Obłok Obłok
230
BLOG

Ja, wierzyciel

Obłok Obłok Gospodarka Obserwuj notkę 15

Miałem na wsi dalekiego sąsiada, który prządł cienko. Użalał się na licho płatną pracę i niski standard życia. Nie mam nawet pieniędzy, żeby spróbować sił w Wielkim Mieście – apelował. Pożyczyłem mu trochę forsy na start (wynajem jakiegoś lokum, przeżycie do pierwszej wypłaty) i poprosiłem syna, żeby go u siebie zatrudnił.

Po jakim czasie zauważyłem, że w jego obejściu się poprawiło, dzieci są weselsze i lepiej ubrane, a żona z bidnej kobieciny zmieniła się w szykowną wioskową gwiazdę. Dobra nasza – pomyślałem – dałem wędkę, a nie rybę, facet się sprawdził.

Nie dbałem, że mój dłużnik ociąga się ze zwrotem pożyczki, a co tam... nie umrę bez tej forsy. Po jakimś czasie zadzwonił syn z problemem. Okazało się, że mój protegowany wpadł w spiralę zaliczek i sfałszował rozliczenia. Pieniądze były stosunkowo niewielkie, parę tysięcy, poprosiłem więc syna, żeby przysłał do mnie delikwenta, ale póki co nie wywalał go z roboty.

Dłużnik zjawił się u mnie skruszony, pogadaliśmy sobie dość ostro i dopożyczyłem mu pieniądze na spłatę manka.

Po pewnym czasie ów osobnik przyszedł do mnie, kajając się, że nie spłaca długów, ale że ma perspektywę większych zarobków i tym samym wyrównania rachunków, ale w nowej pracy potrzebny mu samochód.

A jakiż problem z zakupem na raty, ma Pan przecież zdolność kredytową – zagadałem. Dłużnik na to, że się zapożyczył na remont domu i z nowym kredytem będzie kłopot.. Rzeczywiście, na jego chałupie leżał nowy dach, wieś więc w sumie trochę wyładniała. Zauważyłem to z satysfakcją w czasie spaceru w jego okolicę.

No dobra – westchnąłem – ile trzeba?

Podniosłem brwi w zdumieniu, słysząc o paru dziesiątkach tysięcy, ale mój kochany dłużnik pośpiesznie wyjaśnił – mam na oku używanego mercedesa, prawie taki jak pana, to naprawdę okazja, jakiś byle golf nie będzie dość reprezentacyjny, a to ważne w moim nowym zajęciu. No i jeszcze jedno – zaznaczył z naciskiem - tyle zdrowia straciłem przy pracy dla pana syna, że potrzebuję czegoś wygodnego na długie godziny w samochodzie.

No cóż – forsa była już większa, spisaliśmy więc stosowną umowę z uwzględnieniem ustawowych odsetek (które jednak pominąłem przy doliczaniu sumy starych, udzielonych "na gębę" długów).

Mój wiejski krajan ruszył ku nowym wyzwaniom, kapał mi nieregularnie jakieś raty, niepokój poczułem dopiero wtedy, kiedy jego żoną przybiegła z błaganiem o natychmiastową pożyczkę, bo ma kłopoty ze spłatą u Prowidenta.

Oszczędzę czytelnikom dalszej opowieści o sprzedaży pola i dziwnym pożarze ubezpieczonego samochodu. Dziś chałupa mego dłużnika jest w łapach komornika, który wystawia ją na licytację, a ja zastanawiam się, czy moje trzydzieści parę tysięcy dopisać do wielkiej listy roszczeń wierzycieli. Okazało się bowiem, że mój dłużnika zadłużył się ponad wszelką miarę gdzie tylko można, kręcąc przy tym, oprócz pracy, różne dziwne interesy.

Dłużnik wrócił do roboty do mego syna. Jeździ tramwajem. Tyra za dwóch, żeby zarobić na wynajęcie mieszkania dla rodziny, którą po egzekucji komorniczej sprowadził do Wielkiego Miasta.

Tak to ja modelowy bankier i mój syn modelowy kapitalista-wyzyskiwacz przyczyniliśmy się, pod rządami Tuska, do wzlotu i upadku zacnej wiejskiej familii.

To tyle o Grecji i polskiej biedzie, o życiu ponad stan. To tyle o bezwzględnych kapitalistach i banksterach, którzy wespół w zespół żerują na ludzkim pocie i trudzie, by mnożyć swoje brudne zyski.

Duda i Szydło zapewne naprawią to wszystko, tak w Unii jak i w Polsce, ale nie sądzę, żebym odzyskał moje pieniądze. Nie wierzę w cuda, głupi to ja może jestem, ale nie aż tak.

Obłok
O mnie Obłok

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (15)

Inne tematy w dziale Gospodarka