Moje pisanie jest sila rzeczy odtworcze i przypomina przykladanie zabiej lapki tam, gdzie konie kuja, ale w sumie kropla drazy kamien, czyli warto.
Najgorzej, kiedy pisze w kolko to samo, bo staje sie to nudne.
Niejako w uzupelnieniu do poprzednich wpisow poswieconych Niemcom i BdV, chcialem zwrocic uwage na informacje z Polska Times, iz „Niemcy chowają Steinbach”, tzn. staraja sie wycofac ja do drugiego szeregu, przynajmniej do czasu:
1. wspolnych obchodow agresji nazistow ( bo przeciez nie Niemcow ) na Polske ( tudziez Polakow na Niemcow jesli uwzglednimy Gleiwitz )
2. wprowadzenia Ojro
3. podpisania Traktatu Lizbonskiego
- Steinbach musi odejść, aby nie pogarszać stosunków z Polską - powiedział wczoraj Werner Hoyer, wiceszef frakcji FDP w Bundestagu. W podobnym tonie wypowiadał się także lider FDP Guido Westerwelle.
- Niemcy postępują adekwatnie do sytuacji, bo dobrze rozumieją, że stosunki polsko-niemieckie są ważniejsze od kariery pani Steinbach - mówi Paweł Zalewski z Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych.
- Niemcy postępują adekwatnie do sytuacji, bo dobrze rozumieją, że stosunki polsko-niemieckie są ważniejsze od kariery pani Steinbach - mówi Paweł Zalewski z Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych.
Z pojednawcza propozycja wystapil nawet jeden z naszych sympatycznych wspolblogerow, piszacy z pozycji takiego samego wypedzonego jak pani Steinbach.
Wybaczywszy mi zbrodnie swoich rodakow na Polakach, zgodzil sie zastapic dotychczasowa przewodniczaca BdV na jej stanowisku.
Tymczasem pan europosel Marcin Libicki ( znany m.in. ze skutecznych prob hamowania projektu Nordstream na forum Europarlamentu, dowodzac przy tym, iz jak sie ma rozum, jaja i checi to jednak mozna ) twierdzi:
- Złagodzenie naszej polityki to błąd, sprawa Steinbach pokazuje, że polityka uśmiechu zawiodła. Bartoszewski i Sikorski próbują teraz te błędy naprawiać.
Dalej czytamy:
Atak na Berlin przypuścił także szef polskiej dyplomacji. - Pani Steinbach nie została wypędzona, ona przyjechała do Polski z Hitlerem i z Hitlerem z niej uciekła, nie wiem, czy mieszkający od pokoleń w Polsce Niemcy chcieliby się z nią identyfikować - mówił Radosław Sikorski, a jego słowa zyskały poparcie nawet niechętnych mu braci Kaczyńskich.
Sikorski nawiązał do faktu, że szefowa Związku Wypędzonych urodziła się w Polsce, gdy jej ojciec służył w armii hitlerowskiej okupującej Pomorze. Erika Steinbach jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych i najbardziej nielubianych w Polsce postaci niemieckiej sceny politycznej. Berlin od dawna stara się bagatelizować jej wpływ na politykę, mimo że Steinbach zasiada we władzach rządzącej Niemcami partii CDU i stoi na czele liczącego dwa miliony członków Związku Wypędzonych. W obliczu toczącej się w Niemczech kampanii wyborczej taka liczba głosów ma olbrzymią wartość.
- Działalność Eriki Steinbach jest obciążona nie tylko tym, co robi dziś, ale także tym, co robiła kiedyś, protestując np. przeciwko podpisanemu przez premiera Mazowieckiego i kanclerza Kohla traktatowi, regulującemu raz na zawsze polsko-niemiecką granicę na Odrze i Nysie - mówi Paweł Zalewski.
Sikorski nawiązał do faktu, że szefowa Związku Wypędzonych urodziła się w Polsce, gdy jej ojciec służył w armii hitlerowskiej okupującej Pomorze. Erika Steinbach jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych i najbardziej nielubianych w Polsce postaci niemieckiej sceny politycznej. Berlin od dawna stara się bagatelizować jej wpływ na politykę, mimo że Steinbach zasiada we władzach rządzącej Niemcami partii CDU i stoi na czele liczącego dwa miliony członków Związku Wypędzonych. W obliczu toczącej się w Niemczech kampanii wyborczej taka liczba głosów ma olbrzymią wartość.
