Gdy minister sportu w rządzie Prawa i Sprawiedliwości wprowadził kuratora do PZPN, bardzo zdecydowanie popierałem te działania. Wtedy głosów poparcia było zdecydowanie mniej, niż dzisiaj; media przeciwne PiS wykorzystywały ten fakt do tego, aby wpływać na spadek popularności rządu; część polityków PO (m.in. Grzegorz Schetyna i Roman Kosecki) wypowiadała się jednoznacznie negatywnie; także niektórzy kibice wydawali się być bardziej negatywnie do tego nastawieni, niż dzisiaj. Obecnie pojawia się mniej głosów krytycznych wobec decyzji Trybunału Arbitrażowego przy PKOl podjętej wskutek działań ministra sportu Mirosława Drzewieckiego, zapewne dlatego, że Platforma Obywatelska jest promowana w największych polskich mediach. To, że jest ich mniej, nie oznacza jednak, że tych głosów nie ma - wszyscy zdajemy sobie sprawę z ich istnienia. Ja jestem konsekwentny w swoim stanowisku, i tak, jak popierałem wprowadzenie kuratora za rządów PiS, tak samo popieram je za rządów PO (co więcej, sposób wprowadzenia kuratora za rządów PO jest nawet lepszy, niż ten za rządów PiS, bo de iure wprowadzenie kuratora nie jest decyzją władz centralnych, a więc formalnie FIFA i UEFA nie mają podstaw do interwencji w tej sytuacji).
Bardzo podobało mi się to, co wczoraj o tej sprawie mówił marszałek Niesiołowski w programie "Piaskiem po oczach" w TVN 24. Istotę jego stanowiska dobrze ujmują słowa cytowane przez dzisiejszą "Gazetę Wyborczą": "Nie pozwolimy, by UEFA szantażowała demokratyczny kraj". Dokładnie takie samo zdanie wypowiadałem w dyskusjach prowadzonych za czasów ministra Lipca. Uważam, że wyrzucenie Polski na pewien czas z rozgrywek międzynarodowych jest ceną, którą w ostateczności można zapłacić za uzdrowenie polskiej piłki. Co więcej, to nawet ułatwiłoby rozprawienie się z korupcją w polskiej piłce, ponieważ wtedy byłoby możliwe przepędzenie dużej części obecnych działaczy i posadzenie w ich miejsce nowych, nie uwikłanych w afery. To zaś z kolei uwolniłoby potencjał tkwiący w polskiej piłce. Być może jest tak, że obecnie droga do sukcesu wiedzie właśnie przez chwilowe (choć ta "chwila" może trwać nawet kilka lat...) poświęcenie: jeżeli nie oczyścimy polskiej piłki, to ten potencjał nigdy nie będzie uwolniony, ciągle będzie spętany chorymi, patologicznymi, konserwującymi stan obecny układami, które nie pozwolą mu się rozwinąć.
Obecna sytuacja może być rozpatrywana także w innym kontekście. Zwróćmy uwagę na to, że mamy tutaj konflikt pomiędzy pewną korporacją międzynarodową a państwem. W dzisiejszym świecie, z uwagi na postępujące zjawisko globalizacji, wyraźnie obserwowane jest przekazywanie niektórych kompetencji państwowych do pewnych korporacji, takich jak choćby FIFA. Jest to proces nieodwracalny, powstaje jednak inne pytanie: czy w pewnych sytuacjach państwo ma prawo wkroczyć w daną dziedzinę życia społecznego wbrew korporacji, na której rzecz przekazała pewne kompetencje dotyczące tej dziedziny? Ja jestem zdecydowanym zwolennikiem poglądu, że owszem, może i powinno. W gruncie rzeczy obecna walka jest także walką o państwo, które coś może w zglobalizowanym świecie, choć z tego kontekstu zapewne nie zdaje sobie sprawy Plaforma Obywatelska.
Może ktoś powie, że działania rządu mają na celu zdeterminowanie wyników wyborów na prezesa PZPN? Zgadzam się z tym zarzutem - tyle tylko, że to bardzo dobrze, że tak się dzieje, ponieważ obecnie jedynym możliwym rozwiązaniem sprawy PZPN jest wzięcie przez rząd sprawy w swoje ręce i wpływanie na zmiany w związku. Trzeba zdobyć się na odwagę, aby coś takiego zrobić. Bo w PZPN stare układy ciągle mają się bardzo mocno, a zmiana jest możliwa tylko przy jednoznacznych naciskach ze strony rządu. Bo musimy sobie zdać sprawę z tego, że to ci sami działacze będą wybierali nowego prezesa; i, jeżeli rząd nie podejmie działań, wybiorą takiego, aby zakonserwować stary układ. Trzeba to w końcu przerwać, potrzebne są jednoznaczne działania, które na stałe odmienią sytuację w PZPN.


Komentarze
Pokaż komentarze (43)