Miałem właśnie przyjemność brać udział w szkoleniu w ramach programu 45+ z zakresu zarządzania wiekiem w przedsiębiorstwie. Szkolenie jak szkolenie, takie trochę bajdurzenie o zaletach zaawansowanego wieku średniego i jakie to korzyści może przynieść przedsiębiorstwom utrzymywanie pracowników o zróżnicowanym stażu. Wiele słusznych uwag o doświadczeniu, dystansie emocjonalnym, wiedzy, możliwości szkolenia młodszych, itd. Wszystko to prawda.
Nie o tym jednak miała być tu mowa. Program 45+ powstał zdaje się w roku 2010 i głównie ma na celu szkolenie pracowników właśnie w wieku powyżej 45 lat. Czyli głównym zadaniem projektu jest maksymalne wydłużenie przydatności zawodowej. Jest to związane z nieodzownością zmian demograficznych zachodzących w Polsce, czyli starzeniem się społeczeństwa i ubywaniem rąk do pracy. Czy rzeczywiście nieodzownych? Pan, prowadzący to szkolenie, skądinąd bardzo ciekawie i profesjonalnie, prezentując nam slajd z prognozowanymi trendami na najbliższe kilkadziesiąt lat nadmienił, że nie wie, w jaki sposób GUS wyliczył, że akurat ma się to kształtować tak, a nie inaczej. I to nie dlatego, że nie pytał. Pytał. Tylko nikt mu nie udzielił odpowiedzi. Chciałem to podkreślić. Człowiek, który bierze niezłe pieniądze za szkolenie menadżerów w przedsiębiorstwach z zarządzania ludźmi w wieku 45+, gdzie konieczność prowadzenia projektu jest motywowana zmianami demograficznymi, na pytanie o sposób wyliczania i prognozowania tych zmian, czyli na najbardziej sensowne i podstawowe pytanie, jakie osoba mająca brać pieniądze w ramach tego programu może zadać, nie uzyskuje żadnej odpowiedzi. Nic. Milczenie. Wykres wyświetlony z rzutnika na ścianie jest jedyną odpowiedzią. Niepodważalną i bezdyskusyjną. Dogmat. Społeczeństwo się starzeje.
Ponadto w trakcie szkolenia i dyskusji wokół zachodzących zmian zadałem pytanie o bezrobocie. No bo w końcu mamy jeszcze ponad 13% bezrobotnych. Co z nimi? Skoro brakuje nam rąk do pracy, to czy aktywizacja tej grupy ludzi nie rozwiąże w pewnym stopniu problemów systemu emerytalnego? Skoro podnosimy wiek emerytalny, to czemu nie staramy się szukać pieniędzy tam, gdzie są, zamiast wyciągać je z kieszeni podatnika? Hmmm. Tutaj również brak odpowiedzi.
Podsumowując, polski rząd coś robi, wydaje miliony na program, który ma rozwiązać pewien problem, ale tak w rzeczywistości, to sam ten problem nie został prawdziwie rozpoznany. Tak w zasadzie to nie wiem, czy to, co się tam działo jest rzeczywiście konieczne, czy jest to po prostu tylko biznes robiony przez firmy coachingowe. Wydajemy kasę w ramach ideologii problemów demograficznych, dogmatu, ale nie staramy się rozwiązać problemu. Nie rozwiązujemy, bo go nie rozpoznajemy. A pieniądze płyną szeroką strugą.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)