0 obserwujących
176 notek
127k odsłon
  136   0

Kryzys imigracyjny,czyli gwoźdź do trumny UE już wykuty

 Bardzo długo się nie odzywałem. A to dlatego, że tak naprawdę w polskiej polityce nic się nowego nie dzieje.

 

Paweł Kukiz wywołał co prawda spory szum, ale jak było do przewidzenia postulowany przez niego „brak struktur” w praktyce ograniczył się do znanej skądinąd zasady „partia to ja”. A to nie spodobało się części zaangażowanych w projekt stowarzyszeń i związków zawodowych. Kilka z nich zabrało zabawki i poszło do innej piaskownicy – i tym samym pogrzebało jakiekolwiek szanse na to, byśmy w Polsce mieli JOWy w przewidywalnej przyszłości.

 

A to oznacza, że dla mnie polska polityka jest dzisiaj wyłącznie teatrzykiem bez żadnego realnego znaczenia. Bo bez JOWów porażka PO oznacza tylko tyle, że prędzej czy później ci sami ludzie z tym samym programem wygrają wybory pod innym szyldem, dla niepoznaki wrzucając na listy wyborcze parę nowych twarzy.

 

Ale nie o tym miał być ten tekst.

 

Sytuacja w UE robi się naprawdę ciekawa. Cały problem jest de facto winą Niemiec, które bez imigrantów zwyczajnie nie są w stanie funkcjonować, więc nie dopuszczą do całkowitego zamknięcia granic. Z drugiej strony Niemcy pamiętają Spartę i nie zamierzają pozwolić imigrantom na faktyczne przejęcie kontroli nad krajem. Angela Merkel najwidoczniej wymyśliła, że zaprosi imigrantów z Syrii. Czyli tak naprawdę skądkolwiek, bo jak słusznie zauważył Nigel Farage jakikolwiek losowy osioł może teraz pieprznąć dokumenty za burtę i twierdzić, że jest z Syrii. I tak nikt tego nie sprawdza. Wracając do rzeczy kanclerz Niemiec umyśliła sobie przyjąć tyle imigrantów, ile Niemcy potrzebują, a resztę UE zmienić w magazyn siły roboczej, przechowującej całą resztę imigrantów specjalnie na przyszłe potrzeby Niemiec. Oczywiście oficjalnie to ma być wielkie miłosierdzie, humanitaryzm i co tam jeszcze.

 

Rzecz w tym, że w momencie gdy Niemcy złamały układ z Schengen - tak naprawdę runęły ostatnie realne podstawy Unii Europejskiej jako takiej. Państwa członkowskie nie należące do ściśle pojmowanej elity władzy w UE tak naprawdę nie zyskują w tym momencie wiele na członkostwie poza unią celną. Już w tym momencie wiadomo, że wielcy gracze mogą bezkarnie wprowadzić kontrole na granicach i nie wpuszczać do siebie obywateli innych krajów UE. Wiadomo też, że wielcy gracze, to jest Francja i Niemcy, mogą bezczelnie dotować własne banki za pomocą wsparcia dla zadłużonych krajów UE. Zadłużonych właśnie w niemieckich i francuskich bankach. Co więcej powodem zaistnienia zadłużenia jest fakt, że wspólna waluta zafałszowała realne możliwości spłaty długu przez mniejsze kraje, takie jak Grecja czy Włochy. Tak naprawdę w tym momencie Unia pozostaje już tylko reżimem totalitarnym, narzucającym przemocą i szantażem swą władzę państwom członkowskim.

 

Cała heca z polityką „otwartych ramion” może zresztą mieć też drugie dno, o którym mówił ostatnio były prezydent Czech Václav Klaus. Tym drugim dnem jest zniszczenie Europy narodów za pomocą fali muzułmańskich imigrantów. Brukselskie VIPy roją sobie, że imigrantów będzie się dało medialnie ugnieść jak plastelinę i wyrzeźbić z nich nowy, lepszy „naród europejski”. W rzeczywistości szanse na to są absolutnie zerowe. Bo tak się składa, że to zwykle przedstawiciele najbardziej fundamentalistycznych odłamów Islamu sunnickiego, czyli choćby wahhabici. To przecież z radykalnymi sunnitami z Bractwa Muzułmańskiego miał problemy Assad, a obecnie wchodzą oni w skład władz Syrii. A przypomnę, że lwia część arabskich terrorystów na świecie to właśnie radykalni sunnici, dokładnie tacy sami, jak ci z w Syrii. Państwo Islamskie to także radykalni sunnici.

 

Mówiąc wprost, panowie w Brukseli planowali stworzyć za pomocą Unii Europejskiej takie Stany Zjednoczone Europy i Azji, by następnie rzucić wyzwanie USA. Temu służyła Strefa Euro, temu służy Traktat Lizboński, także pomysły armii europejskiej, unii fiskalnej i wspólnej polityki zagranicznej zmierzają właśnie w tym kierunku. Pojawił się jednak problem. Okazało się, że ci parszywi niewolnicy mają czelność mieć jakieś zdanie i nie godzić się na wielkie projekty oświeconej władzy w Brukseli. I ku niepomiernemu zdziwieniu VIPów, karmienie ludzi nachalną i bezczelną europropagandą nie zmniejsza popularności partii eurosceptycznych. Na domiar złego niechęć do UE w Wielkiej Brytanii osiągnęła takie rozmiary, że premier UK David Cameron musi realnie liczyć się z takimi poglądami i posunął się nawet do referendum na temat ewentualnego wyjścia UK z UE. Bardzo możliwe, że w takiej sytuacji Bruksela postanowiła zaorać całą Europę tłumami islamskich pseudouchodźców, żeby rozbić przeszkadzające w eurointegracji więzi narodowe.

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale