Jeśli ojciec Rydzyk faktycznie proponował eutanazję żonie Prezydenta RP, którą określił mianem "czarownicy", to nie tylko nie można go uznać za chrześcijanina, ale w ogóle za wyznawcę jakiegokolwiek boga w rozumieniu monoteizmu. Nie można też twierdzić, że jest ateistą, gdyż wówczas obrazilibyśmy wielu niewierzących ludzi. Sądzę, iż najbardziej trafnym byłoby zaliczenie ojca Rydzyka do zbioru swego rodzaju "pogan".
Sposób jego rozumowania przypomina mi opisy zachowania ludzi sprzed setek czy tysięcy lat. Chrześcijanin, muzułmanin, buddysta, ateista nawet jeśli są ludźmi bardzo grzesznymi, nie gardzą w taki sposób drugim człowiekiem. Wypowiedź Rydzyka kojarzy mi się z takimi zachowaniami, jak okradanie zwłok na cmentarzu. Są to zachowania pogańskie, które wykluczają religie monoteistyczne. W tej chwili obserwujemy na całym świecie, również w Polsce swego rodzaju renesans zachowań pogańskich (np. morderstwa kilkumiesięcznych dzieci przez pijanych rodziców etc.), tj. nie respektujących godności człowieka, wartości jego życia. Wypowiedzi Rydzyka mają - moim zdaniem - charakter swego rodzaju obrzędu "pogańskiego". Sam Rydzyk przypomina szamana jakiejś niemonoteistycznej sekty.
Dyrektor Radia Maryja nie jest człowiekiem mało inteligentnym. Nie sądzę więc, by słowa ojca dyrektora można było tłumaczyć jego głupotą, by użyć kolokwializmu. Jako że jestem zwolennikiem spiskowej teorii dziejów, mam drugie (obok jego "neopogaństwa") wytłumaczenie wypowiedzi Rydzyka. Znając życiorys ojca dyrektora (zwłaszcza jego niemiecką część, w tym kontakty z innym redemptorystą z podtarnowskiego Tuchowa - księdzem Galińskim, który był proboszczem polonijnej parafii w Monachium w latach 80.), mam pewne wątpliwości co do autentyczności narodowego charakteru działań ojca Rydzyka.
Bardzo często w przeszłości było tak, że próbowano kompromitować narodowe, patriotyczne, antykomunistyczne inicjatywy poprzez instalowanie na ich czele osób, które swoimi ekstremalnymi zachowaniami automatycznie dyskredytowały te akcje. Zastanawia bezkrytyczna obrona biskupa Wielgusa przez ojca Rydzyka. Żaden inny przypadek tajnego współpracownika - jak dotąd - nie był tak dobrze udokumentowany, jak biskupa Wielgusa. Biskup okazał się nie tylko grzesznikiem, ale z punktu widzenia katolicyzmu - do tej pory jest grzesznikiem, któremu nie można darować jego grzechów, gdyż nie wykazał żalu, mocnego postanowienia poprawy oraz chęci zadośćuczynienia bliźnim, których skrzywdził poprzez swą współpracę z komunistycznymi służbami specjalnymi. Ojciec Rydzyk jednak go broni. Dlaczego?
oryg.w:W24


Komentarze
Pokaż komentarze (5)