Dwie traumy ludobójstwa
Wydaje się, że bez względu na obawy wielu Polaków o utratę wolności i suwerenności, trzeba poważnie brać pod uwagę perspektywę jednoczenia się Europy we wspólnotę narodów bez administracyjnych granic. I to nie tylko w obecnej strukturze 27 państw ale i z czekającymi kandydatami.
Wydaje się, że bez względu na zapisy rządowych strategii i polityk, nowe możliwości horyzontalnego rozwoju wiedzy powodować będą przesuwanie wagi oddziaływania pedagogicznego z modelu klasowo-szkolnego na model personalistyczno-domowy. Rekomendowany przez rzeczników środowiska nauczycielskiego model personalistyczno-szkolny nie jest realny ze względów ekonomicznych.
To powoduje, że kluczowe zagadnienie wspólnoty europejskiej, którym staje się tolerancja wobec różnorodności narodowych, powinno wchodzić w domowy kanon prowadzenia dziecka/wnuka do wiedzy. A muzea i inne instytucje kultury powinny wspierać swoimi zasobami, organizowanie kursów edukacyjnych przez domowych pedagogów korzystających z cyfrowych narzędzi, w tym modeli językowych.
Taka była moja intencja tekstu „Zanim Oświęcim stał się Auschwitz”, tekstu o tyle prostego, że wszystkie fakty prowadzące do Zagłady Żydów, Sinti i Romów w Auschwitz-Birkenau zostały w znacznej mierze uznane w niemieckiej kulturze pamięci jako część odpowiedzialności państwa niemieckiego i społeczeństwa niemieckiego. Gorzej jest natomiast z historią drugiej naszej traumy ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej, gdzie pamięć o zbrodniach na Polakach, Żydach i innych ofiarach pozostaje przedmiotem sporów, przemilczeń i selektywnej polityki pamięci w znaczącej części współczesnych środowisk ukraińskich.
Modelowe zestawienie porównawcze
Korzystając z amerykańskich wynalazków (ChatGPT5.5) przedstawiam zestawienie porównawcze etapów wykluczania w politykach naszych zachodnich i wschodnich sąsiadów. Przy czym o ile niemiecka polityka państwowa skutkowała przede wszystkim wykluczeniem i Zagładą ludności żydowskiej w całej Europie, o tyle logika radykalnego ukraińskiego nacjonalizmu OUN-UPA skutkowała przede wszystkim przemocą wobec ludności polskiej na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.
Dla prawdy czasu trzeba dodać, że masowe mordy na Żydach na terenach zajętych przez Niemców po ataku na ZSRR rozpoczęły się już latem 1941 roku, a więc przed konferencją w Wannsee z 20 stycznia 1942 roku, która miała znaczenie koordynacyjne dla administracyjnej realizacji ‘ostatecznego rozwiązania’.
Poniższe zestawienie nie służy zrównaniu Zagłady Żydów z antypolską przemocą OUN-UPA. Służy wyłącznie porównaniu mechanizmów wykluczania: wskazania wroga, degradacji jego statusu, pozbawienia bezpieczeństwa i majątku, usunięcia z przestrzeni oraz fizycznej likwidacji. Różnice między państwową, rasistowską polityką III Rzeszy a nacjonalistyczną czystką etniczną prowadzoną przez OUN-UPA muszą pozostać widoczne na każdym etapie porównania.

Najważniejsza różnica polega na tym, że niemieckie wykluczanie Żydów było polityką państwową III Rzeszy, prowadzoną przez aparat ustawodawczy, administracyjny, policyjny, gospodarczy, transportowy i wojskowy. Emigracje, deportacje i mordy wymagały koordynacji wielu instytucji niemieckich, w tym RSHA, ministerstwa transportu i ministerstwa spraw zagranicznych.
Natomiast w Małopolsce Wschodniej nie istniało suwerenne państwo ukraińskie prowadzące wobec Polaków politykę analogiczną do ustawodawstwa III Rzeszy. Sprawczość należy przypisywać przede wszystkim OUN-B, UPA jako powiązanym strukturom zbrojnym i części lokalnych współuczestników, a nie państwu ukraińskiemu jako całości.
Potrzeba inicjacji
W odniesieniu do Wołynia i Małopolski Wschodniej można mówić o procesie wykluczania i usuwania ludności żydowskiej i polskiej z lokalnych wspólnot terytorialnych, prowadzonym przez ukraiński ruch nacjonalistyczny i jego struktury zbrojne. Proces ten wykazuje pewne podobieństwa funkcjonalne do wcześniejszych mechanizmów wykluczania Żydów z niemieckiej wspólnoty państwowo-narodowej: ideologiczne wskazanie wroga, delegitymizacja obecności, przejmowanie lub niszczenie majątku, wypędzenie oraz przemoc fizyczna.
