W chwili, gdy piszę te słowa, toczą się obrady Komitetu Politycznego Prawa i Sprawiedliwości, który prawdopodobnie zajmie się sprawą Ludwika Dorna, byłego marszałka Sejmu, wicepremiera w rządach Kazimierza Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego, a także byłego wiceprezesa tej partii. Ludwik Dorn jest posłem z mojego okręgu wyborczego, dlatego chciałbym napisać o nim kilka zdań w chwili, gdy być może ważą się jego losy w popieranej przeze mnie partii.
Moim zdaniem Ludwik Dorn jest postacią szczególną w polskiej polityce. Posiada wiele bardzo rzadko spotkanych wśród polskich polityków cech, które sprawiają, że zaliczam go do grona 4-5 najbardziej wartościowych osób w polskiej polityce (skądinąd, są także w tym gronie obaj bracia Kaczyńscy, a więc także Jarosław Kaczyński, z którym Dorn jest ostatnio skonfliktowany). Tym, co go wyróżnia, jest przede wszystkim jego erudycja (jest bez wątpienia największym erudytą na polskiej scenie politycznej, jednym z nielicznych przedstawicieli prawdziwej inteligencji wśród polityków) i umiejętność patrzenia na politykę nie tylko poprzez pryzmat skuteczności, ale także reprezentowanych w niej wartości. Dorn jest uosobieniem uważanej przeze mnie za bardzo ważną zasady, że władza nie jest celem samym w sobie, tylko jest środkiem prowadzącym do prawdziwego celu - służenia Ojczyźnie, realizacji politycznej wizji, którą uważa się za dobrą dla Polski.
Erudycja Dorna sprawia, że posiada on zdolność, której nie posiadają niektórzy inni ważni polscy politycy, tacy, jak choćby Donald Tusk, Grzegorz Schetyna, Grzegorz Napieralski, Przemysław Gosiewski i wielu innych. Dorn umie wpisać się w kontekst polityczny, kształtowany od kilku pokoleń. A właśnie umiejscowieniem siebie w pewnym kontekście różni się rozumienie od zrozumienia. Zilustruję tą różnicę na przykładzie, który jest dobrany przypadkowo, bez związku z samym Ludwikiem Dornem. Z pewnością każdy, kto sięgnie po np. "Myśli nowoczesnego Polaka" Romana Dmowskiego, będzie w stanie rozumieć to, co czyta: w końcu napisano to w języku polskim, a więc znaczenie słów nie jest nam obce. Będzie to dla niego pożyteczna lektura, bo skłoni go do dalszej refleksji, pogłębiania własnego sposobu myślenia. Ale, aby myśli Dmowskiego zrozumieć, trzeba jeszcze jednego: trzeba umieć umiejscowić się w pewnym kontekście polityczno-historycznym. A właśnie to wymaga erudycji. I dlatego wtedy, kiedy umiemy się umiejscowić w takim kontekście, możemy o sobie powiedzieć, że znajdujemy się w tradycji nurtu reprezentowanego np. w myśli Dmowskiego, albo Piłsudskiego, Brzozowskiego, Witosa, itd.
Otóż Ludwik Dorn, tak samo zresztą jak Jarosław Kaczyński, z uwagi na swoją erudycję umie się wpisać w ten kontekst. Ta umiejętność bezpośrednio przekłada się na zdolność postrzegania obecnych wydarzeń politycznych w szerszym kontekście - a więc na zdolność prawdziwej, prowadzonej na wysokim poziomie analizy sceny politycznej - i, co za tym idzie, także na zdolność określenia, czego potrzeba polskiej polityce, aby była lepsza, niż jest. Otóż Ludwik Dorn jest jedynym polskim politykiem, który, mając tak wielki potencjał, nie marnuje go poprzez skupianie się tylko na bieżących sporach politycznych - i właśnie dlatego jest jedyną osobą, która byłaby w stanie być "intelektualnym przywódcą" odnowy polskiej polityki. Warto wracać do myśli, jakie Dorn wypowiada od czasu powyborczego sporu z Jarosławem Kaczyńskim.
Co więcej, Dorn jest nie tylko wybitnym intelektualistą, myślicielem politycznym: on jest także bardzo sprawnym politykiem. Ludwik Dorn był zarówno świetnym ministrem spraw wewnętrznych, jak i marszałkiem Sejmu. Wraz z Jarosławem Kaczyńskim są najbardziej wartościowymi politykami swojej partii, choć każdy na swój sposób jest wyjątkowy - zresztą, można nawet powiedzieć, że się dopełniają. Będzie wielką stratą nie tylko dla PiSu, ale także dla Polski, jeżeli dzisiaj zostanie podjęta decyzja prowadząca do usunięcia go z partii. Ponieważ wartościowych ludzi w polityce mamy niezbyt wielu, nie można świadomie odsuwać od niej tych, którzy są - to olbrzymi błąd polityczny, którego nie można popełnić! A zwłaszcza nie powinien go popełniać ktoś, komu zależy przede wszystkim na naprawie Rzeczypospolitej (a jestem przekonany, że Jarosławowi Kaczyńskiemu na tym zależy, że to jest celem jego działalności politycznej).
Na koniec napiszę o jeszcze jednej z wielu rzeczy, za które cenię L. Dorna. Otóż w wyniku zeszłorocznego sporu dwaj z trzech polityków, od których wypowiedzi wszystko się zaczęło, Kazimierz M. Ujazdowski i Paweł Zalewski opuścili szeregi PiSu. Dorn, mimo wszystko, mimo to, że wiedział, że w partii ma wielu wrogów (aby zdać sobie z tego sprawę wystarczy przeanalizować dzisiejsze wypowiedzi posłów Suskiego i Gosiewskiego), że będzie w niej pozostawał na marginesie przez długi czas, postanowił w partii zostać - dając tym samym dowód, że w swojej walce o wartości, bo walka o zmiany w partii była w pewnym sensie walką o wartości, jest konsekwentny i jest zdolny do poskromienia własnych, politycznych ambicji (bo przypominam, że oto były wiceprezes stał się zwykłym członkiem, w dodatku zawieszonym w prawach). Mam nadzieję, że będę miał okazję zagłosować na tego polityka już w najbliższych wyborach parlamentarnych, i że będzie w nich kandydował z listy Prawa i Sprawiedliwości - w innym przypadku stałbym przed wielkim dylematem, wewnętrznym rozdarciem.


Komentarze
Pokaż komentarze (20)