Marcin Małek Marcin Małek
363
BLOG

ELSYNOR WIE...

Marcin Małek Marcin Małek Kultura Obserwuj notkę 2

 

Wybacz, że niepokoję 
szlachetny synu ludzkiego rodu,
który wieki temu 
położyłeś głowę 
w obronie wiary, nadziei 
i rajskich ogrodów.
Jeśli dobrą twa wola — daruj odpowiedź:
z jakich urośliśmy korzeni, 
czyje gałęzie trzymają nas w pionie,
a czyje niczym klesze jarzmowe
ku ziemi zniżają nam skronie
i jaka woda, łzy jakowe 
obmywają nas z kurzu 
kamiennych rumowisk?
 
O nie! Nie, ja się nie boję.
Jedno co mi nie daje spokoju
to cisza nad ledwo rozwartym grobem.
Ty który walczyłeś z duchami Saracenów
— oświeć! Bo świat z dni dzisiejszych
gaśnie pod krwawym słońcem nicości
i milczy bardziej zawzięcie 
niżby obchodził własną żałobę,
rzec nie potrafi ani odgadnąć —
co z życia a co ze śmierci wypadło.
 
Wybacz potomnym, dzielny rycerzu,
ale my, tu obecni nosimy w pamięci
jedynie zamglone obrazy dawnych słońc
i dawnego szczęścia, w uszach nam dzwonią
urwane dźwięki niedogaszonych ognisk,
niedopalonych pieśni i wciąż ranią język
zapomniane smaki przedwcześnie zjedzonych owców.
 
Drzewa odmawiają schronienia, 
noc nie przynosi ulgi — pytam więc ciebie Rolandzie:
gdzie się podziała nadzieja? Bez niej człowiek
nie wie jak wierzyć a czas szubrawiec
odpływa jeszcze dalej i dalej, sam od siebie —
czekamy stłoczeni pod nawisem czerwonej skały,
a pod stopami płaty jałowej ziemi i nic,
nic się nie chce urodzić z otwartej jak usta rany.
 
A więc stało się!
 
Trzeba nam było upaść na koniec
i wczołgać się nad otchłań twojej mogiły
i tak zostać nieporuszonym,
ani to bliżej ani dalej, ani więcej ani mniej —
portret ludzkiej tragedii skończony,
jeszcze tylko ostatnie pytanie,
ostatni ruch gwiezdnej zasłony i ciemność,
straszna ciemność na maszty się pnie,
pustym okiem na wskroś wyłupionym
patrzy w człowieka na dnie.
 
A więc stało się!
 
Psie wycie z każdej otwartej świata strony
i w żadnej wyjścia, jedynie stary kufer na dnie,
jak posag grobowy 
ofiarowany umarłym na szczęście
po drugiej stronie —
marny początek i jeszcze gorszy koniec.
 
A więc stało się!
 
I kto nas obroni,
niepogodzonych z bezsensem istnienia,
gdy wiatr nami ciska 
o czarno-czerwone kły Andromedy?
 
Z bliska wyglądasz upiorniej
niż w lunatycznym śnie,
wezwana z zaświatów Królowo Ojczyzno,
matko trupiobladych Hamletów:
Żryć albo nie żryć —
oto prosty dylemat współczesnych
i zawsze na dnie, nigdy na powierzchni —
Elsynor dobrze wie gdzie i kogo wywieźli,
a komu klatkę sprawiono na wymiar,
aby mógł sobie spokojnie przeminąć jak cień,
pod skrwawionymi grotami słońca.
 
Nasze życie, tu i teraz 
nie ma ani początku ani końca.
Ani to pierwsza ani ostatnia litera,
wyraz nad wyraz bez znaczenia...
— Polska! Dym sennych ogrodów
i pierś sercem bogata, fala nurtów tajemnych
i cnota jak na ostrzu sprawiedliwego miecza Rolanda
w kraju Basków zamknięta w spirali wirującego czasu
— zawsze pamięta, zawsze odróżni obcych od naszych.
 
