
W Tarnowie świętowano przy akompaniamencie dętych orkiestr / Fot. Marek Ciesielczyk
15 sierpnia zazwyczaj jest słonecznie, a słońce - jak wiadomo - pozytywnie wpływa na nastrój. Ten dzień to dwa święta polskie – katolickie i rocznica pokonania bolszewików w 1920 roku, czyli Święto Wojska Polskiego. 15 sierpnia pogoda nastraja inaczej ludzi niż w listopadzie.
Amerykanie świętują hucznie na początku lipca – sztuczne ognie, pikniki, koncerty. Polacy i w listopadzie, i w maju są posępni. Święta narodowe mają "sztywną", sformalizowaną oprawę. Tak też bywało w czasie lokalnych obchodów kolejnych rocznic odzyskania niepodległości czy też uchwalenia Konstytucji 3 Maja w Tarnowie. Powoli to się jednak zmienia. Oficjalne obchody urozmaicane są oryginalnymi imprezami towarzyszącymi.
Także obchody 87. rocznicy zatrzymania bolszewików przez Piłsudskiego miały bardziej amerykański przebieg. No bo przecież mamy powody, by się 15 sierpnia autentycznie cieszyć. Niektórzy mówią o "cudzie nad Wisłą". Jeśli był to faktycznie cud, odpowiedzialnym za militarny sukces Polaków był sam Pan Bóg. Inni patrzą na nasze zwycięstwo nad bolszewikami bardziej przyziemnie i sukces przypisują nie Panu Bogu, lecz Józefowi Piłsudskiemu. Są i tacy, którzy w ogóle nie wiedzą, jakie znaczenie miało zwycięstwo polskie z roku 1920, i dlaczego bitwa warszawska uznawana jest przez historyków za 18. najważniejszą bitwę w historii ludzkości, która miała kolosalne znaczenie dla Europy. Gdyby nie Bóg, jak chcą jedni lub Piłsudski - jak chcą drudzy, dzisiaj porozumiewalibyśmy się ze sobą prawdopodobnie po rosyjsku (podobnie zresztą jak Niemcy). Ci Polacy, którzy nie zdają sobie z tego sprawy, w niedawno przeprowadzonej sondzie za najwybitniejszego Polaka XX wieku uznali ...Edwarda Gierka.
Wracając jednak do sposobu naszego obchodzenia tego typu rocznic, muszę stwierdzić, że tarnowska propozycja przypadła mi do gustu. Najpierw było składanie wieńców i kwiatów pod pomnikiem Nieznanego Żołnierza. Było przemówienie prezydenta miasta. Później jednak tarnowianie udali się na Rynek i świętowali w iście amerykańskim stylu. Dorośli siedząc w ogródkach piwnych na płycie Rynku popijali piwo, a dzieci pochłaniały lody. Wszyscy mogli słuchać orkiestr dętych, których repertuar wszystkich mieszkańców. Były grane "kawałki" typowo rockowe (np. Bregovicz), była również i klasyka. Wszystko to w pięknej, renesansowej oprawie kamieniczek tarnowskiego Rynku.
Najważniejsze jest jednak to, że wszyscy świetnie się bawili. Myślę, że tego typu amerykanizowanie naszych obyczajów ma sens. Przecież historyczne sukcesy narodowe znacznie lepiej świętować z uśmiechem na twarzy i dobrowolnie niż na wymuszonych akademiach.
oryg.w:W24



Komentarze
Pokaż komentarze