0 obserwujących
357 notek
262k odsłony
  986   0

"Historia Roja" – niechciane dziecko IV RP

 Sprawa filmu Jerzego Zalewskiego obnaża tożsamościową pustkę, która panuje w świecie rodzimej kultury. „Gadającym głowom” nie zależy, aby najpopularniejszym bohaterem romantycznym polskiego kina był legendarny partyzant, a nie SB-ek z „Psów” Pasikowskiego. A szkoda... - pisze Aleksander Majewski. 

 

 

Bezpowrotnie minął okres w którym niemal każdy młody człowiek zarażał się patriotyzmem po lekturze „Potopu” czy „Krzyżaków” . Dziś bardziej do wyobraźni młodych przemawiają ruchome obrazki, muzyka czy portale społecznościowe. Film „Historia Roja, czyli w ziemi lepiej słychać” jest najlepszą okazją, aby to wykorzystać. Obraz Jerzego Zalewskiego to nie tylko szansa na zaszczepienie patriotyzmu wśród „Pokolenia mp3”, ale również odkłamanie historii.

 

Nieznany PRL

 

Polska Rzeczpospolita Ludowa to dla rzeszy młodych ludzi zabawny okres dziejów, w którym „szary Kowalski” stał w długich kolejkach po mięso, miał problemy z zakupem lodówki czy telewizora, a powodów do zadowolenia dostarczały mu sukcesy reprezentacji piłkarskich czy liczne medale olimpijskie. Jednak mało kto zastanawia się nad narodzinami tego quasi-państwa. Obserwujemy obciachowe gmachy, dziurawe drogi i inne przybytki komuny, ale nie zwracamy uwagi na to, że często zostały wzniesione na szczątkach ludzi, którzy samotnie walczyli o zupełnie inny kształt Polski.

 

Problem zaczyna się już w szkole, gdy historycy tracą czas na szczegółowe omawianie starożytnej Mezopotamii czy Egiptu, aby nie zdążyć z omówieniem PRL-u. Proceder powtarza się przez cały cykl edukacyjny – od podstawówki po liceum. Wiele do życzenia pozostawia również program nauczania, który omija istotny element historii PRL – sprzeciw ludności wobec budowy państwa satelickiego w stosunku do ZSRR. Niewiele zmieniło się po 1989 r. Pamiętam, że gdy brałem udział w audycji radiowej, poświęconej Żołnierzom Wyklętym, realizator ze zdziwieniem stwierdził, że nigdy o tym nie słyszał, a przecież „powinni o tym mówić w szkole”.

 

Gdy kuleje edukacja, jej obowiązki powinna przejąć kultura. To właśnie kino jest obecnie najsilniejszym orężem, dzięki któremu można przemycić sporą porcję wiedzy. Zwłaszcza, gdy historia, która jest przedstawiona w filmie prezentuje się niezwykle atrakcyjnie…

 

 

Koniec słodkich idiotów

 

Historia st. Sierż. Mieczysława Dziemieszkiewicza to opowieść rodem z powieści sensacyjnej.  W swoim krótkim życiu zdażył być łącznikiem między Komendą Powiatu a Komendą Okręgu, pełnił funkcję dowódcy patrolu Pogotowia Akcji Specjalnej NSZ, a później Komendantem Powiatu NZW („Ciężki” – 1947-1948, „Wisła”- 1949-1951). Jest również uznawany za ostatniego dowódcę XVI Okręgu NZW. Już jako 20-latek, decyzją dowódcy NSZ został odznaczony Krzyżem Walecznych, co najlepiej świadczy o jego niezwykłej brawurze.

 

 

fot. Aleksander Majewskifot. Aleksander Majewski


I tak, gdy w całym kraju padały ostatnie bastiony niepodległości, Dziemieszkiewicz rozkręcał prężną działalność i dokonał szeregu akcji bojowych, odsyłając na tamten świat UB-eków, milicjantów i ich współpracowników. Co najciekawsze, jego akcje miały również charakter propagandowy. Tak było 6 listopada  1949 w miejscowości Gołotczyzna, k. Ciechanowa. Dokładnie w 32. Rocznicę Rewolucji Październikowej „Rój” zatrzymał pociąg osobowy, jego żołnierze partyzanci rozdali antykomunistyczne ulotki, a sam dowódca wygłosił do pasażerów antykomunistyczne przemówienie. Potem dokonał egzekucji na funkcjonariuszu PUBP Mieczysławie Piaskowskim i ppor. Czesławie Gocacie, który był stalinowskim sędzią. Akcja o podobnym charakterze została przeprowadzona 28 sierpnia 1950 roku… w Pomiechówku niedaleko Warszawy. Oddział „Roja” zatrzymał pociąg, w walce zginęło 4 funkcjonariuszy MO i SOK, a Dziemieszkiewicz ponownie dał wyraz swoich oratorskich zdolności, wygłaszając wiec antykomunistyczny dla miejscowej ludności. I pomyśleć, że to wszystko miało miejsce niedaleko stolicy, w dobie stalinizmu. To tylko przykłady. Akcji o podobnym charakterze było znaczniej więcej.

 

 

Niektóre z przemówień partyzanta zachowały się do dnia dzisiejszego. Tak „Rój” zwracał się do swoich żołnierzy w apelu z 28 maja 1950 r.: „Koledzy, nie zrażajmy się tym, że giną co dnia najlepsi synowie Ojczyzny. Nic to. Giną za wiarę i Polskę, a z krwi ich wyrośnie Wielka Chrześcijańska Polska tylko dla prawdziwych Polaków.”. W tym samym dokumencie Dziemieszkiewicz pouczał: „Koledzy, każdy z Was musi być dobrym żołnierzem, dowódcą i kolegą, bo gdy przyjdzie chwila, że zginie Wasz dowódca, nie hamujcie pracy, a szerzcie Narodową Organizację jako Apostołowie, głosząc słowo Boże wśród pogan”

 

Były to słowa, które głęboko zapisały się w pamięci towarzyszy broni. Np. „kronikarz oddziału” Władysław Grudziński ps.„Pilot” uwiecznił swojego dowódcę wierszem, który doskonale oddawał przywiązanie żołnierzy i szacunek, jakim darzyli „Roja”: (…) Potomność powie o nim dobrze i sławy mu nie ujmie,/ Nie zginie jego dobre imię w innych nieprawych tłumie./ Aby dał Bóg, by z trudów Twych i nieprzespanych nocy,/ Wyrosła Polska Wielka, Wolna od zdrajców i przemocy. Warto dodać, że wiersz został zadedykowany „dobremu, lecz niestałemu koledze”.

Lubię to! Skomentuj22 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale