Ten wspaniały wynik badania opinii Polaków był tylko dlatego możliwy, że nigdy nie odbyła się u nas szeroka, publiczna i poważna dyskusja na temat zawartości i skutków eurokonstytucji. Mieliśmy tylko odklepywanie formułki i angażowanie emocji bez udziału sił intelektualnych. Najniższe w Europie poparcie - 40 procent - konstytucja ma w Wielkiej Brytanii. I właśnie tam dyskusja o niej była najdłuższa, najrzetelniejsza i najpowszechniejsza.
My jako prymus jesteśmy zapóźnieni. Z tych 63 procent Polaków popierających konstytucję jakieś 90 procent - wedle mojej oceny - nie wie, co popiera. Ale słyszało, że trzeba popierać. Jedyne o czym się u nas trochę szerzej mówiło, to konstytucyjna preambuła i obecność w niej chrześcijaństwa. Można by stąd wyciągnąć wniosek, że 63 procentom Polaków chrześcijaństwo jako fundament Europy też nie jest potrzebne, zupełnie jak francuskim Arabom i niemieckim Turkom. Ale byłby to wniosek mylący.
Powodem tego eurokonstytucyjnego entuzjazmu jest obowiązujący, ukształtowany przez propagandę, sposób patrzenia na wszystko, na Polskę, życie własne, sąsiadów, przyjaciół i wrogów z perspektywy Europy. Nigdy odwrotnie, nigdy oglądania Europy z perspektywy własnej. Wiemy, co się Brukseli i Europie nie podoba w Polsce, ale nie bardzo wiemy, co się nam, Polakom nie powinno podobać w Europie, a co skłaniać do powściągliwości. W rezultacie wysiłków edukacyjnych Polak wierzy, że jesteśmy w Unii, aby skuteczniej dążyć do przypodobania się, a nie po to, aby ją współkształtować.
Rezultaty tego badania, zamiast entuzjazmu, powinny budzić troskę. Ale rozumiem, że na poważną i powszechną dysputę o eurokonstytucji nie ma co liczyć. Wyniki mogłyby się pogorszyć.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)