"Ze skromnością przyjmuj wszystko, co ci się przytrafia" - Rashi
To motto, które widnieje na początku filmu braci Coen, pt: "A Serious Man", towarzyszy głównemu bohaterowi.
Prolog filmu dzieje się, gdzieś w Polsce w rodzinie żydowskiej, na początku XX w. Jest w nim pewne mistyczne nawiązanie do tradycji.
Dalej mamy rodzinę Amerykanów żydowskiego pochodzenia w Minnesocie, w roku 1967. Ojciec rodziny jest nauczycielem akademickim. Ma żonę i dwoje dzieci. Utrzymuje też niezaradnego krewnego. Rodzina jest wierząca i praktykująca, choć jej członkowie w wielu wypadkach odstępują od reguł wiary.
Nagle zaczyna się wszystko sypać.
Problemy w pracy z awansem, a także ze studentem i jego ojcem. Żona oznajmia, że ma innego faceta, a dzieci myślą głównie o sobie.
Zagubiony i przygnieciony bohater poszukuje pomocy u Rabinów. Jednak, każdy z nich udziela mu takich rad, że trudno odczytać co powinien z ich słów dla siebie wyciągnąć. Najzabawniejszy jest młody Rabin, zafascynowany pobliskim parkingiem, przez którego obraz udziela "porad".
Od połowy filmu człowieka zaczyna ściskać w żołądku, szczególnie od sceny, gdy nowy facet żony obejmuje naszego bohatera, łapie go za ręce w dowód zrozumienia, aby w końcu zaproponować mu wyprowadzkę z domu. Chciałoby się podpowiedzieć bohaterowi, aby huknął tego facecika i popędził. A on najzwyczajniej ustępuje i wyprowadza się.
Po pewnym czasie, jednak wszystko zaczyna się odwracać w życiu głównego bohatera, aby w końcu znów "powiać tornadem".Takie falowanie.
I można się zastanawiać, czy przyjmowanie tego co los przynosi jest lepsze, od szarpania się.
A może wszystko mamy i tak zapisane?
Ten film Coenów jest trochę inny niż poprzednie. Nie ma w nim gwiazd. Jest trochę przegadany w "allenowskim stylu", ale tak musi być. Jest oszczędnie filmowany, można powiedzieć, że zgrzebnie, ale z dbałością o szczegóły.
Warto go obejrzeć.
Inne tematy w dziale Rozmaitości