Historia prawie każdego muzycznego dziecka jest bardzo podobna. Najpierw - wielka radość z nowych doznań. Szkoła muzyczna, poznawanie rytmiki w rajtuzach albo trykocie, pierwsze obcowanie z instrumentem i wielki uśmiech na twarzach rodziców: oto ich dziecko robi coś niezwykłego (nie sprawdza się to tylko w Japonii, bo tam nauka gry na fortepianie jest obowiązkowym elementem kształcenia).
Później, po kilku latach - przychodzi bunt. Przytłacza cię ogrom zadań, ćwiczeń, palcówek, denerwujących gam i pasaży, zaczynają się utwory wyglądające zupełnie inaczej niż znany doskonale elementarz Janiny Garści, Czernego czy popularny albumik Bacha z preludiami. Zaczynają się prawdziwe wymagania, konkretne prace do wykonania. I ciągłe uwagi - a to palec inaczej, a to pozycja cały czas nieprawidłowa, a to znowu źle wyczytane nuty. Dziecko się buntuje, rodzice za namową pedagogów próbują coś z tym zrobić, najczęściej groźbą lub przekupstwem wymuszając przegranie danego utworu jeszcze 10 razy.
Kiedy jednak przejdziesz ten etap, przychodzi kolejny. Technika zaczyna za ciebie działać, masz coraz mniejsze opory i trudności, przechodzisz do innego etapu rozumowania muzycznego, innego poziomu abstrakcji. Zaczyna cię interesować sam kompozytor, jego historia, jego styl, próbujesz naśladować mistrzów, zaczynasz różnicować sposób grania w zależności od utworu. Ten czas to również pierwsze sukcesy szkolne i konkursowe, ale też i osobiste.
Widać już, że jesteś inny - dziewczynom imponujesz, koledzy zaczynają zazdrościć. Dostrzegasz też, że jesteś bardziej wrażliwy, gorzej znosisz niepowodzenie, boisz się porażki, chcesz być doceniany. Bo przecież od zawsze byłeś tym jedynym uzdolnionym dzieckiem, w którym pokładali nadzieje rodzice, szkoła, środowisko - i ty sam. Masz, może nieco chwiejną, ale jednak pewność dobrze dokonanego wyboru, rodzicom wybaczasz trochę niekomfortowe dzieciństwo. Ale chcesz więcej, więcej, więcej.
I nadchodzi okres dojrzewania. Wszystko, co do tej pory wypracowałeś wspólnie z rodzicami i nauczycielami w ciągu paru miesięcy niweczy dzicz tego okresu. Nie obchodzi cię instrument. Przecież wiesz lepiej, że nic się nie stanie gdy nie będziesz ćwiczył. Przecież umiesz grać, czytać nuty, potrafisz każde towarzystwo wprowadzić w błogostan i uwielbienie twojej osoby. Niestety - taki stosunek masz nie tylko do szkoły i przedmiotów muzycznych. Zaczyna się równia pochyła... Jeśli jednak uda ci się to przetrwać i nie porzucić grania - stajesz się muzykiem rzemieślnikiem. Masz fach w ręku, umiejętność, możesz zarabiać i usamodzielnić się. W pewnym sensie pozostajesz niedojrzałym dzieckiem, zatrzymanym na określonym etapie - twoja muzyka budzi zachwyt i uznanie, ale tylko ona.



Komentarze
Pokaż komentarze