Przy okazji sondazu “Rzepy”, ktory juz w lutym wylonil mezow stanu na rok biezacy
( por.
http://macgregor.salon24.pl/387054.html
http://zapytajnik.salon24.pl/387253.html
)
przypomniala mi sie anegdota zwiazana z dawnym sondazem przedwyborczym.
Babcia ( bynajmniej nie mocherowa ) na pytanie, na kogo zaglosuje, odparla, ze na Cimoszcze, ktory to cielak z dwoma glowami byl wynikiem pomieszania Romana Bartoszcze ( brata zamordowanego w 84 roku przez “ludzi honoru” Piotra Bartoszcze, tworcy NSZZ RI ) z wyjatkowo urodziwym komunistycznym aparatczykiem Wlodzimierzem Cimoszewiczem.
Wyniki swiezego sondazu swiadcza juz nie tylko o pomieszaniu nazwisk, ale nawet podstawowych pojec.
Zajrzalem do podrecznej ( “podklawiaturowej” ) Wikipedii i znalazlem definicje proste jak drut i calkiem jednoznaczne:
Mąż stanu – osoba uzależniająca każde swoje działanie polityczne od racji stanu.
Racja stanu (z fr. raison d'État) - nadrzędny interes państwowy, wyższość interesu państwa nad innymi interesami i normami, wspólny dla większości obywateli i organizacji działających w państwie lub poza jego granicami ale na jego rzecz.
Wiekszosc respondentow najprawdopodobniej odpowiadala na zupelnie inne pytania, w mysl ludowego porzekadla „dziad o gruszce, baba o pietruszce”.
Mogly to byc:
- o kim pisal ostatnio tygodnik „Gala”?
- kto jest najprzystojniejszy?
- komu udalo sie schudnac?
- kogo na biezacym etapie politycznej madrosci rewolucyjnej chwali Adam Michnik?
Ale nawet przy takim pomieszaniu pojec nie moge zrozumiec, jakim cudownym sposobem do scislej osemki zdolal sie zalapac taki cudak jak Kaziu „zakochaj sie” Marcinkiewicz.
Owszem, mial swoje piec minut czy , kiedy przebiegly Kaczor wypuscil go na wabika w charakterze premiera ( by nie zaprzepascic szansy Lecha w wyborach prezydenckich ).
Nawet kapela Grupa Operacyjna w znakomitym kawalku “Bądź sobą” nie bardzo miala co napisac o Marcinkiewiczu, poza drobna obserwacja:
A gdybym był Marcinkiewiczem,
Uciekałaby mi na bok warga i policzek
( http://strefamiszcza.blox.pl/2007/05/Grupa-Operacyjna-Badz-soba-tekst.html - polecam caly tekst ).
Ponadto, zeby byc mezem stanu, to trzeba chyba najpierw byc mezem?
Na powaznie, to mloda kochanka czy kurewka, jak zwał tak zwał, nie ma akurat znaczenia, ale w przypadku Marcinkiewicza moznaby rzec, ze doslownie zostal mezem stanu “na krzywy ryj”.
Podobne watpliwosci mam co do kandydatury min.Sikorskiego – przeciez nie pytano, kto ma najbardziej rozdete i rozbuchane ego. Zas rozbijanie amerykanskiej Polonii czy likwidacja placowek dyplomatycznych sluzy interesom, ale z pewnoscia nie polskim.
Wysoka pozycja przewodniczacego powołanej przez Europejski Kongres Żydów Europejskiej Rady ds. Tolerancji i Pojednania
(http://www.kwasniewskialeksander.pl/news.php?id=56&mode=view) jest ilustracja do sytuacji opisywanej przez “czarnego ptasiora” Jerzego Kosinskiego w “Wystarczy byc” ( plagiat z “Kariery Nikodema Dyzmy” Tadeusza Dołęgi-Mostowicza? ). Chyba ze mylimy bycie mezem stanu z byciem mezem Jolanty.
Najwiekszym jestem smutkiem napelnia czwarte miejsce Wladyslawa Bartoszewskiego, bo o ile inne nominacje sa zabawne, o tyle ta jest po prostu grozna dla naszego panstwa.
Naprawde nie ma tu znaczynia, czy jest profesorem czy tez nie ( wiadomo, ze jest to w jego przypadku tytul czysto honorowy, np. sami zwracalismy sie tak do nauczycieli w liceum ), nie maja znaczenia jakies pyskowki typu bydlo nie bydlo
( jak mowia Anglicy: sticks and stones may break my bones but your words won’t hurt me ). Jest to starszy czlowiek, o zacnej przeszlosci, a jak mawial zatrudniajacy go na uczelni prof. Bender, “wojenne wspomnienia pana Bartoszewskiego maja same w sobie walor dokumentow historycznych”.
Wierze ze jest dobrym czlowiekiem i wyprzedzi wielu na drodze do Krolestwa Niebieskiego, tyle ze z racji umyslowego niedolestwa nie powierzylbym mu nie tylko niczego zwiazanego z nawą ( czyli łodzią ) panstwowa, ale nawet zwyklego kajaka.
Nasz kraj nie prowadzi jakiejkolwiek aktywnej polityki wobec Niemiec, nie mamy sformulowanych celow politycznych ani jakiejkolwiek wizji.
Nas obecny MSZ zdaje sie nie dostrzegac jakichkolwiek sprzecznosci interesow z zachodnim sasiadem ( niczym premier kryzysu jeszcze miesiac temu ) – co jest samo w sobie ewenementem na skale bodaj swiatowa, zas jego szef bawi sie i cieszy regularnie nadsylanymi z Niemiec nagrodami niczym malpa podrzucanymi orzechami.
Niemieckie elity musza sie smiac z nas w kulak i trudno sie z nimi niezgodzic, iz panstwo tak niepowazne jak nasze, tak niefrasobliwe i niewyciagajace jakichkolwiek wnioskow z przeszlosci nie zasluguje na inne miano jak tylko Saison Staat.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)