Już jest! Orzeł wylądował, najpierw kołując na niskim pułapie nad lotniskiem Okęcie. Ludzie przyjeżdżali z Kołobrzegu albo koczowali całą noc przed płotem, aby go zobaczyć. Widoczny symbol polskiej mocarstwowości, najnowocześniejsza maszyna pasażerska świata, samolot marzeń albo po prostu - "Dreamliner".
Chciałbym aby jedna rzecz była jasna już na wstępie, Boeing który wszedł właśnie w posiadanie PLL LOT jest genialny. Zanim trafił do masowego użytku zdążył pobić dwa rekordy świata: w długości lotu na jednym tankowaniu i jego szybkości, okrążając glob w tempie, którego mógłby pozazdrościć Juliusz Verne, czyli w 42 godziny i 27 minut. Fakt, że jako pierwsi w Europie możemy wejść w posiadanie tego samolotu jest ogromnie ważnym wydarzeniem wizerunkowym dla Polskich Linii Lotniczych, i co do tego nie ma wątpliwości. Ze wszystkiego jednak, po przekroczeniu granicy rozsądku można zrobić szopkę. Jako Polacy zawsze poruszamy się tylko po dwóch skrajnych rejestrach narracji narodowej - totalnego pesymizmu i napuszonej bufonady.
Wobec braku wyraźnych sukcesów w skali międzynarodowej, przez jeden dzień na ustach większości dziennikarzy, blogerów i w całym TVN24 "Dreamliner" gościł z częstotliwością raz na minutę. Z jego lotu i lądowania zrobiono wydarzenie na skalę pielgrzymki Jana Pawła II do ojczyzny. Premier wyjechał przywitać samolot. W kuluarach trwały spory - przywita chlebem i solą czy przeciągnie na linie z debeściakami po płycie lotniska do samego hangaru? Jakiej by tam kpiny sobie nie robić z dysproporcji tematu w stosunku do skali jego ważności, po raz kolejny więcej niż o samolocie dowiadujemy się o nas samych.
Cóż, zachowujemy się tak, jak gdybyśmy tylko my, od pierwszej do ostatniej śrubki "Dreamlinera" skonstruowali. W jakimś sensie prof. Binienda stał się przy tym w prawicowej narracji ojcem chrzestnym nowego samolotu, za sprawą udziału w projektowaniu poszycia (ale akurat nie w modelu, który do Polski przyleciał). Zostawmy te sprawy jednak na boku.Sam fakt pierwszeństwa nic o naszym sukcesie nie mówi. Upojeni i zdziwieni tym, że przez moment możemy wyjść na czoło peletonu, znowu zapominamy, że polityką i ekonomią rządzi nie prestiż a brutalna pragmatyka liczb.
I tak dla przykładu, LOT zamówił w tej chwili 8 sztuk Boeinga 787-8. Ci którzy powinni się teraz smucić bo nie byli pierwsi, wcale tego nie robią. Dlaczego? Bo za kilka miesięcy po nas zbudują z tych samolotów nie tylko reprezentacyjną grupkę, ale sporą część swojej floty. Niech statystyki mówią same za siebie, a ja już dalej zamilczę:
Źródło: Wikipedia



Komentarze
Pokaż komentarze (20)