MacGregor MacGregor
17
BLOG

Wyborcze plemie

MacGregor MacGregor Polityka Obserwuj notkę 0

 

Jestem entuzjastycznym fanem i wielbicielem publicystyki Bronislawa Wildsteina.
Zobaczywszy go pierwszy raz w TV zrobilem sie dosc nieufny i podchodzilem do niego jak pies do jeza ( co akurat potwierdza teze, iz w moim przypadku nie potrafie rozpoznac charakteru czlowieka od pierwszego wrazenia ). Ale jak powiada Pismo sw. “po owocach ich poznacie”.
Wypowiedzi i felietony Wildsteina sa konsekwentnym poszukiwaniem prawdy, budowaniem plaszczyzny do rzetelnej dyskusji i prostowaniem zaklamanych pojec.
Wciaz daje sie poznac jako odwazny, myslacy po polsku polski patriota.
A jesli jest prawda, iz ma korzenie eskimoskie – co akurat nie ma najmniejszego znaczenia – to jest jeszcze antydotum na sztucznie wywolywany i podtrzymywany przez michnikowszczyzne antyeskimosizm.
 
Wedle tej samej zasady, po owocach, poznalismy juz na naszych plecach publicystyke GazWyb.
To, co mialo byc gazeta opozycji antykomunistycznej, zdegenerowalo sie w wydajace zatrute owoce imperium michnikowszczyzny i wojujacego ( zeby nie powiedziec, uwaga, JASKINIOWEGO ) antypolonizmu.
Jak slusznie pisze Ziemkiewicz, niedawny wywiad Michala Cichego dla “Dziennika”, demaskujacy “Wyborcza” jako “zydowska gazete dla Polakow” nie jest zadna rewelacja ani dowodem na schizofrenie bezobjawowa dziennikarza, tylko stwierdzeniem oczywistych dla kazdego oczywistosci.
 
Przytocze tu fragment felietonu Stanislawa Michalkiewicza:
 
 
Kilka słów wyjaśnienia, co oznacza określenie „żydowska gazeta dla Polaków”. Zdarzyło się na początku okupacji niemieckiej (dzisiaj polityczna poprawność nakazywałaby napisać: „nazistowskiej”, bo wiadomo, że Polskę, podobnie jak wcześniej Niemcy, okupowali „naziści”, co to nawet mówili nazistowskim językiem) w Polsce, Niemcy zwrócili się do Władysława Studnickiego, znanego germanofila, ale zarazem polskiego patrioty z zapytaniem, dlaczego nie pisuje do niemieckich gazet. Studnicki odpowiedział, że jakże to „nie pisuje”? Na to Niemcy – że jakże to „pisuje”, skoro do „Nowego Kuriera Warszawskiego” jednak nie pisuje. Wtedy oburzony Studnicki odpowiedział, że on może pisywać do niemieckich gazet dla Niemców, ale nie będzie pisał do niemieckich gazet dla Polaków. Jaka różnica była między niemieckimi gazetami dla Niemców, a niemieckimi gazetami dla Polaków? Ano taka, ze niemieckie gazety dla Niemców prezentowały niemiecki punkt widzenia, jako niemiecki, podczas gdy niemieckie gazety dla Polaków prezentowały niemiecki punkt widzenia, jako obiektywny. Otóż „Gazeta Wyborcza” jest żydowską gazetą dla Polaków i w tym charakterze wykonuje różne zadania wobec tutejszego narodu tubylczego.
 
Wczorajsza “Rzepa” przyniosla kolejny znakomity felieton Wildsteina pod wyjatkowo trafnym tytulem “Ciezka dola wyborczego plemienia”.
 
 
Nie bedziemy juz dociekac, czy autor uzyl tu slowa “plemie” w sensie przenosnym czy doslownym, trybalistycznym, pasuje bowiem doskonale i tak i tak.
 
