Kolega Wiecheć podeslal mi ciekawy artykul Tomasza Urbasia dotyczacy mozliwych kulisow zalamania sie systemu bankowego USA
Glowna mysl sprowadza sie do twierdzenia, iz czesc srodowisk bankierskich i politycznych ( czesto o eskimoskim pochodzeniu, co akurat nie powinno obarczac wina narodu eskimoskiego jako takiego ), lamiac elementarne przepisy prawa bankowego, dopuscila sie przestepstw spekulujac niebotycznymi kwotami wirtualnych pieniedzy, majprawdopodobniej glownie na rynku chinskim.
Przyklad spod reki: znajomy Anglik zalozyl byl wraz ze wspolnikiem firme typu “dot-com” z kapitalem zalozycielskim okolo £10 tys czyli odpowiednik polskiego PPHU Import-Export-Drobne Kradzieze sp. z o.o. Spekulujac na gieldowym balonie, w przeciagu pol roku wartosc rynkowa udzialow tejze firmy urosla do £2 milonow ( sic! ), by wkrotce potem spasc do zera. Znajomy do dzis, ilekroc ilosc piw przekroczy szesc, placze, ze stracil dwa miliony funciakow ( “zez mu w klupe dwa na lupe, bulwa jego czać” ).
Roznica miedzy amerykanskim systemem bankowym a wspomnianym Anglikiem jest taka, ze o ile znajomy stracil tak naprawde SWOJE £10 tys czyli bonus wyplacony za uczciwa prace gdzie indziej ( a zona nie wie i sie nie dowie ), o tyle ci pierwsi przespekulowali NIE-SWOJE i tak naprawde WIRTUALNE ( nie tylko w sensie fiducjarnym ) $5.5 biliona, najprawdopodobniej na rzecz wierzycieli chinskich.
Artykul Urbasia zawiera elementy political-fiction, bo niby z jakiego powodu Chinczycy mieliby zaraz obrzucac atomowkami amerykanskie i europejskie centra finansowe.
Wazny jest natomiast inny wniosek wyplywajacy z tej lektury:
Wszystkie proby wykupywania ( bail-out ) zbankrutowanych bankow ( typu “plan Paulsona”, obama-ramy i ich europejskie nasladownictwo ) to obdzieranie niewinnych podatnikow z rzeczywistych ( a nie wirtualnych ) pieniedzy i dalsze finansowanie przestepcow. Zas sposobow ozywienia systemu kredytowego nalezy szukac zupelnie gdzie indziej.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)