To obywatele finansują nie tylko działalność samych parlamentarzystów, ale także ich personelu - asystentów, sekretarek, etc. To podatnicy płacą za to, by posłowie poruszali się za darmo PKP i LOT-em, by podróżowali np. do Republiki Południowej Afryki. Posłowie są posłami dzięki głosom obywateli.
Postanowiłem z grupą znajomych sprawdzić posłów. Namówiliśmy tarnowiankę, by wysłała mailem prośbę o pomoc do wszystkich 460 posłów i to w taki sposób, by żaden z parlamentarzystów nie wiedział, że ten sam mail trafił do pozostałych. Nadawczy adres był prawdziwy. Była to taka trochę naciągana "prowokacja". 460 mailów wysłano 2 i 3 lipca 2007 r. z komputera, którego ID z łatwością można zidentyfikować, a sama błagająca posłów o pomoc może w każdej chwili potwierdzić autentyczność korespondencji oraz prawdziwość wszystkich danych.
Na jej błaganie o pomoc odpowiedziało ...19 posłów, czyli tylko 4 proc. parlamentarzystów poważnie traktuje swoich wyborców i pracodawców zarazem. Oto fragment maila wysłanego przez naszego "prowokatora" do 460 posłów RP: "Błagam o pomoc! Jestem 80-letnią emerytką (...) Kilka dni temu zostałam przyjęta do szpitala na oddział intensywnej opieki w stanie bezpośredniego zagrożenia życia. Od 10 miesięcy nie mogę uzyskać żadnych informacji na temat moich oszczędności, które zainwestowałam w spółkę z o.o. Łamany jest kodeks spółek handlowych. Ani miejscowa prokuratura, ani urząd kontroli skarbowej nie jest w stanie mi pomóc, uzyskać jakiekolwiek informacje na temat oszczędności całego mojego życia, które w testamencie zapisałam mojemu wnukowi. Moje dni są już policzone, dlatego proszę o pomoc. Łączę wyrazy szacunku...(nazwisko i imię tarnowianki znane autorowi), 2 lipca, 2007".
Na tego maila odpowiedzieli (wg kolejności wpływania odpowiedzi):
1. Adrian Wieczorek, asystent społeczny posła Daniela Pawłowca z LPR
2. Ewelina Rokita, asystentka posła Tomasza Szczypińskiego z PO
3. Katarzyna Gierak, dyrektor biura posłanki Julii Pitery z PO
4. Michał Ciechowski, asystent posłanki Barbary Bubuli z PiS,
5. Tomasz Fabiszewski, pracownik klubu PiS, na maila skierowanego do Ludwika Dorna z PiS,
6. Ilona Raczyńska-Ciszak, dyrektor biura posła Rajmunda Morica z Samoobrony,
7. Tadeusz Sławecki, poseł z PSL, osobiście,
8. Stanisław Lamczyk, poseł z PO, osobiście,
9. Anna Szlawska, asystentka posła Arkadiusza Rybickiego z PO,
10. Andrzej Mazur, asystent posła Waldemara Nowakowskiego z Samoobrony,
11. Michał Tober, poseł z SLD, osobiście,
12. Jarosław Wałęsa, poseł z PO, osobiście
13. Michał Wiatr, asystent posła Stanisława Ożoga z PiS,
14. Marian Kowalski, dyrektor biura posłanki Katarzyny Piekarskiej z SLD
15. Włodzimierz Piątkowski, asystent posła Ryszarda Kalisza z SLD
16. Lidia Staroń, posłanka z PO, osobiście,
17. Jacek Kurski, poseł z PiS, osobiście
18. Aleksander Grad, poseł z PO, osobiście.
19. Kamila Nierzwicka, asystentka posłanki Jolanty Szczypińskiej z PiS[/b]
Angielskim poczuciem humoru wykazał się asystent posła Ryszarda Kalisza, który tak odpowiedział tarnowskiej staruszce: "Szanowna Pani, (...)widomym jest, że udziały może przejąć spadkobierca po zmarłym wspólniku (...) Z poważaniem. Włodzimierz Piątkowski".
Z komputerów 6 posłów wysłane zostały automatycznie odpowiedzi typu: "Proszę o cierpliwość w oczekiwaniu na odpowiedź. Jestem zajęty".
Jako, że w ciągu 2 tygodni nie wpłynęły od nich żadne inne odpowiedzi, uznać należy, iż posłowie ci chcą jedynie sprawiać wrażenie zainteresowanych elektoratem, a faktycznie traktują go tak samo, jak ci, którzy w ogóle nie odpowiedzieli. Zdarzało mi się w przeszłości wielokrotnie zwracać do różnych parlamentarzystów w wielu krajach świata, gdzie przyszło mi żyć. Nigdy parlamentarzysta niemiecki, austriacki, włoski, brytyjski czy amerykański nie zlekceważył mojego listu, choć doskonale wiedział, że jestem obywatelem polskim. Zawsze otrzymywałem odpowiedź i to w większości przypadków satysfakcjonującą mnie. Co więcej, gdy kilka razy byłem zmuszony prosić o spotkanie z członkiem Kongresu USA, udało mi się to osiągnąć i to bez żadnych protekcji w ciągu zazwyczaj krótkiego, bo jedno- lub dwutygodniowego pobytu w Waszyngtonie. Byłem w stanie umówić się na spotkanie z kilkoma kongresmenami (a nie ich asystentami), choć także wiedzieli, że jako obywatel polski nie jestem dla nich potencjalnym elektoratem. Byłem np. naocznym świadkiem, jak jeden z kongresmenów zadzwonił do Europy i w mojej obecności załatwił sprawę, o której z nim rozmawiałem.
W Polsce, kilka lat temu chciałem umówić się z tarnowskim senatorem i to nie w swojej sprawie (byłem radnym miejskim). Na spotkanie z senatorem musiałem czekać kilka miesięcy. Taka jest różnica między parlamentarzystami w naprawdę demokratycznych krajach i w Polsce, gdzie 96 proc. posłów lekceważy w sposób wyjątkowo bezczelny obywateli swego kraju.
oryg.w:W24


Komentarze
Pokaż komentarze (4)