"Czerwone sk.....y". Czy w internecie czas na cenzurę obyczajową
Niektórzy wychodzą z założenia, że w internecie można publikować wszystko, gdyż stanowi alternatywę dla innych mediów, które nawet jeśli nie podlegają cenzurze politycznej, to w dalszym ciągu są ograniczane przez cenzurę obyczajową. W internecie publikowane są już nawet treści pedofilskie i instrukcje budowy bomb zegarowych dla potencjalnych terrorystów. W dyskusjach na forach internetowych można występować anonimowo i pisać, co się chce. Administratorzy coraz rzadziej wkraczają w takich wypadkach do akcji, chcąc podwyższyć temperaturę dyskusji internetowych. Od czasu do czasu kogoś aresztują za złamanie prawa, ale to nie powstrzymuje ludzi od wykorzystywania anonimowości internetu.
Od pewnego czasu "reklamowany" jest w różny sposób "teledysk" na stronie YouTube pod tytułem "Czerwone sku....y". Właściwie gdyby nie słowo "s....y" ten clip nie naruszałby nie tylko prawa, ale i dobrych obyczajów. Z jego treścią i formą można by wtedy dyskutować tylko na płaszczyźnie politycznej, a nie obyczajowej. Autor zapewne próbowałby usprawiedliwić użycie słowa "s....y" i to zapewne używając argumentów nie tylko natury politycznej, ale i artystycznej.
Chyba każdemu z nas puszczają czasami nerwy w dyskusji. Gdy uznajemy (subiektywnie przecież), że nasz adwersarz nie pojmuje naszych argumentów, zdarza się użyć nieparlamentarnych słów. Tutaj niedawno zauważyłem, że młody, inteligentny człowiek (takie wrażenie można było odnieść z innych jego wypowiedzi), w pewnym momencie odpowiedział komuś "mam Cię w d...". Czasem, gdy uznajemy dyskusję za bezsensowną, a naszego rozmówcę za "tępego", tak reagujemy.
Swego czasu w czasach PRL-u popularne było powiedzenie "Z komuną się nie dyskutuje, z komuną się walczy". Sądzę, że w przypadku internetowej prezentacji na YouTube mamy do czynienia z taką reakcją - jeśli nie można z kimś dyskutować, to się protestuje. Sama treść tej prezentacji słowno-muzycznej (oprócz wspomnianego wulgaryzmu) jest czymś, co jest często przecież używane w dyskusjach na temat najnowszej historii Polski:
"Gdy byłem małym dzieckiem w moim mieście jeździły czołgi.
Kolejki stały pod sklepami, a w nich ludzie byli głodni.
Telewizja pokazywała generała...
Czerwone s....y chcą znowu dojść do władzy,
nie głosuj nigdy na nich.
Zdrajcy naszego kraju, patriotów dziś udają....
Wprowadziliście obce czołgi na ulice naszych miast
(...)
Czerwone s....y .... nie głosuj nigdy na nich..."
Słyszymy te słowa na tle nie tylko Jaruzelskiego, Urbana, Kwaśniewskiego, Borowskiego, ale także Michnika bratającego się z Kiszczakiem oraz Geremka i Michnika uśmiechających się do liderów PZPR. Jednak aspekt polityczny proponuję wziąć w tym momencie w nawias i skoncentrować się na samej formie przekazu tych treści. Czy tego typu prezentacja, niewątpliwie skierowana do młodych ludzi, ma prawo bytu internetowego, niezależnie od tego czy ktoś zgadza się z jej treścią?
Przesłuchaj:
http://www.youtube.com/watch?v=eKGCTafc7uM
oryg.w:W24



Komentarze
Pokaż komentarze (17)