- Działalność Eriki Steinbach jest obciążona nie tylko tym, co robi dziś, ale także tym, co robiła kiedyś, protestując np. przeciwko podpisanemu przez premiera Mazowieckiego i kanclerza Kohla traktatowi, regulującemu raz na zawsze polsko-niemiecką granicę na Odrze i Nysie - mówi Paweł Zalewski.
- Działalność Eriki Steinbach jest obciążona nie tylko tym, co robi dziś, ale także tym, co robiła kiedyś, protestując np. przeciwko podpisanemu przez premiera Mazowieckiego i kanclerza Kohla traktatowi, regulującemu raz na zawsze polsko-niemiecką granicę na Odrze i Nysie - mówi Paweł Zalewski.
Aktywność polityczna Steinbach w sprawie upamiętnienia wypędzeń Niemców z Europy Środkowej doprowadziła do niemal całkowitego zamrożenia stosunków na linii Berlin-Warszawa. Obecnie dyskusja również toczy się personalnie, wokół jej osobistej obecności w radzie fundacji, upamiętniającej powojenne wypędzenia. Odłożenie w czasie decyzji o składzie rady, wymuszone przez ostrą reakcję polskich władz, nie usuwa głównego problemu, jakim jest sam projekt "Widocznego znaku".
Według przyjętej w grudniu ubiegłego roku przez Bundestag ustawy w 13-osobowej radzie fundacji Związek Wypędzonych ma 3 miejsca. Nawet jeśli Erika Steinbach zostanie usunięta z listy kandydatów, ciągle będą tam zasiadać podlegający jej członkowie Związku.
Steinbach może więc wywierać przemożny wpływ na kształt przygotowywanej przez fundację ekspozycji, której kształt już teraz kwestionują polscy historycy. - Kiedyś to było prywatne przedsięwzięcie, ale teraz to inicjatywa rządu federalnego i to rząd Angeli Merkel ponosi za nią odpowiedzialność - mówi europoseł Libicki.
Aktywność polityczna Steinbach w sprawie upamiętnienia wypędzeń Niemców z Europy Środkowej doprowadziła do niemal całkowitego zamrożenia stosunków na linii Berlin-Warszawa. Obecnie dyskusja również toczy się personalnie, wokół jej osobistej obecności w radzie fundacji, upamiętniającej powojenne wypędzenia. Odłożenie w czasie decyzji o składzie rady, wymuszone przez ostrą reakcję polskich władz, nie usuwa głównego problemu, jakim jest sam projekt "Widocznego znaku".
Według przyjętej w grudniu ubiegłego roku przez Bundestag ustawy w 13-osobowej radzie fundacji Związek Wypędzonych ma 3 miejsca. Nawet jeśli Erika Steinbach zostanie usunięta z listy kandydatów, ciągle będą tam zasiadać podlegający jej członkowie Związku.
Steinbach może więc wywierać przemożny wpływ na kształt przygotowywanej przez fundację ekspozycji, której kształt już teraz kwestionują polscy historycy. - Kiedyś to było prywatne przedsięwzięcie, ale teraz to inicjatywa rządu federalnego i to rząd Angeli Merkel ponosi za nią odpowiedzialność - mówi europoseł Libicki.
W sumie powinnismy dziekowac Opatrznosci za pania Steinbach, bo wlasnie dzieki niej ujawnila sie karygodna wadliwosc naszej dotychczasowej polityki zachodniej oraz hipokryzja kryjaca sie za niemieckim dzialaniami rewindykacyjnymi, sprytnie prowadzonymi pod plaszczykiem “pojednania”.
Tymczasem jedynym trwalym fundamentem, na ktorym mozna budowac pojednanie jest prawda i partnerstwo. Dokumentem, od ktorego warto znow zaczac jest oredzie biskupow polskich z 1965 roku.
Pojednania nie da sie zbudowac na probach zaklamywania historii, tworzenia jej na nowo na faktach powyjmowanych z kontekstu i w efekcie zamieniania miejscami kata z ofiara.
Dobrze, ze na czele calej tej imprezy nie stanal ktos rownie sprytny i politycznie sprawny jak s.p.Birne ( Gruszka ) Kohl, ale w pore ujawniajaca swoje prawdziwe zamiary pani Steinbachowa.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)