Analogia ta nie oznacza jednak tożsamości obu zjawisk, ponieważ niemiecka polityka wobec Żydów miała charakter państwowy, rasowy, prawno-administracyjny i kontynentalny, natomiast antypolskie działania OUN-UPA miały charakter nacjonalistycznej czystki etnicznej prowadzonej w warunkach okupacji i wojny. Oznacza jednak podobieństwo procesów zaczynających się od nazwania, wskazania i zdegradowania obcego.
Były to zasady całkowicie odmienne od tych, które w polskiej tradycji politycznej wiążemy z dokumentami konstytuującymi Rzeczpospolitą wielu narodów, zwłaszcza z tradycją Unii Horodelskiej z 1413 roku: z uznaniem godności wspólnot politycznych, prawem do kulturowego współistnienia i próbą budowania jedności ponad różnicami narodowymi, stanowymi i religijnymi. Unii podpisanej i opieczętowanej przez przedstawicieli rodów litewskich i polskich na wieczną rzeczy pamiątkę. Zasad, które dzięki sprawności polskiej dyplomacji, stały się fundamentem trudnego procesu integracji Europejskich narodów.
Sądzę że Polska, i poprzez dwudziestowieczne doświadczenie nacjonalizmów niemieckiego i ukraińskiego, i poprzez powszechnie uznany w XV wieku etos chrześcijańskiej jedności narodów, powinna zaproponować pedagogom programy domowej edukacji historycznej przeciw wykluczaniu. I że warto by taki program rozpocząć w Oświęcimiu lub w Chełmie, gdzie powstaje Muzeum Pamięci Ofiar Rzezi Wołyńskiej.
Klarowność miejsc pamięci i metodyka domowego uczenia
Jeżeli doświadczenia Oświęcimia, Wołynia i Małopolski Wschodniej mają stać się częścią domowej pedagogiki przeciw wykluczaniu, to pierwszym warunkiem jest klarowność miejsc pamięci. Dlatego miejsce pamięci nie powinno być być jedynie przestrzenią wzruszenia, znaku, ceremonii albo narodowego bólu. Musi być także miejscem rozumienia. Powinno jasno odpowiadać na kilka podstawowych pytań: kto został skrzywdzony, przez kogo, kiedy, w jakim procesie, na podstawie jakiej ideologii, jakimi narzędziami i przy jakim udziale instytucji, organizacji albo lokalnych sprawców.
Bez tej klarowności pamięć łatwo staje się albo bezradna, albo oskarżycielska w sposób zbyt ogólny. W pierwszym przypadku ogranicza się do współczucia bez wiedzy. W drugim — przenosi winę z konkretnych struktur, organizacji i decyzji na całe narody. Tymczasem pedagogika przeciw wykluczaniu wymaga czegoś trudniejszego: nazwania sprawców bez zbiorowej nienawiści, opisania ofiar bez ich sakralizowania, pokazania mechanizmu przemocy bez upraszczania historii.
Dlatego miejsce pamięci powinno być czytelne w pięciu warstwach.
Po pierwsze :
powinno pokazywać ludzi przed wykluczeniem: ich domy, język, pracę, religię, sąsiedztwo, szkoły, sklepy, święta, spory i zwyczajne życie. Dziecko lub wnuk uczący się historii w domu musi najpierw zobaczyć, że ofiara nie zaczyna się od śmierci. Zaczyna się od życia, które miało własną godność, rytm i sens.
Po drugie :
miejsce pamięci powinno pokazywać język wykluczania. Zanim pojawia się przemoc fizyczna, pojawiają się słowa: obcy, pasożyt, wróg, zdrajca, przeszkoda, element niepożądany. W niemieckiej polityce wobec Żydów był to język rasistowski, prawny i administracyjny. W radykalnym ukraińskim nacjonalizmie OUN-UPA wobec Polaków był to język narodowo-terytorialny, eliminacyjny i mobilizujący do usunięcia ludności uznanej za przeszkodę dla przyszłej Ukrainy. Analogia nie polega więc na utożsamieniu obu ideologii, lecz na rozpoznaniu podobnego początku: człowiek najpierw zostaje nazwany jako obcy, potem zdegradowany, a następnie można go wypchnąć poza wspólnotę moralną.
Po trzecie :
miejsce pamięci powinno wyjaśniać narzędzia wykluczenia. W przypadku III Rzeszy były to ustawy, urzędy, policja, transporty, obozy, konfiskaty, administracja i propaganda państwowa. W przypadku antypolskiej przemocy OUN-UPA były to struktury konspiracyjne i zbrojne, lokalna presja, zastraszanie, napady, palenie gospodarstw, wymuszanie ucieczki i masowe mordy. Różnica jest zasadnicza: po stronie niemieckiej działało państwo totalitarne; po stronie ukraińskiej nie istniało suwerenne państwo ukraińskie, lecz radykalny ruch nacjonalistyczny i jego zaplecze zbrojne. Ta różnica musi być jasno obecna w każdej edukacji porównawczej.