Plemię “Wyborczej” nie miało łatwego życia. Większość jego członków pochodziła z opozycji, toteż dowiadywanie się, że Kiszczak to człowiek honoru, Jaruzelski patriota, a Kukliński zdrajca, tudzież historia najnowsza pisana przez spółkę Michnik - Cimoszewicz musiały wywoływać u nich poznawczy dysonans. Można by go rozwiązać, zrywając z plemieniem, ale spójrzmy prawdzie w oczy, decyzja to niełatwa.
Należało więc racjonalizować, a więc dowartościowywać stan, na który nie miało się wpływu. Kiedy jednak zrozumiało się wreszcie, że największym zagrożeniem dla Polski są Polacy: nacja ciemna, religijna i ksenofobiczna, a komuniści jacykolwiek byli, ale nieśli oświecenie, od tego momentu szło już z górki.
Acu tetigit – trafil w sedno.
Jesli spojrzec na ekwilibrystyke Wyborczej z powyzszego punktu widzenia, tzn, ze najwiekszym zagrozeniem dla Polski sa Polacy, jesli do tego dodamy leninowska zasade, ze “moralne jest to, co sprzyja rewolucji, a niemoralne jest to, co jest jej przeciwne”, to puzzle zaczynaja sie same ukladac.
 
POPRZEDNI:
Chinczyki trzymaja sie dobrze.
 
Kolega Wiecheć podeslal mi ciekawy artykul Tomasza Urbasia dotyczacy mozliwych kulisow zalamania sie systemu bankowego USA
 
 
Glowna mysl sprowadza sie do twierdzenia, iz czesc srodowisk bankierskich i politycznych ( czesto o eskimoskim pochodzeniu, co akurat nie powinno obarczac wina narodu eskimoskiego jako takiego ), lamiac elementarne przepisy prawa bankowego, dopuscila sie przestepstw spekulujac niebotycznymi kwotami wirtualnych pieniedzy, majprawdopodobniej glownie na rynku chinskim.
 
Przyklad spod reki: znajomy Anglik zalozyl byl wraz ze wspolnikiem firme typu “dot-com” z kapitalem zalozycielskim okolo £10 tys czyli odpowiednik polskiego PPHU Import-Export-Drobne Kradzieze sp. z o.o. Spekulujac na gieldowym balonie, w przeciagu pol roku wartosc rynkowa udzialow tejze firmy urosla do £2 milonow ( sic! ), by wkrotce potem spasc do zera. Znajomy do dzis, ilekroc ilosc piw przekroczy szesc, placze, ze stracil dwa miliony funciakow ( “zez mu w klupe dwa na lupe, bulwa jego czać” ).
Roznica miedzy amerykanskim systemem bankowym a wspomnianym Anglikiem jest taka, ze o ile znajomy stracil tak naprawde SWOJE £10 tys czyli bonus wyplacony za uczciwa prace gdzie indziej ( a zona nie wie i sie nie dowie ), o tyle ci pierwsi przespekulowali NIE-SWOJE i tak naprawde WIRTUALNE ( nie tylko w sensie fiducjarnym ) $5.5 biliona, najprawdopodobniej na rzecz wierzycieli chinskich.
 
Artykul Urbasia zawiera elementy political-fiction, bo niby z jakiego powodu Chinczycy mieliby zaraz obrzucac atomowkami amerykanskie i europejskie centra finansowe.
Wazny jest natomiast inny wniosek wyplywajacy z tej lektury:
Wszystkie proby wykupywania ( bail-out ) zbankrutowanych bankow ( typu “plan Paulsona”, obama-ramy i ich europejskie nasladownictwo ) to obdzieranie niewinnych podatnikow z rzeczywistych ( a nie wirtualnych ) pieniedzy i dalsze finansowanie przestepcow. Zas sposobow ozywienia systemu kredytowego nalezy szukac zupelnie gdzie indziej.

 

MacGregor
O mnie MacGregor

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka