To dość dziwny argument, bo z tego, co wiadomo o życiorysie Kobylańskiego, to był antysemitą zawsze i jest podejrzany o wydanie w czasie okupacji żydowskiej rodziny w ręce Gestapo. Jego obecna działalność, polegająca na tropieniu żydowskich korzeni u każdego Polaka, który się Kobylańskiemu nie podoba z poglądu lub wyglądu, świadczy o stateczności przekonań. Rzecz niezwykle rzadka w dzisiejszych czasach, kiedy ludzie potrafią zmieniać poglądy częściej niż gacie. Odwiedziny u takiej opoki niewątpliwie wzmocniłyby kręgosłup moralny senatorów, może za wyjątkiem Ryszarda Bendera, którego kręgosłup usztywnił się już w marcu 1968 roku. Od tej pory Bender jest zwolennikiem Polski mocarstwowej i dla niej gotów jest pójść na każde ryzyko. Łącznie z zamorską podróżą.
A przecież takie samo wsparcie duchowe można mieć dużo bliżej. Skoro bliżej, to i taniej. Niedawno odbył się po raz pierwszy w Berlinie zjazd niemieckiej partii NPD, spadkobierczyni NSDAP. Można było tam odetchnąć nie tylko zdrową atmosferą Ustaw Norymberskich przeciwko Żydom, ale i nasycić się antyeuropejskością. Pociąg do Berlina kosztuje parę groszy i marszałek Borusewicz mógłby po te dwieście złotych na osobę jednak wysupłać.
Można też było pojechać do Moskwy w dniu nowego święta państwowego Rosji, w rocznicę wypędzenia polskich wojsk z Kremla, które obchodzone były na ulicach miasta głównie przez rosyjskich nacjonalistów. Taka wizyta byłaby obustronnie wielce korzystna - można by wytłumaczyć skinheadom, że LPR nie zamierza okupować więcej Kremla, ale poprze główne hasło niezapomnianego popa Gapona i dzisiejszych prawdziwych Rosjan - Ratuj Rosję, bij Żyda!
Możliwości jest wiele, nie trzeba zaraz do Urugwaju. Choć podróże kształcą, jeśli nawet nie samych senatorów, to ich elektorat. W końcu antysemitą można być na miejscu, nie koniecznie na wynos. Tak jest taniej. Jak chcemy mieć tanie państwo, zacznijmy od tanich senatorów. Tanie poglądy już mają.




Komentarze
Pokaż komentarze (6)