Po czwarte :
miejsce pamięci powinno pokazywać przejęcie przestrzeni po wykluczonych. Po Żydach pozostawały mieszkania, sklepy, warsztaty, synagogi, cmentarze, księgi, fotografie, język i puste miejsca w mieście. Po Polakach wypędzonych lub zamordowanych na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej pozostawały domy, gospodarstwa, ziemia, kościoły, szkoły, cmentarze i przerwane genealogie rodzinne. W obu przypadkach przemoc nie kończyła się w chwili śmierci albo ucieczki. Trwała dalej w zmianie własności, topografii, pamięci i milczenia.
Po piąte :
miejsce pamięci powinno wyraźnie oddzielać dokument, relację i interpretację. Dokument mówi, co zostało zapisane przez urząd, organizację albo świadka w określonym czasie. Relacja pamięciowa mówi, jak człowiek zapamiętał swoje doświadczenie. Interpretacja historyczna próbuje zrozumieć sens tych materiałów. Domowy pedagog — rodzic, babcia, dziadek, opiekun — powinien uczyć dziecko właśnie tego rozróżnienia. Nie każda opowieść jest dowodem, ale każda relacja może być śladem. Nie każdy dokument mówi całą prawdę, ale bez dokumentów pamięć traci odporność na uproszczenia.
Pedagogika pytań
Z tego wynika że nie powinna ona polegać na przekazywaniu gotowej nienawiści ani gotowej dumy. Powinna polegać na prowadzeniu młodego człowieka przez kolejne pytania.
Pierwsze pytanie brzmi: kto tu żył przed przemocą?
Drugie: jak zaczęto mówić o tej grupie?
Trzecie: kiedy odebrano jej prawa, bezpieczeństwo albo dobre imię?
Czwarte: kto korzystał z jej usunięcia?
Piąte: kto pomagał, kto milczał, kto się bał, kto wykonywał rozkazy, a kto mordował?
Szóste: co z tej historii wynika dla naszej odpowiedzialności dzisiaj?
Taka pedagogika pytań ma być domowa, ale nie zamknięta w sensie lokalowym. Powinna korzystać z muzeów, archiwów, miejsc pamięci, fotografii rodzinnych, map cyfrowych, relacji świadków i nowoczesnych narzędzi językowych. Muzeum może dostarczyć artefakty. Archiwum może dostarczyć dokumenty. Publiczna przestrzeń może dostarczać znaki.
Model językowy może pomóc uporządkować pytania odpowiednio do wieku i miejsca zamieszkania. Ale sens edukacyjny rodzi się dopiero w rozmowie: przy stole, przy mapie, przy fotografii, przy nazwisku z księgi pamięci, przy spacerze po cmentarzu albo przy innym miejscu pamięci.
Polska domowa pedagogika przeciw wykluczaniu powinna więc łączyć trzy obowiązki
Pierwszy to obowiązek prawdy: nie wolno zacierać sprawstwa niemieckiego w Zagładzie Żydów ani sprawstwa OUN-UPA w antypolskiej przemocy na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.
Drugi to obowiązek precyzji: nie wolno przenosić odpowiedzialności z nazistowskiego państwa niemieckiego na każdego Niemca ani z OUN-UPA i ich współuczestników na cały naród ukraiński.
Trzeci to obowiązek wychowawczy: z pamięci o ofiarach nie wolno czynić szkoły odwetu. Trzeba z niej czynić szkołę rozpoznawania wykluczenia na wczesnym etapie — wtedy, gdy zaczyna się od słów, żartów, pogardy, segregacji, obojętności i zgody na to, że ktoś „nie należy” do wspólnoty.
W tym sensie Oświęcim, Wołyń i Małopolska Wschodnia nie są tylko miejscami bólu. Są także miejscami ostrzeżenia. Pokazują, że ludobójstwo nie zaczyna się od komór gazowych ani od nocnego napadu na wieś. Zaczyna się wcześniej: od idei wspólnoty oczyszczonej z obcych, od języka pogardy, od administracyjnego albo sąsiedzkiego wypchnięcia człowieka poza krąg współodpowiedzialności.
Dlatego taki program domowej edukacji historycznej powinien mieć prostą zasadę: najpierw człowiek, potem mechanizm, potem miejsce, potem odpowiedzialność. Najpierw trzeba zobaczyć osobę. Potem zrozumieć proces jej wykluczania. Potem pójść do miejsca, w którym ten proces zostawił ślad. Na końcu zapytać, czego ta pamięć wymaga od nas w relacjach z innymi narodami dzisiaj.
Tak rozumiana pedagogika nie osłabia polskiej pamięci. Przeciwnie — czyni ją dojrzalszą. Pozwala mówić o polskich krzywdach bez nienawiści, o winach sąsiadów bez zbiorowego potępienia, o niemieckiej i ukraińskiej przemocy bez rezygnacji z przyszłego dobrosąsiedztwa.
Jej celem nie jest wychowanie dzieci przeciw Niemcom albo przeciw Ukraińcom. Jej celem jest wychowanie dzieci przeciw każdej ideologii, która zaczyna od wykluczenia człowieka ze wspólnoty, a kończy na odebraniu mu życia.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)