Wtajemniczonym wiadomo, że ostatnio miałem okazję przygotować, wyreżyserować i w dodatku zaśpiewać kilka koncertów z okazji Walentynek.
Właściwie z okazji Dnia Św. Walentego, bo i w środowiskach kościelnych w końcu głośno mówi się o głębszym wymiarze tego, uznawanego za amerykanizm do nie dawna, święta.
Ale ja nie o tym do końca...
Tajemnicą poliszynela jest fakt, że każdy występujący w danym mieście chciałby przygotować coś specjalnego, lokalnego, coś co spowoduje taką więź z publicznością lokalną. Szuka się informacji o danym mieście, folklorze, lokalnych dowcipach rozumianych przez mieszkańców itp.
Jest to czasami poważny problem, aby wpleść jakiś gag, żart w cały występ i nie zakłócić głównego przekazu muzycznego spotkania. W Iławie było inaczej.
Otóż, poszukując informacji natknąłem się na archiwum o wybudowaniu i oddaniu do użytku pięknego zresztą amfiteatru w Iławie, któremu w 2009 roku nadano imię Louisa Armstronga. W roku 2010 mieszkańcy nadal świętowali ten amfiteatr, czyli, że ważna sprawa i pewnie długo oczekiwana w mieście.
Jak Armstrong to nic innego jak wplecenie choć fragmentu jakiejś piosenki do repertuaru. Tak oto narodził się pomysł na kolanie między jedną kanapką a drugą butelką wody mineralnej gdzieś na trasie. Robimy Armstronga. Mój aranżer Bogdan Szczepański niezwłocznie przygotował tzw. fiszkę, czyli parę nut, akordów, wstępny aranż na "rybkę". Utwór What A Wonderful World wszak znany jest wszystkim, no może prawie, więc i muzycy łatwo zgodzili się na żart bez profesjonalnych nut, partytur i całej tej powagi nutowej jak to bywa w klasyce.
Krótka próba, przypomnienie tekstu po angielsku.
- Może być! Tyle, że śpiewać to klasycznie czy estradowo?
- hmm, Wojtek możesz klasycznie, żeby, wiesz, jakoś pasowało do całości - odparł Bogdan.
- Okey. Będzie klasycznie.
CAŁY TEKST ZNAJDUJE SIĘ TUTAJ.




Komentarze
Pokaż komentarze