Europa! Ta która z własnymi dziećmi spłodziła wnuczęta,
jeszcze nam wszystkim opowie:
jak się bawiły ich matki i ich ojcowie
i w co się bawią szczenięta — Elsynor wie!
Szkoda, że nikt nie pamięta o co z Frankami się bili Baskowie
i z jakiego powodu Roland dał głowę w ciemnym wąwozie na dnie.
 
Wstąp w ciemność pod nawisem czerwonych skał
a ja ci pokażę, ułożony jak domek z kart 
świat cienistych marzeń, co się rankiem budzi z letargu
by nocą popłynąć z krwią na spotkanie garstki tych,
w których jeszcze się tli pamięć o piramidach ciał,
pokażę ci strach w gasnącym oku i dziecko nadziane na tryzub,
tu nie ma umarłych ni żywych,
są tylko ci, których zabrała niepamięć
i cisza złowróżbna nad nimi się tli —
a oni kwilą, jakby spod mgły wiecznego snu.
 
Nie myślałem, że słowa zniszczą tak wielu,
gdybyś wiedział Rolandzie ile ważą kamienne westchnienia,
krótkie, urwane spojrzenia, dźwięki cedzone przez zęby
z nabrzmiałych ust, oczy które się obracają to w górę to w dół
i odcisk buta na nagrobnym kamieniu — gdybyś to czuł,
nie chciałbyś odżyć w pieśni, tylko byś czekał bezgłośnie
aż się wyrwą pod słońce leniwe świadectwa straszliwych nocy
z tysiąca i jednej opowieści.
 
Siedziałem na brzegu łowiąc duchy przodków, 
a spopielona ziemia 
wyschniętą równiną majaczyła gdzieś w tle.
Czy w końcu dosięgnę korzenia,
który nas trzyma głęboko pośród rumowisk
na dnie, na dnie...
Czy w końcu odgrzebię własne ruiny
aby zrozumieć zgrzyt i klekot kości 
tych spod pierzyny wiecznego snu?
 
Siedziałeś na brzegu — jak zwykle szalony
i stało się! Zasnąłeś, choć z nieba padały gromy
i ciągle niżej i niżej sięgając kolejnego dna
po poprzednim dnie, spadałeś jak płatek, 
posłaniec burzy niosący nadzieję na deszcz
po długiej, trawiącej suszy nabrałeś wody do ust 
— nie ma obawy reszta w Elsynorze wie
czym jest milczenie na samym dnie, na dnie...
 

Przyszedłem na świat w trzecim kwartale XX wieku i jestem. Istnieje dzięki słowu i tylko w tej mierze, w jakiej sam się realizuje – m.in. poprzez język którym wytyczam własną drogę. Nie wyróżniam się w tłumie, większość z was mija mnie na ulicy nie ofiarując nawet krótkiego spojrzenia, ale ja na was patrzę i uczę się od was, jak przetrwać poza obszarem zmyślenia. Tak, żyję w zmyśleniu, stąd większość tych, których znam nie ma o mnie pełnego wyobrażenia – należę sam do siebie i dobrze mi z tym odosobnieniem. Mam tyle twarzy, ile akurat zechcę mieć w danym momencie. Bywam wielkoduszny, ale także zawistny, łaskawy i okrutny, szczodry i skąpy, zły do szpiku kości i bezgranicznie dobry. Kocham i nienawidzę, lubuje się w kłamstwie i walczę o prawdę. Wciąż szukam odpowiedzi na to kim jestem, lub na to, jak mnie widzicie. Niektórzy mówią o mnie „poeta”, inni „grafoman nie wart złamanego grosza” – nie boje się jednych i drugich. Ważne, że ktoś mnie czyta, i że mogę się przejrzeć w waszych źrenicach jak w lustrze, albo przejść przez wasze życia, jak przez tranzytowy korytarz. Jeśli więc nadal chcecie mnie poznać, proszę was tylko o jedno – wpuście mnie do środka, wtedy i ja się przed wami otworzę. Wszakże nie gwarantuje gotowego przepisu na to kim jestem – sami musicie wybrać własną odpowiedź.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Kultura