, wymarzonym narzędziem propagandowym, służącym do utwierdzania wytresowanej części społeczeństwa w przekonaniu, że mieli rację, stawiając znowu na cywilizowanych nie-oszołomów z PO. Same stanowią forpocztę największej partii opozycyjnej, robiąc zarazem wszystko, aby swoim manichejskim widzeniem rzeczywistości odstręczyć każdego wahającego się.

W jednym ze swoich niedawnych tekstów Rafał Ziemkiewicz nieco lekceważąco napisał o konserwatystach, że nigdy nie odegrali w Polsce znaczącej roli. Faktycznie – być może dlatego, że konserwatywne diagnozy stanu polskiego ducha, konserwatywne zalecenia, a przede wszystkim stańczykowskie rekomendacje, aby szukać przyczyn porażek przede wszystkim w sobie samych, nie są chętnie słuchane przez rozemocjonowanych i rwących się do bitki rodaków. Ale trzeba próbować i pisać, co się myśli, bo praca organiczna jest także częścią konserwatywnego etosu.

Na koniec kilka słów bezpośrednio do Rafała: Polskę trzeba naprawiać, a nie budować drugą wewnątrz pierwszej, czekając aż zwycięstwo tej drugiej nad pierwszą zostanie dane z góry.

 

P.S. Ten tekst przekazuję jednocześnie do publikacji redakcji portalu „Teologii Politycznej”. Choć z członkami tego środowiska mogę się różnić w poszczególnych diagnozach czy rekomendacjach, uważam je za najpełniej i najżywotniej wyrażające w dzisiejszej Polsce myśl konserwatywną. 

Lubię to! Skomentuj122 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale